Mądry głos Karola Modzelewskiego

W weekendowym wydaniu „Wyborczej” znów kolejny doniosły i mądry głos profesora Karola Modzelewskiego; nie pojmuję, czemu ten właśnie tekst nie znalazł się w wydaniu internetowym gazety, więc nie mogę go tu podlinkować. Tym razem Modzelewski komentuje – wielce krytycznie – pomysły reformowania struktury i form działania nauki polskiej, w szczególności te zgłoszone przez Platformę. Prowadzą one – zdaniem profesora – wyłącznie do dalszego upadku i tak podłego poziomu naszych uczelni i kompletnej już deprecjacji wyższego wykształcenia; specjalnie dotyczy to zniesienia habilitacji, jednolitego wprowadzenia studiów trzystopniowych (licencjat, magisterium, doktorat) i jeszcze paru innych pomysłów.

Sprawa polega bowiem nie na tym, by „szeroko udostępnić Polakom studia wyższe” przez obniżenie wymagań i upowszechnienie gównianych prowincjonalnych prywatnych uczelenek, ale na tym, by studia pozostały trudne i elitarne, a mimo to miały chętnych do studiowania i możliwości zapewnienia im godziwych warunków rozwoju. Powiedzmy sobie szczerze: osoba z licencjatem powinna być uważana za posiadającą co najwyżej wykształcenie półwyższe, czy niepełne wyższe. To „inteligent drugiego rodzaju” – inaczej być nie może (to znaczy: formalnie może, bandy półgłówków mogą to wymusić na rządzących – ale nie zmieni to istoty rzeczy); nie ma bowiem możliwości pełnego wykształcenia w niemal żadnej dziedzinie nauki bez studiów 5-6-letnich; i to takich, które w żaden sposób nie pozwolą na jednoczesne zatrudnienie.

Dalej: nie jest dla mnie żadną uczelnią wyższą szkółka, która opiera się wyłącznie na zatrudnianiu chałturszczyków z innych, głównie państwowych, uczelni. Szkoła wyższa ma za zadanie przede wszystkim prowadzić badania naukowe, w drugiej dopiero kolejności uczyć studentów, nadawać im stopnie i cenzusy. Szkoła wyższa nie ma też uczyć zawodu, a jeśli już – to tylko przy okazji. Ma uczyć myślenia, twórczego, krytycznego i niezależnego.

Zresztą – co ja się będę pienił. Poczytajcie Modzelewskiego. Pragnę jeszcze tylko zwrócić uwagę, że ten niezwykle łagodny i koncyliacyjny człowiek raz tylko w życiu użył stwierdzenia ostrego i brutalnego: na słynnym posiedzeniu Komisji Krajowej „Solidarności” w 1981 roku w Radomiu, kiedy to ostrzegł rządzących, że „bój to ich będzie ostatni”; historia pokazała, że miał rację. Tym razem kończy swój tekst, w imieniu środowiska uczonych mówiąc politykom „żarty się skończyły”. Donaldzie Tusku, Jarosławie Kaczyński, Wojciechu Olejniczaku et tutti quanti: weźcie to pod uwagę. Modzelewski zawsze wie, co mówi.

Reklamy

14 myśli na temat “Mądry głos Karola Modzelewskiego

  1. W moim nie jest cudownie — jeśli tak odbierasz mój wpis, to delikatnie mówiąc czytasz w nim to, co chcesz przeczytać, a nie to co napisałem. W naszej nauce są niskie płace i ludzie dorabiają na boku zamiast pracować naukowo, jest niesprawna administracja, projekty są realizowane z takim opóźnieniem (administracyjnym), że często w chwili rozpoczęcia są już naukowo nieaktualne… Wad mogę wyliczać wiele — z najpoważniejszych to brak zachęt dla przedsiębiorców do inwestowania w badania, ze złymi skutkami dla obu stron: niską innowacyjnością gospodarki i oderwaniem badań od wymogów życia.

    Tyle, że co z tego wynika? Od lat naukę reformuje się za pomocą kija; a ja pytam: gdzie marchewka? Gdy czytam, że wydatki na naukę idące na badania, a nie na struktury są zbyt małe, ale nie mogą być większe, bo wtedy zabrakłoby na istniejące jednostki badawcze; a jednocześnie słyszę, że skoro są tak małe, to znaczy że nie można dać więcej, bo ‚nauka to zmarnuje’, to ja przepraszam, ale muszę pytać, gdzie tu jest logika?

    Największe co Ciebie i mnie różni to chyba ta wiara w rewolucje. Zdajesz się mówić jest źle, ba! jest fatalnie, więc wywróćmy wszystko do góry nogami, to musi być lepiej. A ja widzę jak przez lata poprawiano system funkcjonowania nauki. Robiono dwa kroki w dobrym kierunku, a jeden w złym. Brakowało pomysłów, a jeszcze bardziej pieniędzy, ale był wyraźny pewien kierunek — ‚urynkowienia’ i samodzielności; stopniowo likwidowano układy, dawano szanse młodszym, stawiano na ludzi dynamicznych i mających pomysły. Ale mimo to wciąż rozlegał się głos rewolucjonistów: zmienić wszystko, nie ważne co, po co i jak. I mieliśmy pomysły PiSu, które rozeszły się po kościach. A teraz mamy Kudrycką… Osobiście znam wielu adiunktów. Najzdolniejsi (o ile nie wyjechali za granicę, albo nie przeszli do firm prywatnych…) nie marzą o zniesieniu habilitacji — są w jej robieniu tak zaawansowani, że nie robi im to różnicy. Mniej zdolni zadowoleni też nie są — może zajęłoby im to więcej czasu, ale jakieś szanse na karierę z habilitacją by mieli. Najbardziej na to się cieszą najmniej zdolni — bo okazuje się, że nie warto pracować naukowo, tylko szukać wysoko postawionych przyjaciół…

  2. @PAK

    Kurcze my po prostu żyjemy w różnych krajach. Mój jest w stanie naukowej agonii ma kiepskie uczelnie i naukowców co pokazują wszystkie międzynarodowe konkursy i rankingi. W twoim wszystko jest cudownie, wady to margines a środowisko zarządza same sobą sprawnie. Napisz mi gdzie tak jest? Chyba wyemigruję 😉

  3. Nie widzę najmniejszego problemu z ‚sypaniem kasy na ślepo’. W ten sposób nauka (nie piszę o nauczaniu, ale o pieniądzach na badania) nie funkcjonuje już od dłuższego czasu. Jednostki dostają pieniądze w zależności od położenia w rankingu — jeśli mają ‚niepracujących’ profesorów, to za to zostają ukarane mniejszym finansowaniem. Tylko najlepsze mogą z pieniędzy na naukę wyżyć. Inne potrzebują projektów, zleceń, czy dofinansowania, choćby z opłat studentów. Istnieje system grantowy — rozszerzenie go o recenzentów zagranicznych nie powinno stanowić problemu, ale znowu — trzeba za to zapłacić; a w realiach, gdy czasem jakość angielszczyzny ma w ocenie większe znaczenie niż treść merytoryczna (nie tylko w humanistyce…) być może znaleźć trzeba pieniądze dla tłumaczy, którzy pomogą wygładzić teksty. I znowu — wadą systemu jest to, że niewielka część pieniędzy przez niego przechodzi. A przechodzi niewielka, bo inaczej zbyt wiele instytucji by upadło… W systemie grantowym największy pieniądze idą na badania w zakresie nauk technicznych — więc znowu Twój postulat już jest spełniony.

    Nie twierdzę, że nie ma problemów, ale świat nieprzydatnych, wyeksploatowanych profesorów z peerelu, którzy się wspierają i utrudniają kariery młodym, to margines polskiej nauki. Trafiają się takie miejsca i tacy ludzi — ale nie decydują o obliczu rzeczywistości. Dzisiaj to już tylko margines.

    Dużym problemem jest wieloetatowość, ale to efekt działań z lat 90-tych, gdy zamiast zwiększyć finansowanie dano furtkę do zatrudnienia na boku. (Oszczędzano zresztą także na badaniach, likwidowano laboratoria…) To będzie trudno odkręcić, choćby dlatego, że musiałoby skutkować likwidacją wielu placówek.

  4. @ PAK

    I mamy tak jak w służbie zdrowia czyli wybór albo sypiemy z kasą na ślepo albo najpierw reformy potem pieniądze. Poza tym uważam że niezbędne jest by część studiów mniej istotnych dla rozwoju gospodarczego zrobić studiami płatnymi. A na politechnikach proponować studentom naprawdę wysokie stypendia. Bo inżynier to zysk a humanista to sfrustrowany bezrobotny.

Możliwość komentowania jest wyłączona.