Autoreklama

Cynicznie – ale nie bez pewnego zrozumiałego, jak sądzę, zadowolenia – mam zaszczyt niniejszym poinformować PT Czytelników niniejszego bloga, że moja książka (okładka obok) już się ukazała i jest do nabycia tutaj. Uprzedzam: to nie jest książka dla tzw. humanistów. Kieruję ją do młodych ludzi, którzy – po pierwsze, szykują się do matury z matematyki; po drugie, planują studia ścisłe lub techniczne. Znajdą oni w niej – dość przystępne, powiem nieskromnie – wyjaśnienie wielu niesłychanie niekiedy trudnych pojęć matematycznych. Nie mówię o tym, że piszę nawet o potwornie skomplikowanym twierdzeniu Frobeniusa (słyszeliście o tym kiedykolwiek? Tego się nawet na studiach matematycznych w normalnym kursowym wykładzie nie uwzględnia!), o które na żadnej maturze czy egzaminie wstępnym nikt nigdy nikogo nie zapyta. Ale proponuję zastanowienie się na poważnie nad sprawami pozornie banalnymi, które po chwili zastanowienia okazują się mocno kłopotliwe…

Ot, przykład, zresztą klasyczny, bo pochodzący od Bertranda Russella, który kiedyś powiedział gdy zastanawiam się nad głębią abstrakcji, jaka tkwi w pojęciu liczby dwa, dostaję zawrotu głowy. No właśnie: wiadomo co to dwa jabłka, co to dwaj bracia (hm…), a co to jest samo dwa? Więc jeśli macie w domu jakiegoś zainteresowanego matematyką młodego człowieka – zachęćcie go do tej lektury. Pierwsze wydanie – 20000 egzemplarzy – rozeszło się przed 20 laty w ciągu pół roku. Teraz jest tylko 1500, bo na nauce już się nie zarabia.

Dwa słowa o genezie tej książki. Otóż nigdy by ona nie powstała, gdyby nie… stan wojenny. Instytucja, którą w momencie jego ogłoszenia kierowałem, została zawieszona. No, ale stawiać się na stanowiskach pracy trzeba było; nudy więc były wręcz niebywałe. Osiem godzin bezczynnie za biurkiem… nie, tego się nie da wytrzymać. Więc zacząłem pisać; w jakiś czas potem delikatnie mnie poproszono bym się zwolnił z firmy, więc miałem jeszcze więcej czasu; no to pisałem dalej. Potem już nie miałem czasu i miałem robotę, więc przestałem. Ale napisałem już tyle, że warto było skończyć; trwało to w sumie do roku 1988.

Reklamy

10 uwag do wpisu “Autoreklama

  1. Skoro nawet matematyka służy do opisu funkcjonowania grup społecznych („systemów”), to można przypuszczać, że wszystkie twierdzenia nauk ścisłych wynikają z jakiegoś doświadczenia świata.

    Lubię to

  2. Ciekawi mnie, czy istnieje równoważność między matematyką a wszechświatem. Inaczej mówiąc, czy wszystkie koncepty matematyczne mają swoje odpowiedniki we wszechświecie, czy też jednak niektóre z nich nie znajdują fizycznej realizacji i po prostu rozum jest potężniejszy od fizycznej natury. Dla mnie ta równoważność byłaby logiczna, ale co tu dywagować 🙂

    Lubię to

  3. Mnie się podobała reakcja Fregego, jak Russell przysłał mu list stwierdzający, że wykrył on antynomię w jego semantyce, która wtedy była przecież czymś nowym. No i wkład lwowsko-warszawskiej szkoły w ustabilizowanie pozycji semantyki.
    Takie logiczne i matematyczne rzeczy to moje małe hobby, przy czym jest to bardziej filozofia analityczna niż sama matematyka, ale i tak fajna rzecz.
    Miła odskocznia od świata.

    Lubię to

  4. Czytałem kiedyś Pańską książkę, „Sekrety telewizji” – zakładam przynajmniej, że to ten sam Bogdan Miś napisał;) Jeśli tak, czuję się zachęcony.

    I, poza tematem: wydaje mi się, że blog przestał współpracować z Operą, widzę tylko stronę główną, kliknięcie w cokolwiek nie powoduje zmian, Frajerfox sobie radzi (innych konquerorów i lynxów nie sprawdzałem…)

    Lubię to

  5. Pamiętam jak kiedyś-kiedyś po raz pierwszy zacząłem się zastanawiać nad liczbą. Nie było to e, π czy coś ze „zwykłej” matematyki. Była to stała struktury subtelnej α.
    Powodem mojego zastanowienia było opowiadanie Lema „137 sekund”. Opowiadanie to uświadomiło mi, że liczba może mieć znaczenie znacznie głębsze niż potoczne i może się w niej kryć Wszystko (albo przynajmniej bardzo wiele :)). Dziękuję Lemowi za Jego książki i życzę Panu, żeby ktoś kiedyś i Panu podziękował za Pańskie. Dobrych rzeczy nigdy nie za wiele 🙂

    Lubię to

  6. A mnie zastanawia, jaka intuicja leżała u podstaw definicji e.
    Bo można powiedzieć, że definicję można sobie zbudować dowolną (a choćby granica jakiegoś wymyślonego szeregu), a potem zająć się sprawdzaniem, jakie to ma własności i co ciekawego i pożytecznego może z tego wyniknąć. Jak się miało „czuja”, to mogą wyjść ciekawe rzeczy.
    Ja nie wierzę jednak w przypadek. Wierzę w intuicję matematyczną, w to coś, co każe pójść taką, a nie inną drogą.
    Ech, gdyby Matka-Natura dała mi IQ o 20 punktów wyższy, to pewnie zajmowałbym się matematyką. Piękne jest to, że można tworzyć od zera niebywałe rzeczy, leżąc na kanapie z kartką papieru i ołówkiem, nie przejmując się zupełnie światem zewnętrznym. I że matematyka ma głęboko w d… wszelkie „poprawności”.

    Lubię to

  7. Czy planuje pan kiedykolwiek „uwolnić” swoją książkę (choćby na licencjach creative commons)? Jej cena na razie dla przeciętnego licealisty, do którego ją pan kieruje, nawet zainteresowanego matematyką, jest raczej odstraszająca.

    Lubię to

  8. A propos liczby e, podreczniki – nawet pisane przez bardzo dobrych matematykow – po prostu podaja definicje liczby e i nie tlumacza wlasciwie dlaczego taka definicja.

    Jesli sie zapytac – ktora funkcja wykladnicza ma pochodna 1 w zerze, to wzor na liczbe e przychodzi sam.

    Podobnie, jesli szukac funkcji rownej swojej pochodnej.

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.