Wykonanie absolutne muzyki absolutnej

Ci, którzy wczoraj nie oglądali transmisji uroczystego koncertu z Teatru Wielkiego z okazji rocznicy powstania w Getcie Warszawskim – niech żałują. Zakładam oczywiście, że piszę to do ludzi, którzy – może nie co tydzień – ale jednak co jakiś czas bywają na koncertach w filharmonii i rozróżniają Bacha od Beethovena oraz Dody; zresztą, prawdę mówiąc, tych co nie rozróżniają, to ja uroczyście tniutniam, oni mnie po prostu nie interesują. Tak tedy – jeśli nie widzieli i nie słyszeli, niech żałują. V Symfonia genialnego Ludwiga van jest bowiem sama w sobie muzyką absolutną: myślę sobie z pewną przesadą, że nie byłoby specjalnie dużej szkody, gdyby po jej napisaniu nikt inny niczego już nutami nie zanotował. Oczywiście, niemal każdy kulturalny człowiek zna początek ze słynnym motywem „V”, ale posłuchajcie sobie drugiej części. Albo finału! Możecie mi wierzyć albo nie, ale ta muzyka – to najczystsza matematyka: każdy dźwięk wynika z poprzedniego w sposób ściśle logiczny i każdy podobnie implikuje jedyny możliwy następny. Dzieło jest doskonałe.

Słuchałem tego dziesiątki, jeśli nie setki razy w ciągu mego długiego życia. Znam na pamięć każdą nutę. Słuchałem genialnego wykonania Filharmoników Berlińskich i myślałem, że nic lepszego w życiu nie usłyszę; myliłem się. Izraelska orkiestra pod dyrekcją przesławnego Zubina Mehty wykonała Piątą tak, jak ona jest napisana: absolutnie. Tego po prostu nie można zagrać już lepiej; Mehta wydusił z partytury absolutnie wszystko, każdy niuans, wszystkie subtelności i plany dźwiękowe. Rozkosz.

Ale widownia… Na sali w obstawionym BOR-owcami Teatrze Wielkim siedziały same VIP-y; tzw. kwiat polskiej sceny politycznej i zapewne biznesu. No i towarzystwo… klaskało w przerwach między częściami symfonii! Z równym powodzeniem mogłaby ta ponura hołota gadać przez komórkę albo głośno puszczać bąki; to by mnie jeszcze zdziwiło, bo że prominentni politycy żują w oficjalnych sytuacjach publicznie gumę jak jakiś teksański pastuch – zdążyłem się już przyzwyczaić…

Nawiasem mówiąc – jesteśmy chyba jako naród specjalistami od gaf. I to niezależnie od reprezentowanego przez delikwenta obozu politycznego. Różne objawy „choroby filipińskiej”  byłego prezydenta,  afera kartoflana obecnego,  wspomniane żucie gumy  Tuska w  obecności Angeli Merkel, „zapomnienie” o powitaniu duchownych prawosławnych przez wysokiego urzędnika prezydenckiego, jakość wystąpień publicznych panów Gosiewskiego, Brudzińskiego, Leppera – wszystko to układa się w dość jednolity obraz. Za każdym razem widzę sklonowaną mordę Edka z „Tanga” Mrożka…

Nie ma na to wytłumaczenia. Jeśli nawet przyjmie się, że konkretne prominentne osoby – z racji pochodzenia, losów życiowych i czego tam jeszcze – mają prawo do błędu i dziwnych zachowań, to przecież ludzie ci powinni mieć przy sobie nieustannie rozmaitych speców od wizerunku i znawców pewnych – nie tak bardzo przecież zaawansowanych – norm kulturowych. Jakoś nie słyszę, by osoba pełniąca tę funkcję przy Tusku straciła pracę po tej nieszczęsnej gumie; jakoś nie słyszę, by pan dyrektor, witający gości prezydenta przy okazji wizyty prezydenta Ukrainy został przeniesiony we właściwe miejsce, to znaczy do sprzątania dziedzińca pałacowego…

A – przypominam – „straszliwych komuchów” stać było na zatrudnienie w takim właśnie charakterze „arbitra elegantiarum” osoby najzupełniej owej grupie „obcej społecznie”: księcia Radziwiłła.

Warto o tym poważnie pomyśleć. Ale Mehta i izraelscy muzycy byli genialni.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Wykonanie absolutne muzyki absolutnej

  1. Panie Bogdanie! Koncert wspaniały, goście mniej…
    Dodam tylko skromnie, bo nie dodał Pan, uważając, że każdy to wie, ale jednak nie „kużden”, że Zubin Mehta, światowej sławy kapelmistrz nie jest Żydem, jak wielu sądzi, lecz Hindusem. Sam często to podaję znajomym i zawsze natrafię na kogoś zdziwionego…
    🙂
    Pozdrowienia i powodzenia

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.