Słuchajcie Zembatego, mądrze mówi stary bard

W blogu Maćka Zembatego stosunkowo rzadko pojawiają się nowe teksty – i trudno się dziwić, artysta nosi ciemne okulary nie dla szpanu, ale dlatego, że ma rzeczywiście poważne kłopoty ze wzrokiem, a poza tym niesamowicie intensywnie pracuje nad nowymi nagraniami – ale jak się już pojawią, to są smaczne. Polecam wam niniejszym jego list otwarty do Jarosława Odstawionego; zamieszczam tu obszerne wyjątki, całość u Maćka. Pisze więc Zembaty tak: Niedrogi Jarku,
Nie wiem czy mnie jeszcze pamiętasz, ale dowodu nie musisz mi na to dawać – zwłaszcza osobistego. Z umieszczonego w nim numeru PESEL wynika jasno, że jestem od ciebie starszy. Różnica wieku między nami uległa siłą rzeczy pewnemu zatarciu, ale w naszych zielonych chłopięcych latach miała on ogromne znaczenie i dlatego na szczęście nigdy nie musiałem się bawić ani z tobą ani z twoim bratem. Już wtedy niespecjalnie was lubiłem.
Nie lubiłem ani was, ani waszej mamy Jadwigi. O ile pamiętam nikt was właściwie nie lubił – ani na warszawskim Żoliborzu, ani w Łódzkiej Wytwórni Filmów Fabularnych, gdzie znowu przyszło nam spotkać się ze sobą. Wy kręciliście, kompletnie moim zdaniem nieudaną, adaptację zabawnej skądinąd powieści Kornela Makuszyńskiego, ja zaś statystowałem w innej produkcji. Winę za klęskę waszej bajki, w której zagraliście rolę Jacka i Placka ponosicie oczywiście wy. Nie wiem, który z was grał Jacka, a który Placka. Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia, bo obaj wypadliście jednakowo tzn. do dupy i potem było już zawsze tak samo. Byliście beznadziejni podczas tak zwanego Karnawału Solidarności (wtedy też się spotkaliśmy i to niejednokrotnie, ale ten blog byłby zdecydowanie za długi gdybym musiał liczyć w nim wszystkie wasze potknięcia, pomyłki i bezsensowne teksty jakie udawało wam się wygłaszać podczas krajówek, a zwłaszcza pierwszego zjazdu „S” w hali Olivii).

Najstraszniejsi byliście jednak zdecydowanie podczas waszej ministerialnej współpracy z prezydentem Wałęsą. Zawsze lubiłem Lecha (oczywiście Wałęsę, a nie twojego brata). Nie mogłem się powstrzymać i napisałem wtedy parodię piosenki Niemena, z której – o ile jeszcze pamiętam, poniekąd wbrew tytułowi: „Czy to jeszcze Wałęsa tamten Lechu sprzed lat, czy otyłe bliźnięta przesłoniły mu świat? Czy to jeszcze Wałęsa, czy to jeszcze nasz Lech? Jeśli wygra to przegra…” – nie ma sensu ciągnąć tego dalej.

Oczywiście chodziło o pamiętne wybory, w których podczas debaty TV biedny Wałęsa zaproponował Kwaśniewskiemu uścisk nogi – to pewnie był wasz pomysł. Jeżeli tak, to serdecznie gratuluję. Waszą specjalnością było, jest i będzie deprecjonowanie najważniejszej i jedynej postaci historycznej (oczywiście jeśli nie liczyć JPII) jaka, pomimo waszych obrzydliwych usiłowań, zdobyła sobie na zawsze, w przeciwieństwie do was, drogie ziemniaczki, trwałe miejsce w historii świata.

To, co jednak, Niedrogi Jarku, wyprawiasz w ostatnich miesiącach, tygodniach i dniach od chwili przegranych przez PiS wyborów skłania mnie do złożenia ci uprzejmej prośby, żebyś jak najprędzej i dobrowolnie poddał się, najlepiej razem z bratem, ocenie zdrowia psychicznego, wydanej przez niezależną komisję, składającą się z najlepszych psychiatrów polskich i zagranicznych, powołaną specjalnie w tym celu przez sejm nieIV RP.

To byłoby na tyle.

Mój przyjaciel, członek senatu RP, zresztą z twojego ugrupowania, słuchając tego, co powiedziałeś o milionach młodych ludzi, szukających w internecie nie tylko wymienionych przez ciebie „rozrywek”, lecz przede wszystkim możliwości uczenia się i po prostu pracy, przy okazji obrażając ich tak, jak to tylko ty potrafisz, powiedział: „To się musi skończyć kaftanem”. Miał rację.

Chciałbym cię nigdy, ale to już nigdy nie oglądać i dlatego powiem ci na zakończenie żegnaj, Jarku, względnie „Farewell Mr. Jarek. Farewell…” – tym samym tonem, którego użył Wokulski, żegnając się z Izabellą, kurwiącą się wcześniej na jego oczach w przedziale kolejowym ze swoim starym kochankiem.

Na zakończenie – posłuchajcie Macka. Piosenka o Maruśce z dysku „Piosenki z trumienki”. Lubię ją.

Reklamy

8 uwag do wpisu “Słuchajcie Zembatego, mądrze mówi stary bard

  1. A film był zupełnym gównem; jak wszystko w czym uczestniczą pp. K.

    Bogdanie, w złą godzinę powiedziałeś. Właśnie miałem nieprzyjemność wysłuchać orędzia Towarzysza Prezydęta Kaczyńskiego Lecha i moim zdaniem Pan Prezydęt przekroczył wszelkie granice. Dla mnie to przemówienie jest skandaliczne, a ponieważ mam prawo do wyrażania opinii, to ją wyrażam — ten facet jest idiotą i kwalifikuje się do leczenia w zakładzie zamkniętym.
    Prywatnie współczuję rodzinie, nie wyobrażam sobie być w ich sytuacji…

    Lubię to

  2. Moon Ja się domyślam. Za zdrowy rozsądek. Za cholerne poczucie humoru. Za brak zadęcia. Za to, że na ogół nie łże. Za to, że to autentyczny trybun ludowy; nawet wtedy, gdy kiepską polszczyzną mówi zwykłe głupstwa. Rzecz jasna: nie głosowałem na niego w wyborach prezydenckich i nie zagłosowałbym ponownie (no, chyba że kontrkandydatem były któryś z tzw. profesorów Kaczyńskich, ale przeciw nim zagłosowałbym nawet na własnego psa lub któregoś z kotów Maćka…). A film był zupełnym gównem; jak wszystko w czym uczestniczą pp. K.

    Lubię to

  3. >> joe
    chiba niepotrzebnie się formalizujesz, ale cóś na rzeczy jest – wszystko zależy, jak będziemy rzeczonego barda definiować;
    jeżeli potraktujemy go jako synonim trubadura czy minstrela, to raczej (przynajmniej w języku potocznym) Zembetti się na młodego nie łapie;
    jeśli zaś jako wieszcza czy lirnika, to rzecz jasna masz całkowitą słusznoć – to jeszcze szczaw!

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.