Superstacja mnie rozśmieszyła

Zadzwoniła do mnie Superstacja. Miły damski – wyraźnie bardzo młody głos – powiedział, że mają dla mnie propozycję. Mianowicie chcieli, żebym poprowadził u nich na żywo przegląd prasy. – Trzeba być jakieś 10 minut przed ósmą, robimy godzinkę na żywo; co to dla pana – zaszczebiotała panienka. Wyraziłem zainteresowanie; nie powiem, propozycja zrobiła mi nawet pewną przyjemność: w końcu spędziłem w profesjonalnej telewizji około połowy dorosłego życia, uważam się w tej dziedzinie za coś w rodzaju (zdezaktualizowanego…) zawodowca, jakieś tam nagrody w życiu za to podostawałem… No, było mi miło, że uznano, iż jeszcze się do czegoś nadaję i że ktoś tam pamięta moje nazwisko. Poza tym lubię studio i perspektywa siądnięcia raz jeszcze przed kamerą po ponad 10 latach wabiła.

Poprosiłem tedy – co uznałem za najzupełniej naturalne – o sprecyzowanie warunków. Dziewczę okazało się bystrzutkie i w lot pojęło, że pytam o honorarium. Nieco skonfundowane powiedziało mi (prawdę mówiąc, trochę się tego -znając dzisiejsze obyczaje – spodziewałem), że żadne honoraria nie są przewidywane. – Wie pan – powiedziała mi – przecież pan się w ten sposób jakoś reklamuje…

– Miła pani – odparłem – proszę zapamiętać: niżej podpisany za darmo wyłącznie oddycha; w tej sytuacji dalsza rozmowa jest bezcelowa.

Historyjka, jak historyjka; miałem już takich kilka. Tyle w każdym razie, że rzecz prosi się o uogólnienie i pewne wyjaśnienia. Zacznijmy od owych wyjaśnień, które pozwalam sobie sformułować w postaci osobistego regulaminu-cennika. Oto on.

Niniejsza Firma (czyli moja wykwintna doskonałość) świadczy usługi dziennikarskie. Świadczy je bezpłatnie w okolicznościach następujących:

  • Gdy Firma ma taką własną fanaberię (jak prowadzenie niniejszego bloga)
  • Gdy prosi o to osoba bliska lub zaprzyjaźniona, albo bardzo urodziwa płci całkiem przeciwnej od płci Firmy i w dodatku znacznie od Firmy młodsza;
  • Gdy oczekuje się od Firmy, by chwaliła organizacje, do których dobrowolnie należy i upowszechniała ich dorobek (dotyczy: Polskiego Towarzystwa Matematycznego, Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, Stowarzyszenia „Ordynacka”); wyjaśnia się dodatkowo, że krytyka tych organizacji za pieniądze nie jest brana pod uwagę w żadnych wypadkach;

W pozostałych sytuacjach Firma za świadczenie usług spodziewa się honorariów; Firma nie pracuje na popularność, bowiem nieskromnie sądzi, że jeśli ktoś się o takie świadczenie zwraca, to już Firmę zna, więc popularności Ona nie potrzebuje. Cennik jest następujący:

  • Występ w studiu radiowym lub telewizyjnym nie wymagający żadnego przygotowania ani wkładu umysłowego: do 29 minut – 500 zł, od 30 do 59 minut – 1500 zł, powyżej minimum 2000 zł. Występy komercyjne, wymagające wyjścia z domu przed godziną 8.00 lub po 22.00 nie są w zasadzie brane pod uwagę, choć przy bardzo specjalnych stawkach możemy rozmawiać…
  • Jak wyżej, z koniecznością przygotowania (przeczytania czegoś, zdokumentowania i tp.) – stawki są o 50% wyższe. Jeśli wymaga się dostarczenia jakichś materiałów na piśmie – stawki rosną o dalsze 50%.
  • Udział Firmy w uroczystościach prywatnych (ślubach, lunchach biznesowych, imieninach, spotkaniach z politykami) celem ich uświetnienia obecnością osoby własnej jest możliwy. Wykluczone są jednak uroczystości z udziałem osób duchownych jakiegokolwiek wyznania. Udział niemy w takiej imprezie wyceniamy na 5000 zł, udział ze złożeniem życzeń zebranym lub powiedzeniem „dzień dobry państwu” kosztuje 10000 zł. Poza Warszawą Firma żąda zwrotu kosztów podróży lub podesłania samochodu z kierowcą i stawki większej o 50%.
  • Do Gazet i Czasopism Firma pisuje po stawkach redakcyjnych i się nie targuje. W rachubę wchodzą wyłącznie tytuły akceptowane przez Firmę; pisma wyznaniowe i konfesyjne nie powinny się do Firmy zwracać z żadnymi propozycjami, bo Firma może być niegrzeczna.
  • Firma prowadzi również wykłady. Z dziedziny, na której Firma się zna – stawka wynosi 750 zł za godzinę lekcyjną; gdy Firma się na czymś nie zna – i musi się w związku z tym przygotować – stawka rośnie o 100%.

Mam nadzieję, że przynajmniej część PT Czytelników zauważyła, że pozwoliłem sobie tu – nieudolnie zapewne – nawiązać do znanej publikacji Witkacego z jego cennikiem za usługi malarsko-portreciarskie. Nie o to jednak chodzi; to były (częściowo, częściowo!) żarty, teraz będzie poważnie. Otóż, do q… nędzy: niby czemu jakaś tam telewizja czy stacja radiowa – choćby i sam CNN albo inna TVP – śmie się spodziewać, że człowiek przyjdzie do nich o jakiejś zwariowanej godzinie i zrobi cokolwiek za darmo? O ile wiem, redaktor – prowadzący, nadzorujący, organizujący i tak dalej – bierze za swoją robotę pieniądze, i to niemałe; niby czemu istota programu, czyli jego treść ma być za darmo? Przyjemność z występu telewizji może być wystarczającą nagrodą dla panny Beatrycze Kupść z Ogonkowa Średniego, która będzie miała okazję pomachać rączką do osobistej cioci; albo dla idioty-polityka, który (najzupełniej mylnie) sądzi, że nadgoni sobie głosów pokazywaniem głupawej mordy elektoratowi. Nie dotyczy to zawodowców: my (nawet ci, którzy już dawno „zakończyli bieg”) z tego żyjemy i nikomu nie będziemy robili dobrze za fryko. Rzecz polega bowiem na tym, że nie musimy; chociaż umiemy i możemy. Jak nam się zechce, naturalnie. Howgh! – jak mawiał w takich okazjach Winnetou.

Reklamy

10 uwag do wpisu “Superstacja mnie rozśmieszyła

  1. Oj, McTuzick… Nie zauważa pan, że za tego typu wpis można trafić pod sąd i grubo beknąć? Jest jakiś wyrok w tej sprawie? Jakieś dowody, poza sejmowymi pierdołami? Może nie zauważyłem…

    Lubię to

  2. Portal mediów publicznych

    W internecie, pod adresem http://ustawamedialna.pl powstał portal skierowany do dziennikarzy mediów publicznych. Portal jest prowadzony bezinteresownie przez grupę dziennikarzy z różnych ośrodków w kraju, w żaden sposób nie związanych z jakąkolwiek partią polityczną, ośrodkiem decyzyjnym lub grupą kapitałową. Na pierwszej stronie portalu opublikowano apel do polityków, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego, o szybkie przyjęcie tzw. ustawy medialnej. Pod internetowym apelem można składać podpisy.

    Założeniem projektu jest monitorowanie działań polityków związanych z tzw. ustawą medialną („małą i dużą”) i reformą mediów publicznych. Ustawamedialna.pl jest otwartą platformą dla tych wszystkich, którzy chcą poprzez system komentarzy opublikować swoją opinię dotyczącą projektowanych zmian w funkcjonowaniu mediów publicznych.

    Platforma jest otwarta dla wszystkich placówek mediów publicznych, w tym znaczeniu, że bez żadnych zobowiązań publikuje petycje, listy otwarte, stanowiska dziennikarzy lub grup zawodowych działających w redakcjach. Materiały przyjmowane są pod adresem: info@ustawamedialna.pl i będą publikowane bez zbędnej zwłoki.

    Lubię to

  3. owa praktyka dotyczy nie tylko mediów. dotyka również branży edukacyjnej – kilka razy proszono mnie o robienie czegoś za darmo, „żebym sobie nazwisko zrobiła”. grzecznie odpowiadałam słowami, że nazwisko już mam po tatusiu i to mi wystarczy.

    Lubię to

  4. Cóż, Superstacja wygląda dosyć amatorsko… Ale czy szanowny Autor chce powiedzieć, że taka praktyka jest powszechna i te rzesze polityków produkują się codziennie na ekranie różnych stacji, nie bacząc na porę i z dużym zaangażowaniem – „za fryko”?! Chocia patrząc na poziom ich produkcji…
    Jeszcze uwaga – skąd Pan wie, że nie chodziło o pozycję nr 2 z cennika: „Gdy prosi o to osoba (…) bardzo urodziwa płci całkiem przeciwnej od płci Firmy i w dodatku znacznie od Firmy młodsza”?

    Lubię to

  5. Panie Bogdanie!
    Ktoś tę cipulatkę wypuścił za rybkę – a nuż się szczupak złapie? Mam to g… i jakoś nie oglądam. Jka ktoś na wstępie daje taką nazwę, to staję się nieufny. Takie z nich super-tv-many?
    🙂

    Lubię to

  6. Ja pamiętam, jak jeszcze gdzieś do połowy lat 90. nawet stacje radiowe płaciły za 15-minutowe wejście na żywo z bajaniem o komputerach. Potem gdzieś się to ulotniło.
    Inna sprawa, że przy okazjonalnym bywaniu w tej czy innej stacji był tylko kłopot z dopisywaniem dodatkowej informacji do PIT-a, więc w sumie byłem raczej zadowolony, że nie katują papierkami z setką czy dwiema.
    Ale tu?! Cholera, pół mojego pokolenia wychowywało się na publicystyce popularno-naukowej szanownego Gospodarza, a tu jakaś cipcia mówi o „autoreklamie”. Nóż się otwiera…

    Lubię to

  7. i słusznie 🙂 mi się raz zdarzyło pisać za darmo ( a raczej umieszczać artykuły za które i tak już kotś zapłacił. bo miałem taką fanaberię. w pewnej witrynie internetowej)

    dodałbym do tego co Pan pisze jeszcze jeden niuans: miałem kiedyś taką historyjkę. byłem w pewnej redakcji bardzo znanego i rentownego tygodnika podac dane do wypłaty honorarium. przy okazji odwiedziłem redaktora, który brał ode mnie tekst. usłyszałem od niego: mam nadzieję, że ten tekst mamy na wyłączność. moja odpowiedź brzmiała: ILE? co ile? ILE TO DLA WAS WARTE? no wie pan, bo…. tu stęki, jąkanie, bredzenie. wziąłem z jego biurka egzemplarz pisma i długopis. zakreśliłem w stopce słowa sp. z o.o. WIDZI PAN. WY JESTEŚCIE SPÓŁKĄ. POROZMAWIAJMY Z ZACHOWANIEM KRYTERIÓW EKONOMICZNYCH, prosze mnie nie częstować takimi żebrackimi kawałkami. ZAMILKŁ. Na tekscie zarobiłem potem jeszcze 2 000 zł 🙂

    Lubię to

  8. Brawo!
    Pan, Panie Bogdanie, doprawdy reklamować się nie musi.
    A za wysoki profesjonalizm należy płacić.
    Cieszę się, że mamy jeszcze w Pana osobie dziennikarza stosującego własny precyzyjny kodeks etyczny.
    Pozdrawiam.

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.