Media, atom i aborcja

Dwie sprawy – dość odległe znaczeniowo – jednocześnie w mediach: zaczęta właśnie wojna religijna, wywołana casusem 14-latki w ciąży, oraz kilka kolejnych błahych awarii w europejskich elektrownich atomowych. Coś je jednak łączy: właśnie to, że stały się przedmiotem zainteresowania mediów, które bez żenady wykorzystują je w celach konkurencyjno – komercyjnych. Sprawa pierwsza, do której wypadnie jeszcze zapewne powracać: spór o prawo do aborcji znacznie już przerósł znaczeniowo samą szczegółową kwestię 14-latki. Już – wiem, że to okrutne co piszę – nie ma większego znaczenia, jak to się skończy: działania organizacji „prolife” i kręgów katolickich wzywoliły bowiem demony wojny. Teraz pójdzie już polityczna walka na noże (mam nadzieję, że nie dosłownie…) o miejsce religii w społeczeństwie; już nie tylko o aborcję, ale o szkoły, krzyże w miejscach publicznych, kontakty władzy z hierarchią i tak dalej. Walka nieunikniona, bo przełamana została przez Ciemnogród pewna granica. I będzie to walka „no mercy”, bez zlitowania i ustępstw. Walka – wydaje mi się – niestety, szkodliwa. Nie my – patrzący na świat z lewej – jej jednak chcieliśmy.

Ale nie o to chodzi w tym wpisie. Co jest okolicznością zgoła przerażającą, to to, że prawicowe media – specjalnie „Dziennik” i „Rezczpospolita” – cynicznie wykorzystały i rozdmuchały całą sprawę wyłącznie jako pretekst do ataku na „Gazetę Wyborczą”; ataku, dyktowanego wyłącznie względami komercji i zawiścią zawodową. Trup, aborcja, nieszczęście – wszystko nieważne; jeśli nadarza się okazja, to lecimy po całości…

Zgroza.

I kwestia atomu. Po kilku drobnych awaryjkach (groźniejsze bywają co tydzień w elektrowniach klasycznych) – żurnaliści i żurnalistki (te ostatnie szczególnie, jakby ktoś je napuszczał, świadomie wykorzystując damskie braki w ścisłym wykształceniu i skłonności histeryczne) dostają wyraźnie skrętu kiszek, gdy przywołani na ekran do komentarza naukowcy mówią konsekwentnie, że… nie ma o czym gadać. Rzekome „zagrożenie atomem” do taki dobry temat do postraszenia motłochu, do puszczenia czerwonego alertu „na pasku” wiadomości, do zwiększenia oglądalności – a tu te jajogłowe nie chcą nam dać pretekstu do włączenia syren na pełen regulator!

Obrzydliwe. W takiej sytuacji moralnym (przepraszam za to słowo) obowiązkiem wykształconego i świadomego człowieka jest uspokajać idiotów, tłumaczyć, że nie ma żadnej sensacji. Ale – nie! Sępy wiedzą, że dla nadawcy wiadomość im gorsza – tym lepsza.

Strasznie się tego atomu boimy – ale z jakąż chęcia transmitowalibyśmy „dla naszych kochanych widzów” taki obrazek, jaki wybrałem na zilustrowanie tego posta. To byłby news! A nie zauważamy, że – gdy chodzi o skutki moralne i skutki dla rozumu społecznego (jeśli coś takiego istnieje…) – właśnie taki wybuch, tyle że nie materialny, obserwujemy. Właśnie od niego giniemy.

I powiem na koniec coś skrajnie niepopularnego: zaczynam żałować, że Mysia już nie działa. Liczenie na dobrą wolę i rozum ludzki okazuje się raz jeszcze zawodne.

Reklamy

6 myśli na temat “Media, atom i aborcja

  1. Z tymi awariami to może być ciekawa manipulacja. Wyobraźmy sobie następujący ciąg zdarzeń: 1) kraje uzależnione od ropy rozważają rozwój energetyki jądrowej w celu ograniczenia zużycia ropy 2) kraje produkujące ropę poprzez swoich agentów stwierdzają, że plany rozwoju energetyki jądrowej w krajach kupujących ropę są całkiem zaawansowane 3) kraje produkujące ropę postanawiają utrzymać popyt na ropę na wszelkie możliwe sposoby 4) „przypadkiem” do mediów zaczynają przeciekać odpowiednio podane informacje o rozmaitych drobnych zdarzeniach w siłowniach jądrowych 5) dziennikarze informują społeczeństwo (czasem w sposób wysoce niekompetentny) 6) sprawy rozdmuchują rozmaici Zieloni & Co 7) społeczeństwa standardowo kupują ich bajki 8) obok protestów przeciwko drogim paliwom pojawiają się protesty przeciwko energetyce jądrowej (ale jeszcze nie teraz) 9) rządy krajów planujących rozwój energetyki jądrowej zamrażają swoje plany 10) ropa spokojnie drożeje dalej. Pytanie: co robią w tym wszystkim media? Odpowiedź: informują społeczeństwo :-))))

  2. @ qadam: podzielam te opinie, zarówno co do zachowań tzw. lewicy, jak i roli „GW”. Jeden z najobrzydliwszych widoczków, jaki mam w pamięci, to Oleksy na klęczkach na Jasnej Górze. „GW” narobiła też lewicy mnóstwo kuku, to fakt – i to może więcej niż inni, bo inni są czytelniejsi w swych skrajnościach: wyzwiska mniej szkodzą od zręcznie postawionego znaku zapytania, prawda? Ale… To, że niektórzy ludzie lewicy (lub przy niej afiliowani) się kundlą, zarówno jak to, że „GW” bywa szkodliwa – nie zmienia faktu, że inni zachowują się jak powinni, zaś liczne działania „GW” są pożyteczne, a nawet wspaniałe. Popatrzmy tedy na rzeczy w całej ich dialektyce i złożoności, jak mawiał klasyk.

  3. Szanowny Panie Bogdanie !

    Nie żałowałbym specjalnie GW,gdyż ma ona duży udział w zohydzaniu polskiej lewicy po ’89.
    Zapewne pamięta Pan,iż to właśnie GE wymuszała niemalże nakazowość pewnych zachowań ludzi lewicy: wam mniej wolno,jedynie My,Oświeceni mamy moralne prawo was batożyć medialnie i wskazywać drogi waszego odkupienia…
    Najważniejsze lewusy jak wygłodzone kundle gromadziły się obok Pańskiego Stołu ,radośnie stawały na łapkach i merdały wyliniałymi ogonkami w nadziei na pochwałę i ewentualny pozytywny ochłap medialny.Wtedy to w lewicowych łbach kształtowały się poglądy: władza warta jest mszy,każdy ważniak z lewicowej (ponoć) partii uważał za przywilej bycie w dobrych ,najlepiej przyjacielskich stosunkach z biskupewm,kardynałem,a jak jeszcze przed oblicze Wojtyły podprowadzili i dali na klęczkach oślinić pierścionek,to lewus miał orgazm totalny.
    Temu wszystkiemu patronowała w swoim czasie owa atakowana dzisiaj przez konkurencję GW,a sama stworzyła warunki do takiego a nie innego ich funkcjonowania.
    A klechy tylko zacierały tłuste łapki!
    Co do walki na noże:nikt nie powiniena mieć wątpliwość,że nie jest w mentalności polskiej prawicy branie jeńców,szczególnie z lewej strony politycznej,katoprawica jest w tym jednolita i konsekwentna.Przedsmak tego dały dwa lata kaczej paranoi a i dzisiaj poczynają sobie ponownie coraz śmielej.
    Dewizą powinno być :no pasaran,choć słowa nieulubionego przezemnie POwskiego bufona o dorżnięciu watahy,też mają wielki sens…
    dla przypomnienia:

    Allons enfants de la Patrie,
    le jour de gloire est arrivé
    Contre nous de la tyrannie
    L’étendard sanglant est levé,
    L’étendard sanglant est levé!
    Entendez-vous dans les campagnes
    Mugir ces féroces soldats!
    Ils viennent jusque dans vos bras
    Égorger nos fils, nos compagnes.

    Refrain:
    Aux armes citoyens,
    Formez vos bataillons.
    Marchons! Marchons!
    Qu’un sang impur
    Abreuve nos sillons

    pozdrawiam

  4. Co do pierwszej sprawy zachowuje dystans. Pomijając aspekt medialny i fanatyków po jednej i drogiej ofiarą jest ta dziewczynka. Każda z estron wygrywa medialnie swoje sprawy. Kurz opadnie, a dziewczynka bez względu na finał całej sprawy pozostanie sama ze swoja traumą. Dziennikarze rzuca się na nowe krwiste newsy by podrzucić je gawiedzi.
    Jest Pan i tak wielce wyrozumiały wobec dziennikarek/dziennikarzy, którzy często spełniają rolę pożytecznych idiotów. Im mniej wiedzą tym więcej piszą na jakiś temat.
    Pozdrawiam

  5. Oj, tę wojnę chyba przegramy. Jak tak patrzę, to za wpływami Kościoła w państwie jest może 20 procent Polaków. Za neutralnością światopoglądową — z 10. Reszta ma to w nosie.

  6. Atomem straszą przede wszystkim antyglobaliści, zieloni i tym podobni ekoterroryści, których trudno oskarżać o prawicowe poglądy.

Możliwość komentowania jest wyłączona.