Czym się żywią media?

Dzień wczorajszy – do późnych godzin wieczornych – został zdominowany w zasadzie przez dwa wydarzenia: tzw. sprawę Palikota i niemiecki spot reklamowy z siusiającymi kibicami. Poza tym ktoś wystrzelał całą rodzinę, gdzieś się ziemia zatrzęsła – ale to w sumie kit i nieważne. No, może jeszcze ważne było to, że Carla Bruni nie przyjedzie do Polski i że Pudzian uzyskał licencjat w jakiejś Prywatnej Szkole Wszystkiego Najlepszego.

Zacznijmy od Palikota. W sumie to postać barwna i w swojej nieporadności medialnej nawet sympatyczna; znamienne jest jednak to, że Platforma się na niego zaczęła gniewać dopiero wówczas, gdy zaproponował zapudlenie Rydzyka; niestety, w sposób oczywiście żartobliwy, ale u nas wystarczy się skrzywić w kierunku jakiegoś klechy, choćby nawet tak podejrzanego jak Rydzyk, by już być oskarżonym o świętokradztwo.

Jak powiedziałem – Palikot jest dość sympatyczny. Jego występy medialne są jednak niemal równie przeraźliwe, jak noszone przezeń marynarki (ta różowa okropność!!) i krawaty. W sumie, jest nieludzko prowincjonalny; ot, taki „najpiękniejszy z całej wsi”. Ma jednak dobre chęci i – co nie najmniej ważne – sporo forsy; czemu nie wynajmie sobie jakiegoś Czartoryskiego lub Koniecpolskiego, żeby go troszkę poduczył; co wypada, co zaś nie? W końcu, PRL w swoich pierwszych latach wynajęła sobie nawet jakiegoś Radziwiłła do przyuczania świeżo upieczonych ludowych dyplomatów; a przecież miała z pewnością mniej kasy, niż Palikot…

Na marginesie sprawy Palikota – anegdotka dość osobista. Wiele lat temu bawiliśmy z moim wytwornym i kilkakroć tu wspominanym – nieżyjącym już – przyjacielem w pewnym pięknym wielkim polskim mieście, gdzie – w ramach działań prywatnych po zrobieniu kolejnego udanego programu telewizyjnego – poderwaliśmy tamtejszą spikerkę i udaliśmy się z nią samotrzeć do tamtejszego SPATiF-u. Po paru godzinach ostrego spożywania darów natury w płynie – nastąpiła mała katastrofa: pojawił się był mąż owej damy. Był dość dziwnie ubrany w jakąś koszmarną kanarkową marynarkę, właśnie coś a la Palikot. Stanął jednak na wysokości zadania: nikomu nie dał po mordzie (choć wyraźnie miał ochotę), tylko wycedził porzez zaciśnięte zęby skoro panowie pili tyle czasu z moją żoną, to zapraszam teraz na picie ze mną. Zaproszenie zostało przyjęte ze zrozumieniem i wspólnie udaliśmy się do mieszkania owych państwa; tu na stole pojawił się niezłej marki koniaczek – klasy, bodajże, zielonej wstążki – który pan domu… rozlał do szklanek.

Tu przyjaciel już niestety nie zdzierżył. Panie inżynierze – powiedział konfidencjonalnie (pan domu rzeczywiście miał ten tytuł) – panie inżynierze, proszę mi pozwolić – jako jednak znawcy obyczajów – dać sobie dobrą radę: u nas w Paryżu, jeśli się pije koniak w szklankach, to do żóltej marynarki trzeba koniecznie mieć czerwoną kamizelkę w zielone kropki; dopiero wtedy jest komplet…

Powiem wam tyle, że moja szklanka się zmarnowała. Parsknięcie wyrzuciło zawartość na ścianę…

Ha, miłe błędy barwnej komuszej młodości…

Co zaś się tyczy drugiego tematu dnia, tej niemieckiej reklamy… Żenada. Dowcip, jak dowcip: marnowaty. A jak Niemcy chcą sikać (pięknym zresztą drużynowym strumieniem) do taktu swego hymnu… Ich sprawa w końcu i ich hymn, nie? Myśmy jednak natychmiast usiedli na honorze, bo – jak ogólnie wiadomo – nigdy żaden Polak nie zwinął Niemcowi żadnego samochodu, boże broń!

Wspomniany przyjaciel mawiał był do mnie: Bodziu, nie siadaj sobie nigdy na honorze. Tylko wygnieciesz na nim dupą fałdy, nic więcej.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Czym się żywią media?

  1. @Mateusz Najsztub: Podpisuję się obiema rękami pod wnioskiem końcowym. Jeśli chcę posłuchać jakichś pełnych wiadomości, włączam dobrą stację radiową, a poza tym internet (i jak ktoś ma ochotę, gazety papierowe), wystarczą w zupełności 🙂

    Polubienie

  2. Słucham i czytam jakie to dziecinne tematy podejmowane są przez naszą szanowną telewizję zarówno publiczną jak i kanały prywatne i cieszę się coraz bardziej, że nie dałem sobie telewizora wcisnąć i od dwóch lat żyję bez tego medium. Gazety, czasopisma i internet w pełni wystarczą. Poza tym człowiek ma ten komfort, że nie musi chłonąć takich bzdetów serwowanych przez programy informacyjne. Jak już sam Autor wcześniej zauważył, przemilczenie może być bardzo skutecznym narzędziem manipulacji. Można również samemu selekcjonować co ciekawsze informacje, przez co człowiek rozwija się i unika ataku złości na materiały przygotowane tylko i wyłącznie w celu kreowania rzeczywistości bądź też po prostu mało istotne, będące tylko stratą czasu. Czyli z ręką na sercu chciałbym polecić Państwu dietę beztelewizyjną ;]
    Wszystkim lubiącym patrzeć krytycznym okiem na telewizję polecam obejrzeć film Lumeta „Sieć” (Network). Jako próbkę polecam tą scenę

    Polubienie

  3. A Fakty TVN powoli zaczynają przypominać taki tam jeden „Fakt”. Plus przez ostatnich kilka dni co leciały „Wiadomości” w TVP to zawsze wcisnęli jeden materiał o Gruzji. Jak El Presidente tak kocha ten kraj to może tam zostanie?

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.