Powtórzmy za Cohn-Benditem…

Jeden z moich przyjaciół – którego zdanie i inteligencję cenię bardzo wysoko – napisał do mnie i paru jeszcze kumpli list w związku z rozgrywaną obecnie „aferą Bolka”. Zawarł w tym liście pomysł, byśmy się określili analogicznie, jak to zrobił w 1968 słynny Daniel Cohn-Bendit, i – bez względu na nasz dawny czy obecny stosunek do Wałęsy – powiedzieli „wszyscy jesteśmy Bolkami„. Popieram tę ideę; z wielu względów. Po pierwsze dlatego, że Wałęsa – bez względu na jego „winę” czy jej brak – jest obecnie jawnie prześladowany i ewidentnie słabszy od swoich oponentów. Przyzwoity człowiek staje zaś z reguły po stronie prześladowanych i słabszych; nawet gdyby mieli coś w przeszłości na sumieniu.

Po drugie, atak na Wałęsę jest jawnie ahistoryczny. W powiedzeniu „wszyscy jesteśmy Bolkami” (w każdym razie: my wszyscy, którzyśmy w roku 1981 mieli więcej niż 18 lat…) jest wiele obiektywnej racji. Bez względu na ówczesne poglądy polityczne i sytuację społeczną, wszyscy byliśmy wtedy obserwowani i na tysiące sposobów „sprawdzani”. Byle głupi awans w zakładzie pracy, byle wyjazd na zagraniczne stypendium czy kontakt z cudzoziemcem oznaczał wysyłanie „zapytań” do „organów”, które wszak były niesłychanie rozbudowane; niemal każdy miał więc z nimi do czynienia, świadomie czy nie. A już ludzie, zajmujący jakiekolwiek istotne pozycje zawodowe czy należący do tzw. dzisiaj „celebrytów” – bez najmniejszej wątpliwości. Więc jestem niemal pewien, że o każdym z nas są gdzieś tam stosowne (czy raczej: niestosowne) dokumenty. Znam na przykład osobę o lata świetlne w ogóle odległą od jakiejkolwiek polityki, która w latach 70. całkowicie przypadkowo zawarła czysto towarzysko znajomość z jakimiś miłymi studentami z Chin; no i przez kilka lat musiała się z tych kontaktów spowiadać na Rakowieckiej. Pytana, mówiła prawdę; protokoły przesłuchań podpisywała. Pewno więc dziś panowie z IPN uznali by ją za TW…

Powtarzam: świadomy – a częściej nieświadomy – kontakt z owymi „organami” miał prawie każdy z nas. Niektórzy mieli w dodatku nieszczęście podpisać jakiś protokół lub zobowiązanie do zachowania spotkania w tajemnicy; nic ponadto. I co z tego? Czy dziś mają mieć prawo do życia ci tylko, których wówczas zapudlono lub w inny sposób sekowano?

Z punktu widzenia macierewoczoidów – pewno właśnie tak. Ale moim zdaniem jest to chore.

Po trzecie – w tej rozgrywce w ogóle przecież nie chodzi o Wałęsę, który dziś jest już w dużej mierze obiektem muzealnym. I nie o prawdę, bowiem gdyby to o nią chodziło – sprawa byłaby podjęta już przed laty. I z pewnością nie chodzi tu o lata siedemdziesiąte, tylko co najwyżej o prezydenturę LW, jeszcze zaś bardziej o zdezawuowanie Okrągłego Stołu. W sumie, jest to wynik bardzo nieładnej osobistej zemsty Kaczorów i S-ki za doznane wówczas upokorzenia i przegraną w związku z obaleniem paranoidalnego rządu Olszewskiego. Oraz chęć wbicia motłochowi w puste łby, że Okrągły Stół był zdradą, nie sukcesem. Bo „gdybyśmy wówczas wywieszali komuchów na latarniach, to dziś świat byłby piękny”. Czyli o konsekwentne lansowanie kompletnie przecież skompromitowanej idei IV RP…

Otóż prawda jest taka, że gdyby szanowni państwo spróbowali wówczas tego dokonać, to kraj ten spłynąłby rzekami krwi, zaś stryczki mieliby pozakładane właśnie ci, którzy dziś gardłują przeciw Wałęsie. „Komuchy” miały w roku 1989 dostateczne wpływy w wojsku i dostatecznie rozbudowany aparat ucisku, by stłumić takie pomysły z całą brutalnością; bez względu na opinię JP II, Reagana i tak dalej, bo wówczas walczyliby o życie, nie o przetrwanie. Bardzo niewielu ludzi z opozycji wówczas byłoby za takim rozwojem dziejów, o ile pamiętam… A już spoza opozycji, to chyba nikt.

A więc, panie i panowie: wszyscy byliśmy Bolkami. Podpisuję się pod tym zdaniem.

Advertisements

28 thoughts on “Powtórzmy za Cohn-Benditem…

  1. Niedawno wymsknelo sie Jaroslawowi, ze poszedlby do wladzy z kazdym, kim gardzi (nie wydaje mi sie abym nieuprawnienie ekstrapolowal jego slowa). Pewnymi ludzmi Jaroslaw gardzi poniewaz nimi gardzi, poniewaz uwaza za glupszych i gorszych od siebie.
    Walesa? Taaa…
    Sadzia Kryze, Wassermann, Lepper? Taaa!
    Nienawisc (nie pogarda bo to mial dawno – jak do kazdego) do Walesy bieze sie z tego, ze z Walesa nie wyszlo. Walesa, w odroznieniu od Jaroslawa, naprawde byl (byl, nie jest, jest emerytem) warriorem i krolem taktyki. „Tygrysem” dobrze skonstruowanym w 43 a obecnie cennym zabytkiem.
    Jaro nigdy nie byl krolem taktyki – krolem chaosu wylacznie. Plywakiem na fali z wyporem do gory a bez zmyslu kierunku. Nie pamieta, po co przybyl tu, gdzie przybyl i dokad zmierza. Nie wie dlaczego udalo mu sie zostac premierem ani dlaczego przestal nim byc.
    Moznaby mniemac, ze pogarda do Walesy wziela sie z wiedzy o niecnej przeszlosci przed i pokaczynskiej tylko ze z wiedza kadzynska jest jak z Lechem w Austrii, gdzie niedawno wymsknelo sie Jaroslawowemu bratu, znawcy futbolu, ze nie wierzy w to, co widzial i ze zapewne bylo tak, jak wierzy ze widzial. A widzial Webb-ski spisek. Za dwa lata bedzie gotow przysiac na Boga katolikow, ze sa porazajace dowody spisku, sciskajac w reku stick USB z nagraniem z telewizji na wiecu w wiernym Jackowie.

  2. @Hekto5
    Jak nauczysz się odróżniać przedawnienie od „znikomej szkodliwości społecznej” to może wrócimy do tego zagadnienia. A jakbyś miał lepszą pamięć, to byś wiedział że mieliśmy bardzo szanowanego marszałka sejmu z zatarciem skazania.

  3. @RobertP:
    Przedawnienie oznacza jedynie, że osoba nie może być już skazana przez władzę sądowniczą za ewentualne przestępstwo. Nie ma to jednak żadnego związku z kwestią czy zostało ono popełnione, czy też nie. Nie ma też żadnego znaczenia, jakiego kalibru jest czyn. Brzydzę się tzw. ‚małą szkodliwością społeczną’.

  4. Gwoli scislosci – nie ZA Cohn-Benditem, to bylo haslo gloszone W jego sprawie.

    „Mógł przyznać, że był agentem, miał na to mnóstwo czasu. Ale poszedł w zaparte i teraz zbierze za to karę.” Prawie nikt tego nie robi (ale z reguly oczekuje tego od innych). Mezowie nie wyznaja zonom zdrad, a pracownicy nie informuja szefow, ze okradali firme. Tych, ktorzy maja odwage wyznac swoje winy, jest tak samo malo jak tych, ktorzy ujmuja sie za bitymi, slabymi, nekanymi, gdy wymaga to przeciwstawieniu sie silniejszym.

  5. @Hekto
    „Przykłady, które podałeś są wyraźnie przestępstwami (karnymi lub ‘obyczajowymi’). Winni powinni zostać za nie ukrani i ponieść pełną odpowiedzialność za swe czyny”

    Kalendarz masz? Kodeks umiesz wygooglać? To sprawdź po ilu latach się przedawniają zbrodnie? A potem się zastanów dla czyjej niezdrowej uciechy chcesz ludziom po latach wyciągać czyny dużo mniejszego kalibru.

  6. Wahadełko się waha – od jednego skrajnego punktu do drugiego. Wyższą formą takiego wahadełka jest wynalazek dr. Guillotine – spada wykorzystując siłę grawitacji i przy okazji dokonując dekapitacji.

    Agent „Bolek” miał za najbliższych współpracowników agenta „Lolka” (pseudonim wskazuje na osobę nikczemnego wzrostu) oraz bliźniaczkę (?) „Tolę”.

    A szanowny gospodarz tego bloga wykazał się iście chrześcijańską ideą pomocy słabszym i pokrzywdzonym, choć zapewne wynika ona ( ta idea, oczywiście) raczej z przemyśleń humanistycznych.
    Nie mogę powiedzieć, że „byłem Bolkiem” bo nie łapię się do przedziału wiekowego.
    Lecz mogę mieć za złe „SOLIDARNOŚCI”, że odstąpiła od porozumień sierpniowych, w których zapisane były wolne soboty, jak dzisiaj jest każdy widzi.
    Z mediów wyłania się ciekawy obraz dzielnych i niezwykle sprawnych oficerów SB, którzy wykazywali się niezwykła przenikliwością i przebiegłością sięgającą dziesiątków lat wprzód. Nie na darmo maję teraz takie emerytury – jaka praca taka emerytura !!!!!!!!!!

Możliwość komentowania jest wyłączona.