„Cienie PRL-u” czyli cień programu

Obejrzałem sobie wczoraj nowy program Wildsteina, bardziej – rzecz jasna – z (dość urojonego) obowiązku recenzenta niż dla satysfakcji: oglądanie wiecznie naburmuszonej twarzy Pierwszego Lustratora Rzeczypospolitej i słuchanie jego charakterystycznej, pogardliwie-agresywnej akcentacji nie jest moim ulubionym zajęciem. Że zaś w poglądach różnimy się o dziesiątki lat świetlnych, więc intelektualnie też nic sobie nie obiecywałem. Poza wzmiankowanym obowiązkiem recenzenckim dominująca była jeszcze tylko ciekawość odpowiedzi, jaka miała paść z ekranu na pytanie klasyka (Młynarski!): co by tu jeszcze spieprzyć panowie?

Okazuje się, że… niemal wszystko. Warsztatowo program był okropny: formuła (tzw. program studyjno-filmowy) stara jak świat – paru faciów w studiu + prowadzący i jakieś wstawki filmowe, tzw. setki; coś takiego robiono już z upodobaniem w epoce kamiennej. Tę otóż formułę realizator starał się „ożywić” miksując np. owe setki elektronicznie jednocześnie na tło, z wybarwieniem obrazu do koloru niebieskiego; w efekcie widzieliśmy ten sam gadający łeb w podwójnym kadrze. I mniejsza o to, że to brzydkie – gorzej, że w żaden sposób nieuzasadnione dramaturgicznie. Wildstein jako prowadzący nie miał nic do powiedzenia, nie sterował też nijak dyskusją. Scenografia – kosztowna, ale też znana z kilkunastu innych podobnych programów: krąg, fotele uczestników, publiczność. I wszystko oczywiście podświetlone na niebiesko; to chyba jakaś sinica, zarazili się ci realizatorzy światła, czy co? Rola publiczności -żadna; tyle tylko, że co chwila jakiś łeb się pokazywał u dołu ekranu i zmuszał do zastanawiania nad sposobem kadrowania… Wszystko okraszone „niesamowitym” podkładem muzycznym: jakieś smyczki robią przetworzone elektronicznie bzz, bzz, bzz… co ma zapewne budować nastrój grozy – a wyłącznie rozprasza.

Słowem: amatorstwo i brak gustu.

O treści i tezie programu nie warto mówić: autorzy usiłowali nas przekonać, że w dwadzieścia lat po transformacji ustrojowej policja jest nadal opanowana przez byłych ubeków, których w porę nie wyrżnięto (jakby za rządów Mazowieckiego nie było weryfikacji…), zaś byli działacze opozycyjni, tworzący niegdyś w milicji związki zawodowe „z wiadomych względów” nie porobili karier. Jeśli nadal są w policji – ubolewano – to na jakichś podrzędnych stanowiskach; no i fakt, tylko że nikt nie zapytał jakież to ci leciwi młodsi aspiranci i podoficerowie pokończyli studia? Może po prostu nie można ich było awansować ze względów formalnych? Może jakoś nie sprawdzili się na stanowiskach najwyższych, które jednak też – na krótko – pozajmowali? Może dobrze byłoby przypomnieć z jakich to przyczyn ich odwoływano?

No i wreszcie coś, co powitałem z najwyższym niesmakiem: udział w programie dziennikarza (jednoznacznie łączonego z PiS), któremu w ostatnim czasie postawiono poważne zarzuty w związku z dość niejasną rolą w sprawie Dochnala; otóż dopóki ta sprawa nie zostanie zamknięta, ten pan nie powinien być pokazywany publicznie, zwłaszcza jako autorytet. Nawet bardzo przecież jednostronny „Wprost” potrafił natychmiast zawiesić po upublicznieniu zarzutów (w tej samej sprawie) niejaką Kanię; tu więc udział owego – wyraźnie zresztą w mojej opinii sfanatyzowanego i rozedrganego ideową nienawiścią do przeciwnika politycznego – żurnalisty był swoistą demonstracją pychy i pogardy dla środowiska. Oraz co inteligentniejszych widzów.

Słowem: kolejny gniot, doskonale wpisujący się w cały skompromitowany i zdjęty z braku oglądalności cykl „Nie ma przebacz”. Z radością obejrzę po kilku emisjach słupki oglądalności tych „Cieni PRL-u”; nie mam wątpliwości, jak będą wyglądały: zjazd do zera z cichym gwizdem…

Reklamy

40 uwag do wpisu “„Cienie PRL-u” czyli cień programu

  1. człowieku nie kompromituj się!
    Jedyny program Wildsteina bez zakłamań i manipulacji medialnych (takich jak twoja)!

    Polubienie

  2. Panu Wildsteinowi gratuluję programu i proszę nawet nie zwracać uwagi na tych czerwonych ”recenzentów” ,oni przecież muszą krytykować tych ludzi któryrzy nagłaśniają prawdę bo najlepszą obroną jest atak.Takich w naszym kraju niestety jest jeszcze bardzo dużo,a może i jeszcze więcej. W tym kraju czerwone pająki utkały tak mocną sieć że są wręcz nie tykalni! Ale w Panu nadzieja.

    Polubienie

  3. Ha, ha! Widoczna gwałtowność Pana odpowiedzi sprawiła mi wyraźną frajdę. Znaczy – jednak trochę ubodło. Nie to, że chciałem Pana zadźgać, ale delikatnie połechtać szpilą – owszem.

    Oczywiście rozumie Pan, że to Pan, a nie ja, poświęca znaczny procent swojej blogowej twórczości na dość kąśliwe lamenty nad upadkiem formy dziennikarskiej. Można zatem oczekiwać, że będzie Pan świecił blaskiem przykładu dla zdegenerowanej młodzieży. Mówiąc krótko – trochę złośliwości się Panu należało.

    I jeszcze małe wyznanie przy okazji. Moje poglądy zasadniczo różnią się od Pańskich i w zasadzie mam czasami straszną ochotę robić niesamowite jatki na Pana blogu, ale… No właśnie, mam do Pana sentyment. Chodzi o to, że będąc licealistą bardzo lubiłem czytać Pana teksty w Wiedzy i Życiu. Nie jestem teraz w stanie wykrzesać wobec Pana całej złośliwości na jaką mnie stać.

    Pozdrawiam Pana i Pana frędzel u sufitu!

    Polubienie

  4. student: Czy pan rozróżnia błędy ortograficzne od literówek i mechanicznych opuszczeń? – to po pierwsze. Po drugie – proszę uważnie poczytać swojego bloga, pewno się tam coś znajdzie ciekawszego niż zamiana e i ę. Po trzecie – w zasadzie cieszę się, że nie ma pan większych zmartwień; i trochę panu zazdroszczę. Po czwarte: wyrazy współczucia dla pańskiej partnerki; podejrzewam, że serwetki u was na stole muszą leżeć dokładnie pod kątem 47%, brr..
    I na koniec: to niech pan nie traktuje moich uwag o poprawności, ani żadnych innych poważnie: pana wybór, pana strata, mnie to wisi paczką kitu u sufitu w charakterze frędzla. I powiewa.

    Polubienie

  5. no więc tak już całkiem na odchodne – poniatno poniatno, dla dobra pacjenta lepiej będzie potakiwać, och prowadź nas, prowadź o słońce medialnej mądrości, oświeć nas swym blaskiem!
    papa z oklaskiem

    Polubienie

  6. Panie Bogdanie, dopóki nie poprawi Pan błędu ortograficznego w notce o Kaczyńskim i którymś z ambasadorów, dopóty nie można poważnie traktować Pana uwag o formie.

    Polubienie

  7. Wbijcie sobie do głowy, ludziska: obojętne jaka jest treść, jeśli forma jest zła – to przekaz jest do bani; i wszystko. Zła forma powoduje, że najsłuszniejsza treść jest przez myślącego widza odrzucana i wywołuje agresję; tyle, i aż tyle. A nadawcy – specjalnie programów politycznych – winno zależeć tylko i wyłącznie na widzu myślącym, nie zaś na półgłupiej masie kibolskiej, która i tak reaguje na zasadzie psa Pawłowa, nie jakiejś refleksji intelektualnej. Po prostu: trzeba sobie wychować (lub znaleźć) mistrzów zawodu, nie jakichś tam naburmuszonych niedogoleńców bez dykcji i umiejętności mówienia, a właściwie czytania, co jakiś inny analfabeta napisze na prompterze. Co wcale nie oznacza, że szczytem doskonałości przekazu jest jakiś „Taniec z gwiazdami”, czy coraz więcej produkcji TVN24: tu zwycięża zabieganie o oglądalność, czyli goła d… w cekinach i zero treści. Szmira może być porządnie robiona, ale nie zmieni to faktu, że jest szmirą. Więc: jak coś jest treściwo do bani – to może być dno; ale jak jest formalnie do bani, to jest dno, bez względu na treść. Poniatno?
    Więcej się nie będę powtarzał, bo widzę, że jesteście tak samo mądrzy, jak za czasów tych towarzyszy, którzy mawiali „pojedziem, op… i wróciem” i dawali „słuszny odpór” Kuroniowi bełkotem ćwierćinteligenckim w studiu, które nie działało i w dekoracjach, których zużycie było gołym okiem widoczne, z prezenterem, który – tak się złożyło – był okropnie „słuszny”, ale na przykład jego – całkiem przypadkowy – wileński akcent wywoływał salwy śmiechu. Szkoda energii: matoł jest zjawiskiem ponadustrojowym.

    Polubienie

  8. nie wiem czy to wredne powitanie i reakcja na posta skierowane jest i do mnie, starałem się jakieś minimum przyzwoitości utrzymać, ale coś mi się widzi, że już mniejsza o to, tak czy siak panie Misiu – lepiej będzie mi się jednak pożegnać z tą witrynką. O ścianę – grochem, o misia – postem.

    Polubienie

  9. WItam serdecznie wszystkich niewidzianych tu jeszcze idiotów, oszołomów i tp. Bywajcie często! Piszcie dużo! Wymyślajcie! Zaproście kolegów! Od tego zależą moje statystyki…

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.