Refleksje o śmierci hrabiego

W wieku 96 lat zmarł Wojciech Dzieduszycki, znany aktor, śpiewak, dziennikarz i twórca kabaretowy. Postać mocno kontrowersyjna: ten uwielbiany przez starsze panie dystyngowany dżentelmen był, jak się okazało, poza tekstami kabaretowymi i recenzjami autorem… około 400 donosów na kolegów w ramach stałej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa.

Dlaczego używam określenia „postać kontrowersyjna”? Dla wielu (zapewne większości) ludzi o poglądach i usposobieniu przeciwnych do mojego – nie może być mowy o żadnej kontrowersyjności: kablował, i tyle. Ale, ale…

Po pierwsze, przyznał się do tego publicznie i z godnością. Nie wykręcał się, nie zaprzeczał. Nie narażał siebie ani rajców swojego miasta – Wrocławia – na kłopot z odbieraniem mu honorowego obywatelstwa miasta: sam się go zrzekł i wycofał w domowe zacisze.

Po drugie – jeśli położymy na szale wagi sprawiedliwości jego uczynki, to ja – choć uczciwie powiem, że nigdy nie gustowałem przesadnie w jego twórczości – nie umiałbym powiedzieć, co przeważy: owe donosy, czy niewątpliwa radość, jaką dawał swoim wiernym widzom. Miał ich miliony; jego występy telewizyjne cieszyły się nadzwyczajną oglądalnością, wiem coś o tym. Może dlatego, że dla wielu ludzi nienaganne maniery, staroświecki szyk i ogólny charme pana Wojciecha były odtrutką na dość przaśną rzeczywistość?

I pewno owa popularność właśnie była przyczyną, dla której go zlustrowano. Zwykłego Walczaka czy Kowalskiego zostawiono by z pewnością w spokoju.

W każdym razie – odszedł. Pięknego wieku dożył. A na marginesie tego smutnego zdarzenia uwaga o charakterze medialnym: nasze „przekaziory” ukochały pisanie o nim z dodatkiem tytułu hrabiowskiego. On sam, o ile wiem, raczej tytułowania unikał; jak wielu zresztą arystokratów. Kto odrobinkę choćby zna tzw. wyższe sfery, ten wie, że jeden książę do drugiego chętnie powie „kuzynie”, że – zwłaszcza wśród dam – jest zabawnym i sympatycznym zwyczajem zdrabnianie imion (Lula Brzękosławska, Buba Bibersztynger, Alik Żępodajski – żeby nie użyć prawdziwych nazwisk) – ale do wielkiej rzadkości należy używanie tytułów. Krótko mówiąc, jak ktoś się zwraca do kogoś „panie hrabio”, to prawie na pewno ten zwracający się jest, jak to mówił pan Sienkiewicz, zwykłym łykiem, a w każdym razie osobą źle wychowaną.

Rzecz w tym, że w Polsce nie istniały nigdy rodzime tytuły arystokratyczne. Owszem, królowie je czasem – tak bliżej rozbiorów – niezbyt legalnie, bo wbrew zwyczajowi i przywilejom szlacheckim, nadawali; ale bracia szlachta, w głębokim przekonaniu, iż „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”, krzywo na to spoglądali. Tytuły nasza arystokracja „naszała”; ale to były z reguły tytuły pruskie, ruskie, austriackie, francuskie i rzymskie – więc niepatriotyczne. A w roku 1921 tytułów używać w ogóle zakazano; i bardzo legalistyczna zawsze i państwowo nastawiona szlachta w ogromnej większości się temu podporządkowała.

Jeśli więc uznacie, najmilsi, że polskie współczesne media pławiąc się w tytułomanii wystawiają sobie świadectwo przynależności do plebsu – to się z ochotą zgodzę.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Refleksje o śmierci hrabiego

  1. Kim jestem, by wybaczać temu Panu, czy innym? Wybaczać mogę moim najbliższym, to jest sprawa osobista. Nie moją sprawą jest też osądzanie kogoś. Przyjmuję do wiadomości pewne fakty z czyjegoś życia, innym (tym, którzy nie mogą żyć bez kwantyfikatorów) zostawiając sądy. Życie to ogród splątanych ścieżek 🙂 i tylko buldożer moźe przejść przez nie prostą drogą. Więc raczej zamiast „wybaczmy i zapomnijmy” powiedzmy: pamiętajmy, bo był człowiekiem.

    Polubienie

  2. Dzieduszycki byl swojego ordzaju syjmbolem dawnej Polski. Jego wspolpraca z SB hm! zapomnijmy i wybaczmy. To nasza wyzszosc i sila. Byl znawca sztuki tej z duzej litery S. Byl wielki duchem i dobrocia. Pamietajmy to co dobre, a to co ? – wybaczmy i zapomnijmy. To moj punkt widzenia

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.