Narodziny gwiazdy?

Zauważyłem, że ludzie – z grubsza biorąc – dzielą się na dwie kategorie. Jedni nawet gdy założą smoking (czy jego damski odpowiednik) – wyglądają jak w worku; drudzy – nawet w worku wyglądają jak w smokingu. I to się widzi na pierwszy rzut oka. Innymi słowy mówiąc, są ludzie z klasą – i są ludzie bez klasy. Jest jeszcze jeden gatunek: ci, co nosząc smoking, wyglądają jakby się w nim urodzili. I taką właśnie osobę płci całkiem przeciwnej od mojej (więc wszystkie te uwagi o smokingu proszę czytać jako rozważania nad wykwintem po prostu) chciałem przedstawić tym, którzy jej nie widzieli. To Małgorzata Nocuń, dziennikarka „Tygodnika Powszechnego„. Niestety, gdy pokazała się na ekranie miałem pod ręką tylko kiepski telefon – stąd załączone zdjęcie niezbyt wiele mówi o tej młodej damie. A wydaje mi się ona niezmiernie obiecująca…

Pani Nocuń jest otóż – między innymi, jak to łatwo sprawdzić w Sieci – autorką znakomitego tekstu o tym nieszczęsnym Rumunie, który w krakowskim więzieniu zagłodził się na śmierć; ściślej – któremu w tym więzieniu tępa i prostacka służba więzienna pozwoliła zagłodzić się na śmierć. Sądząc po samym tym tekście – jest świetną, wrażliwą i inteligentną dziennikarką.

No i otóż tak: osoba ta jest ponadto po pierwsze, śliczna (to się najbardziej rzuca w oczy – przepraszam…). Po drugie – ma właśnie świetny styl. Ubiera się doskonale, zachowuje świetnie – jest spokojna, opanowana, ma doskonale ustawiony głos, nienaganną dykcję. Mówi absolutnie bezbłędną polszczyzną. Słowem – gdybym był dyrektorem programowym ambitnej stacji telewizyjnej, natychmiast bym jej zaproponował duży kontrakt gwiazdorski – z dwiema asystentkami, samochodem z kierowcą i wynajętym na koszt firmy apartamentem w najlepszej dzielnicy Warszawy.

Oczywiście, nic takiego się nie zdarzy. Tego typu osoba jest zbyt niebezpieczna dla masowej miernoty: zatłukła by samą swoją obecnością na śmierć codzienną mierzwę każdej stacji; jej zatrudnienie utworzyłoby potworne, demaskujące wszechobecne prostactwo tło. Nawet się zatem specjalnie nie zdziwiłem, że o ile wczoraj rano to ona właśnie opowiadała w TVN24 o swoim wstrząsającym reportażu będąc wymieniana z imienia i nazwiska – o tyle wieczorem już jakaś pindulka była wprowadzana tekstem nasza reporterka dotarła… a o red. Nocuń już mowy nie było. Choć to był jej materiał, jej informacja i jej dziennikarstwo.

Tak sobie tedy myślę, że może to dla pani Małgorzaty lepiej. Niby ma wszelkie predyspozycje, by być gwiazdą pierwszej wielkości. Ale czy warto, by ta szansa się ziściła?

Do dziś pamiętam pewien incydent. Otóż prowadziłem przed wieloma laty duży konkurs – dziś by się powiedziało casting – na prezenterów telewizyjnych. Dał on TVP kilka całkiem interesujących osobowości, w tym co najmniej jedną autentyczną gwiazdę. Mało kto wie jednak, że nawet owa gwiazda… wcale nie wygrała tego konkursu. Była dopiero trzecia. Pierwsza – nazwijmy ją Panią A. – rzuciła na kolana wszystkich: klasa, uroda, kolosalna wiedza, inteligencja jak brzytwa, kilka języków… Nic dziwnego, że szef najpopularniejszego wówczas programu wręcz rzucił się na nią i zażądał od kierownictwa firmy, by dano mu ją do dyspozycji; tak się też stało.

Po kilkunastu dniach Pani A. weszła do mojego gabinetu i powiedziała – dziękuję panu za współpracę, chciałam się pożegnać; nie skorzystam z oferty.

Szczęka opadła mi do kolan.

Cóż takiego się stało? – zapytałem.

Widzi pan – odparła Pani A. – pan X (wyjaśniam: bardzo znany wówczas prezenter) w trakcie próby studyjnej nie tylko mnie usiłował poderwać, ale poklepał mnie po tyłku. Otóż nie interesuje mnie firma, w której klepie mnie po tyłku ktoś, kogo do tego osobiście nie upoważniłam; nie to, żebym była świętoszką, ale to ja wybieram. A skoro tak się stało na pierwszej próbie – to znaczy, że u was to norma. Proszę się nie gniewać, ale mnie to nie interesuje.

Mam do dziś ogromny szacunek do Pani A. Zrobiła zresztą jakąś zawrotną karierę biznesową, o ile wiem. Jest szefową potężnej i poważnej firmy.

Więc – urocza pani Małgorzato – może i dobrze, że się pani boją; bo to, co z panią zrobili, to nie jest lekceważenie: to jest strach. Na cholerę pani być gwiazdą wśród tych wszystkich cipulek? Napisze pani z pewnością w życiu kilka doskonałych książek, opublikuje dziesiątki świetnych tekstów i zbierze wianuszek nagród twórczych – bez wystawiania pupy do klepania przez byle palanta. Szczerze pani tego życzę – a przy okazji cieszę się, że „Tygodnik Powszechny”, który zawsze był pismem zacnym acz – powiedzmy uczciwie – śmiertelnie nudnym, zyskał dobre pióro i indywidualność.

PS. W TVN24 dzisiaj niejaka Agata Adamek na marginesie afery z katastrofą samolotu CASA opowiadała nam – a właściwie: wykrzykiwała jak na bazarze – o pilotowaniu samolotem zamiast samolotu. Tej osobie z pewnością nie doradzam ubierania się w damski odpowiednik smokingu…

I jeszcze jedno, uprzedzając pytania o drugą nagrodę ze wspomnianego wyżej konkursu prezenterskiego. Zdobyła ją pani – powiedzmy – E. Pani E. miała doktorat (nie z jakiegoś gównianego zarządzania bynajmniej, ani marketingu…), IQ powyżej 150, urodę Audrey Hepburn i parę innych podobnie wyróżniających cech. Pierwszy występ w TVP – a właściwie pierwsza próba kamerowa – „ugotowała” ją kompletnie. Gdy czerwone światełko, sygnalizujące rozpoczęcie nagrania, zapaliło się na kamerze – dostała niemal zawału serca z tremy. Po trzydziestu sekundach, gdy odzyskała głos, wstała ze stanowiska prezenterskiego i powiedziała – to nie dla mnie. I wyszła z telewizji. Więcej jej nie widziałem. I – wiecie co? – też ją ogromnie szanuję.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Narodziny gwiazdy?

  1. No, ma Pan oko… też ją widziałem i mam podobne wrażenie, zresztą dziennikarze „TP” to już jest w ogóle kasta wymierająca. Jakiś czas temu słyszałem jednego z nich, młodego, który doskonale mówił na temat wiary – po raz pierwszy (i ostatni) wzbudził we mnie autentyczne zainteresowanie.

    Coż, prostota jest cechą ludzi… wielkich i inteligentnych… jak Kołakowski.

    Pozdrawiam

    Polubienie

  2. Ja się niezmiennie wściekałem, gdy Justyna Pochanke nieznośnie przerywała swoim gościom. Ale gdy słyszałem, jak inteligentnie i błyskawicznie reaguje na wypowiedzi rozmówców, gdy przeczytałem, jak potrafi pisać bloga (już chyba nie pisze), no i wreszcie widziałem, jak wygląda, darowałem jej to.
    Zresztą teraz już tak nie przerywa – może sama się zorientowała, może ktoś jej powiedział. Nieważne.
    Natomiast ta dzieciarnia z TVN24 jest z roku na rok coraz gorsza. Agresją nadrabia braki warsztatowe, bo wyraziste zaistnienie to szansa na załapanie się – najpierw na reportera, potem może do centrali.
    Agresywna to może być Olejnik, a nie jakaś dziecinka nie potrafiąca wymówić niemieckiego czy francuskiego nazwiska (Majkel Szumacher) czy mówiąca „imidż” albo „najki z Samotrake”.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.