Plotek nie lubię, ale…

…gdy tę informację – o której niżej – przeczytałem, włosy stanęły mi dęba. Albo z tego powinien być proces, albo nie wiem co; w każdym razie sprawa jest, moim zdaniem, duża. Do rzeczy jednak; w tygodniku „Przegląd” pisuje od lat tajemniczy autor o pseudonimie „Attache”, upubliczniający zakulisowe (najczęściej oczywiście jadowicie krytyczne i dla władzy niewygodne) informacje z MSZ-u. Już wielu ministrów chciało go wykryć i „załatwić” – ale żadnemu się nie udało. „Attache” jest i rozrabia. No i w ostatnim felietonie wziął na muszkę ambasadora RP na Litwie, p. Janusza Skolimowskiego. Ów ekscelencja ma bowiem bardzo niepolityczne pochodzenie: pracował niegdyś w KC PZPR, powołany był na stanowisko przez Daniela Rotfelda, jeszcze wcześniej ponoć miał kontakty z (dawnym) MSW… I PiS go – ku ogólnemu zdumeiniu – nie odstrzelił…

Podobno – jak pisze „Attache” – dlatego, że gdy pan prezydent Kaczyński odwiedzał Litwę, ekscelencja rąbnął przed nim na kolana, wyznał grzechy, poprzysiągł lojalność i uzyskał osobiste przebaczenie. I gdyby tylko na tym się rzecz kończyła – byłby obciach, ale nie byłoby poruty, jak mawia młodzież. Tymczasem, jak pisze „Attache” (wytłuszczenia moje):

…rozmowa była trochą dłuższa, bo Skolimowski opowiedział prezydentowi o swej przeszłości, o tym, jak kiedyś, w latach 70., był konsulem w Libii, w Benghazi. Pracy nie miał wiele, Polonia w Libii to kilkadziesiąt żon, więc zajmował się innymi sprawami. Polakami, którzy znajdowali się tam na kontraktach. I w takich podobno okolicznościach zapoznał pana papę inżyniera Kaczyńskiego i z nim się zaprzyjaźnił, regularnie się spotykali, długo rozmawiali (i na tym ten wątek zakończmy). I tą opowieścią o przyjaźni z papą Skolimowski tak ujął prezydenta…

No a teraz myślta, ludziska: co nam „Attache” opowiedział o panu inżynierze? Jakie są w tym kontekście faktyczne powody niespodziewanej łaskawości pana prezydenta? Może jest tu jakaś odpowiedź na pytanie, czemu tak mało o Tacie Bliźniaków w ich oficjalnych życiorysach?

Aha: Napieralskiemu oczywiście z upojeniem wytknięto, że jest synem byłego pracownika aparatu PZPR. Skomentujecię tę zbitkę jakoś, chłopaki?

PS: Ilustrację stanowi teczka układu attache; ten model nazywa się Secret Agent Sam.

Reklamy

8 myśli na temat “Plotek nie lubię, ale…

  1. zbitka polega na kontraście. O ile Napieralskiemu ojca się nie tyle przypomina, ile wypomina (!), to ojca Pana Prezydenta oraz jego (ojca) dokonania trzyma się w maksymalnym cieniu. No i jest co trzymać, sądząc po reakcji na rozmowę z ambasadorem.

  2. Apps:
    1. A kto tu „wymawia grzechy ojców”? Czyżby bycie pracownkiem aparatu PZPR było „grzechem”?
    2. Zależy jak na to patrzeć. Ja dostrzegam organizację – a SLD jako organizacja wywodzi się od SdRP, ta zaś od PZPR. Skład osobowy ma tu mniejsze znaczenie.
    Podobnie Uniwersytet Warszawski, chociaż, idę o zakład, wymieniła mu się większość studentów, czyli bez wątpienia członków organizacji, jest jednak Uniwersytetem Warszawskim, tak jak i był 10 lat temu.

  3. Dzisiaj na WordPressie jest jakiś kompletny odlot w kwestii samogłosek nosowych. Najpierw pan Brocha był łaskaw wygłosić opinię, że „nie ma takiej manipulacji, która nie przejdzie klechą przez gardła tylko po to, żeby wydrzeć kasę”, a teraz…

    Unbelievable!

    Sam On, młot na tych-co-nie-umiom-po-polsku, ostateczny arbiter językowej elegancji, Bogdan Miś napisał – uwaga – „skomentujecię„!

  4. Mamo-i-Tato, różne to wołanie.
    W pierwszym jest pewność. W drugim zapytanie.
    Nie żebym się czepiał konduity mam, tylko dzięki tatom dużo obecnego badziewia politycznego poszła w senatory, ambasadory czy wszelkie prezesy. Jest i prezydent. Lista długa (jak u Appsa).
    Czy nie podpada to pod paragraf czerpania zysków z nierządu?

  5. Poczuję się przez chwilę chłopakiem i pokomentuję: myślę, że nadal nie lubię plotek. Ciekawiej skomentować dwa powyższe wpisy. No więc pierwszego nie skomentuję, leczy mnie inny lekarz chyba. A co do wymawiania grzechów ojców, to specjalność pewnych instytucji ciągnąca się od czasów biblijnych (vide Stary Testament). Równie parszywa, co bezsensowna. Obecna lewica, p. Krzysztofie, nie może być przedłużeniem aparatu, bo aparatowi w miażdżącej większości są już aparatowymi w partiach bardziej rządzących i lubianych przez Pana. Wyliczać by tak długo, że nudno, ale jeśli będzie życzenie…

  6. „jest synem byłego pracownika aparatu PZPR. Skomentujecię tę zbitkę jakoś, chłopaki?”

    Mogę spróbować;)

    Otóż znaczy to tyle, że „poszedł w ślady ojca”, jest niewątpiliwie członkiem aparatu partii będęcej wprost przedłużeniem byłej PZPR. Co z tego wynika? Nic. Nie on pierwszy i nie on ostatni.

Możliwość komentowania jest wyłączona.