Powrót Lisa

Przyznam, że z ogromną ciekawością czekałem na nowy program Tomasza Lisa – raz jeszcze bowiem powtórzę to, co już kiedyś pisałem: uważam go za polskiego dziennikarza Number One. Są w zawodzie ludzie, którzy piszą równie dobrze – albo i lepiej – jak on; są porównywalnie swobodni w telewizji i radiu, porównywalnie dobrze władający polszczyzną, mający porównywalne zaplecze intelektualne i może nawet równie dobre warunki fizyczne; rzecz w tym, że on te przymioty ma w jednej osobie. Dlatego właśnie nazwałem go kiedyś „dziennikarzem totalnym”, co niniejszym podtrzymuję.

Jakie wrażenia po premierze? W sumie – piątka z minusem.

Niezbyt podoba mi się scenografia (troszkę to podjeżdża „Milionerami”, albo innym teleturniejem – z tym, że to teraz taka dość głupawa moda…), nie zachwyca mnie niebieskawe na ekranie światło kontrowe, w którym wszyscy wyglądają jak śnięte ryby. Nie jest jasna rola publiki w studiu. Widać było usterki realizacyjne (wysiadł mikrofon reporterski; coś mi się wydaje, że realizator dźwięku spieprzył nabożeństwo), dwa razy chyba prowadzący uciekł kamerze z kadru. To w sumie głupstwa; w końcu premiera; w dodatku na żywo. Mam jednak nadzieję że w kontrakcie Lisa jest wpływ na oceny obsady technicznej; jeśli tak, to osoby odpowiedzialne za błędy już zapewne żałują, że się w ogóle urodziły: Lis ma opinię szefa niebywale, do brutalności wręcz wymagającego; i tak ma być, żeby była jasność. To jest gwiazda i na nią te kilkadziesiąt osób pomocniczych musi tyrać bez szemranie i do padnięcia na pysk; pewno to dla telewizji publicznej jakaś nowość, ale się przyzwyczają.

Merytorycznie program zawierał jeden spory błąd dziennikarski: zupełnie zbędna była śmiertelnie banalna sonda uliczna. Z góry wiadomo, że jak człowiek wygląda podobnie do ludzi, to mu się Platforma będzie podobała, jak zaś starsza dama ma na głowie słynny berecik, to zgłosi do Tuska pretensję; młody człowiek z dużym prawdopodobieństwem powie, że ma to wszystko w nosie, całość zaś będzie ewidentnie niereprezentatywna. Po co więc to robić?

Dyskusyjne było też startowe łączenie z Wajdą i rozmowa o „Oskarach”; w ogóle ten pic wokół filmu i robienie z niego wielkiego martyro-halo jest dla mnie mocno prowincjonalne. Całe szczęście, że Wajda jest miły i ma do całej sprawy zdrowy dystans; odnoszę wrażenie, że chciałby, by jego film zamknął sprawę politycznie i historycznie – i jeśli odczytuję jego intencje poprawnie, to świetnie. Wolałbym jednak, by Wajda i Lis pojechali przy okazji troszkę bardziej po bandzie i powiedzieli coś ostro pod prąd hurrapatriotycznej i antyrosyjskiej prawicy, ale dobre i to. Chociaż – powtarzam – po Lisie spodziewałem się podejmowania – przynajmniej na start – tematów arcydrażliwych, więc z tego punktu widzenia rozmowa z Wajdą z jej łagodnym wydźwiękiem była niekonieczna.

Za to wywiad z Jarosławem Kaczyńskim – cycuś! Ten facet nie ma chyba za grosz instynktu samozachowawczego, bo (przynajmniej dla mnie) było oczywiste, że Lis go zje na surowo. Tak się też stało; nie wychodząc z roli wytwornego dżentelmena Lis ujawnił, że rozmawia z zakompleksiałym psychotykiem. Swoją drogą – pamiętacie film Clooneya „Good night, and good luck” i rozmowę bohatera z senatorem McCarthym? Z obu panów – McCarthy’ego i JK – zostało tyle samo: żałosne strzępki.

Dwa słowa jeszcze o stosunku publiki do Lisa. Zdumiewa mnie, że jest on w takiej skali – sądząc po różnych komentarzach w Sieci – nieakceptowany. Czepiają się go o ostre traktowanie personelu, o rzekome „lewactwo” (to swoją drogą słowo-wytrych współczesnego kretyna; tego co to ryczy na ulicy „Wielka-Polska-katolicka” i w ogóle nic nie rozumie z otaczającego go świata, używa zaś określenia „lewak” czy „lewactwo” po prostu na określenie kogoś, kto myśli inaczej od niego; czyli kogoś, kto w ogóle myśli). Tymczasem pokazałbym tym od „lewaków” paru ludzi, przy których Lis to konserwatywna centroprawica, i to nie jest taki zupełny żart. Pewno, że rydzykoidem nie jest, do zespołu „Gazety Polskiej” ani „Czasu” też go nie zaproszą; ale i do „Trybuny” pewno też nie, mili moi…

Czepiają się go nawet o rozwód z dość plastikową Kingą Rusin i związanie z arcyinteligentną i piękną Hanną Smoktunowicz (przy okazji wyjaśniam: mój nieżyjący przyjaciel zwykł był mawiać, że dżentelmen liczy się towarzysko dopiero po czwartym rozwodzie, dama zaś – po trzecim; podzielam tę opinię, choć sam jeszcze się w tym kontekście nie liczę i małe szanse w tym względzie na przyszłość…). Czepiają się o „zostawienie dzieci” i „rozbijanie rodziny”; jakby najwyższym szczęściem bachorów było funkcjonowanie w nienawidzącej się mieszczańskiej rodzinie za wszelką cenę. Rodzinie, która jest „wartością” już tylko dla takiej konserwy, że rozum staje.

I żeby o to wszystko czepiali się ludzie ze środowiska… Wtedy bym się nie dziwił, bo to światek zawistny, egotyczny i okrutny; tu „polskie piekło” funkcjonuje bardzo wyraźnie. Co znajdą – bezlitośnie wykorzystają przeciw konkurencji, z sensem czy bez. Ale czepiają się też Lisa masowo cywile; i jedyne wytłumaczenie tego jest dla mnie takie, że jego zimny racjonalizm, ogromna wiedza i precyzyjna argumentacja biją prosto w serce niezdolnego kołtuna, który obcując z twórczością tego dziennikarza czuje się zasłużenie mały, głupi, upokorzony i nieważny; a to boli. Jeśli zaś tak – to nie może być dla dziennikarza politycznego większego komplementu. Dixi.

PS: Oto opnie innych, za  Mediarun.pl

4,53 mln widzów oglądało w TVP2 pierwsze wydanie programu „Tomasz Lis na żywo”. Jak talk-show dziennikarza oceniają publicyści?

Jak wynika z danych AGB NMR, premierowe wydanie programu Tomasza Lisa zgromadziło przed telewizorami 4,53 mln widzów (30,86 proc. udziałów w rynku). Przed talk-show „Tomasz Lis na żywo” TVP2 pokazała serial „M jak miłość”, który oglądało 9,68 mln widzów (57,44 proc.). Z kolei TVN po programie Lisa wyemitował o 22.30 „Teraz My” (2,19 mln widzów, 24,8 proc.).

– Teatr Tomasza Lisa robi się coraz większy. No i zmienił szyld, moim zdaniem – na lepszy. Dziennikarz wszedł na drogę, na którą weszli już dawno temu Kuba Wojewódzki i Szymon Majewski, firmuje swój program własnym nazwiskiem – wyjaśnia Bogusław Chrabota, redaktor naczelny Polsatu.

Zdaniem Marka Kacprzaka, szefa działu krajowego w dzienniku Polska, pierwszy odcinek programu „Tomasz Lis na żywo” był bardzo przyzwoity. – Nie obyło się bez wpadek i drobnych błędów, ale to raczej brak zgrania z ekipą realizatorską i może trochę trema samego prowadzącego – tłumaczy nam Kacprzak.

– Tomasz Lis jest wytrawnym dziennikarzem telewizyjnym. Był zrelaksowany, potrafił zgrabnie wybrnąć z kilku wpadek technicznych (choćby w ostatniej minucie programu). Łączenie z Los Angeles i rozmowa z Andrzejem Wajdą była na pewno najciekawszym i najważniejszym punktem audycji – opowiada Marek Magierowski, zastępca redaktora naczelnego Rzeczpospolitej.

Poza Wajdą gośćmi Lisa byli Kazimierz Marcinkiewicz, Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński. Dziennikarz przeprowadził także sondą uliczną.

Wpadką była bezsensowna i niczemu nie służąca sonda uliczna. A zgrzytem ostatecznym obecność szefa opozycji, prezesa Kaczyńskiego z puszki. Czemu nie pojawił się w sztandarowym programie kontrolowanej przez PiS stacji na żywo? Pewnie chciał pokazać, że może być obecny, ale na swoich warunkach, czyli na własnym gruncie i po autoryzacji wywiadu – mówi Chrabota.

Aleksandra Kaczorowskiego, zastępcę redaktora naczelnego Newsweeka, zaskoczył skład rozmówców. – Z pustego i Salomon nie naleje, wiec z ekranu wiało nudą. Wyłączyłem w trakcie. Myślę, że ten format programowy – godzinne lelum polelum z politykami w roli głównej – już się przejadł – uważa.

– Mam nadzieję, że mimo zapisu w kontrakcie o koniecznej wysokiej oglądalności pozostanie to ciągle program publicystyczny, gdzie najważniejsze będzie to co goście mają do powiedzenia – liczy Kacprzak.

– Tomasz Lis „przykrył” wszystkich gości swoim ego. Już sam tytuł programu sugerował, że może to tak wyglądać, ale nie spodziewałem się aż takiego wyeksponowania osoby prowadzącego – tłumaczy Magierowski. – Całość sprawiała wrażenie letniości, brakowało mi w programie Lisa sporu, spięcia, ostrej wymiany zdań – dodaje.
Dwa słowa komentarza: niektórym – zdaje się – „wieje nudą”, jeśli uczestnicy nie usiłują siebie nawzajem ani prowadzącego sflekować ani obrazić. Kaczyński „z puszki” był nie błędem, ale strzałem w dziesiątkę:  oczywisty domysł, że nie chciał innego rozwiązania sam JK, bo chciał mieć pewność, że go Lis nie zaskoczy i zapewne nie miał chęci wystąpić na żywo z mało ciekawym intelektualnie, ale z pewnością lepszym od siebie medialnie Marcinkiewiczem – pogrąża byłego premiera całkowicie i w dodatku na jego własne życzenie; czegóż więcej chcieć, moja myszko? A że Lis „przykrył innych swoim ego”… Ha, trzeba mieć owo ego, po prostu; to nie wina Lisa, że jest inteligentniejszy od byle polityka…

Na wszelki wypadek – choć już to raz pisałem – wyjaśniam: Lisa nie znam osobiście; nie zamieniłem z nim w życiu jednego słowa. Nie łączy mnie z nim absolutnie nic, żaden interes. Jedno co mamy wspólne – to odzwierzęce nazwiska…

Reklamy

8 uwag do wpisu “Powrót Lisa

  1. pana lisa uwielbialam,ale to juz minelo.ostatnie programy to porazka.jak mozna dopuscic do tego,ze ci najbardziej halasliwi zagluszaja tuch spokojniejszych?prof.bartos wyszedl z programu upokorzony,bo go wysmiano.czy nie mozna dac uczestnikom limitu czasowego na wypowiedz? u pana wszyscy wrzeszcza i przekrzykuja sie. ostatnio niedouczony ziobro ani sedzia,ani prokurator ani doktor pouczajacy profesorow prawa stal sie najwspanialszym ministrem. pan to sprawil albo tylko dopuscil w programie. dzis krytykuje pan premiera za PR.pan mowi wulgarnie ja tez powiem zygac mi sie chce,gdy slysze PR.pan to wzial od doktorow z PIS.to okropne,ze cokolwiek premier powie czy zrobi,to nazywa sie PR.premier pracuje wsciekle,nie poszedl na urlop,pan sie byczul na krecie .czy premier nie moze jak zwykly czlowiek wyrazac pogladow publicznie,bo to PR.to niech mu pan zaklei usta plastrem,zeby nic nie mowil i bedzie swietnie.czy naprawde nie widzi pan duze pracy platformy i premiera w ostatnich miesiacach ? nazajutrz po slubie syna musial pojechac do katastrofy na slask.to tez PR? jest pan niesprawiedliwy i szkodzi pan platformie.wpisuje sie pan w we wsciekla bezsensowna krytyke opozycji.to jest PR.nie cierpie pana.numer 1 dziennikarstwa dzis jest wspaniala janina paradowska,obiektywna,wywazona i madra.a pan sie wysila na madrosc.

    Lubię to

  2. 1 a i b: Kłamał pod ołtarzem? Jeszcze lepiej…
    c: nie jest mniej ważne tylko ślub cywilny w zgodzie z prawem dopuszcza rozwód a ślub kościelny – nie. No chyba, że któreś z małżonków okazałoby się bezpłodne albo chore psychiczne. Nie wiem dokładnie jak jest w islamie i judaizmie. Islam chyba dopuszcza rozwody, judaizm chyba nie. Jeżeli religia je dopuszcza nie widzę przeszkód, jeżeli nie – to nie. Proste.
    d: z tego co wiem o krowach to one raczej poglądów nie mają więc z tego powodu ich nie zmieniają
    e: odkąd to dla lewicowca Piłsudski jest niewątpliwym bohaterem narodowym? a, no tak… też socjalista i do tego agent pięciu wywiadów przy czym do tych pięciu nie wliczam polskiego…
    f. nic nie słyszałem o apostazji Lisa więc zakładam, że nadal uważa sie za katolika
    g. tak – jak się kogoś zamorduje nawet w wieku osiemnastu lat (albo i wcześniej to się idzie do więzienia na 25 lat, choć osobiście uważam, że takie osoby powinno się skazywać na karę śmierci)
    h: wolno im tyle samo – tak samo powiedziałbym o moim sąsiedzie, który by coś takiego zrobił, że jest świnia
    2. Nie wypowiadam się w imieniu innych osób a wyłącznie siebie. Jeszcze raz powiem: dla mnie to kolaboranci, szmalcownicy i zdrajcy. jeżeli to dotyczyłoby mojej rodziny to nie widzę powodów dla których miałoby to oznaczać, że zmienię w tej materii zdanie. Poza tym nie wiem nic na temat tego, czy ktoś z mojej rodziny był kiedykolwiek w partii komunistycznej czy w podobnej organizacji. Jak ktoś się wysługuje okupantowi to jest dla mnie zdrajcą… i nie zmieni tego, żadne krętactwo i dzielenie włosa na czworo.

    Lubię to

  3. @Licealista

    I. Nie bierzesz pod uwagę następujących okoliczności (moje rozważania są w tym wypadku czysto teoretyczne, bowiem Lisa – powtarzam – nie znam i o jego życiu prywatnym nic kompletnie nie wiem), pisząc: wziął ślub w obrządku katolickim…

    a) skąd wiesz, że nie uczynił tego po to wyłącznie, by zrobić komuś przyjemność, np. rodzicom – swoim lub p. Kingi, albo jej osobiście? Co to, nie wolno?

    b) skąd wiesz, że nie zrobili tego obydwoje (są w końcu showmanami i muszą dbać o image) po to tylko, by publika miała cyrk? Co to, nie wolno?

    c) dlaczego uważasz, że ślubowanie w USC (lub po prostu oświadczenie przyjaciołom: to jest moja kobieta) jest mniej ważne niż zrobienie tego w kościele, specjalnie katolickim? A dlaczego ślub buddyjski (judaistyczny, muzułmański) miałby być gorszy?

    d) czy znasz powiedzenie tylko krowa nie zmienia poglądów?

    e) czemu zapominasz, że niewątpliwy bohater narodowy, Józef Piłsudski, nie tylko się rozwodził, ale zmieniał wyznanie w sposób dość dowolny? Czy to go w jakiś sposób „zmniejsza”?

    f) dlaczego sądzisz, że jeśli ktoś się urodził w rodzinie katolickiej (żydowskiej, ewangelickiej, muzułmańskiej) to go to do czegokolwiek zobowiązuje? Przecież to nie był jego wybór…

    g) czy naprawdę uważasz, że jak ktoś w wieku dwudziestu paru lat się rypnie, to ma za to odpowiadać całe życie? W imię czego? Bo tak się umówiło paru starych zidiociałych dziadów?

    h) dlaczego „osobie publicznej” ma być mniej (albo więcej) wolno niż mnie, lub tobie? Bo może „zgorszyć maluczkich”? A męski narząd płciowy im w kiszkę stolcową, tym maluczkim!

    II. W sprawie lustracji: uważaj, co mówisz; szczególnie w kwestii owej kolaboracji. Z twoich postów wynika, że wielu twoich krewnych pokończyło studia i odebrało dyplomy z rąk „uzurpatorów” i „agentów”; może także jeździli kiedyś na wycieczki zagraniczne, może pobierali od kogoś jakieś pensje, albo – nie daj Boże – stypendia? Może więc i oni są kolaborantami – czy też wszyscy siedzieli przez ćwierć wieku w lesie, żywili się korzonkami i słuchali wyłącznie „Wolnej Europy”? Zastanów się nad sensem słowa „zdrajca” – i pomyśl, że dla wielu ludzi na epitet ten zasługuje całkiem kto inny, niż dla ciebie; kto więc dał ci prawo uważać, że ci – a nie inni – mają rację? Kto – lub co – w ogóle daje ci prawo oceniania inaczej myślących?

    Lubię to

  4. Czy Tomasz Lis wziął ślub w obrządku katolickim z Kingą Rusin? Wziął. Czy w katolicyzmie zakazane są rozwody? Są zakazane. Czy zaszła jakaś okoliczność unieważniająca sakramentalne małżeństwo Lisa? Choroba psychiczna? Tego nie będę sugerował… Impotencja i bezpłodność? Dwoje dzieci wskazuje na coś innego. Zatem jak się zobowiązał to niech dotrzymuje zobowiązań a nie staje się powodem publicznego zgorszenia. Zaproszenie mediów na ślub ze Smoktunowicz jest tego najlepszym dowodem. Cóż, gdyby wziął ślub tylko cywilny – rozwodzić i brać kolejne śluby mógłby co tydzień, bo taki dopuszcza rozwód, ale on wziął ślub kościelny. I potem porzucił swoją żonę dla jej najlepszej przyjaciółki! Moja znana w sieci swoboda obyczajowa dotyczy tylko związków luźnych i nieformalnych, jak się ktoś deklaruje w kościele w światłach kamer powiedzieć kobiecie że nie opuści jej aż do śmierci, to to jest poważne zobowiązanie. Nikt go nie zmuszał do chodzenia do jednego z najlepiej rozpoznawalnych kościołów w Polsce, żeby robić medialne przedstawienie. Mógł pójść do USC i wziąć ślub tylko cywilny. A kto łamie publicznie dobrowolne zobowiązania i to w dodatku w taki bezczelny sposób jest dla mnie kompletnie niewiarygodny. Bo jutro mogę się po nim spodziewać wszystkiego…
    To są wszystko prywatne sprawy i wybory – nie, Lis jest postacią rozpoznawalną i osobą zaufania publicznego jako dziennikarz. Gdyby ślub brał cichutko i bez mediów – nic mi do tego. Ale on go brał w asyście tłumu zaproszonych dziennikarzy!!!

    Tomasz Lis już dawno nie pokazuje faktów – teraz głównie zajmuje się ich komentowaniem i wygłaszaniem własnych opinii na ich temat. Z reportera i dziennikarza stał się showmenem, bo tak wygląda jego autorski program.

    Co do lustracji: bandytów należy wieszać, a uczciwych ludzi nagradzać. Brak lustracji oznacza, że w Polsce bandytów się nagradza, a o uczciwych ludziach zapomina. Za dwieście lat w podręcznikach do historii i tak o tych wszystkich agentach bezpieki będzie się pisało tak samo jak teraz o szmalcownikach za okupacji. Tą sprawą trzeba było zagrać w ’89 albo w ’90. A nie teraz po 20 latach. Bo teraz to jest wstyd dla Polski, że tych wszystkich kolaborantów i zdrajców nagradzamy sowitymi emeryturami.

    Lubię to

  5. @Licealista: nie pojmuję, jak przy swojej znanej w Sieci swobodzie obyczajowej możesz używać takich argumentów; nie to, że robię ci z tego zarzut, ale nie rozumiem, może mam za mały łeb po prostu.
    Uznasz mnie pewno za Belzebuba, ale w zamianie partnerki – także wielokrotnej zamianie – na ładniejszą i mądrzejszą (albo młodszą, albo po prostu inną…) nie widzę nic nagannego; nawet jeśliby to była rodzona siostrzyczka-bliźniaczka Sz. małżonki, w dodatku będąca zakonnicą; nie za bardzo mi przeszkadza zresztą równoczesność kilku tego typu związków, byle tylko sił starczało! Oczywiście, i w drugą stronę działa to tak samo: kobitka ma równiutkie prawo do tegoż. Nie pojmuję też, jak można przywiązywać jakiekolwiek znaczenie do podpisanego kontraktu, który po prostu stracił aktualność. Inna sprawa, to pytanie: a po jaką cholerę w ogóle coś takiego podpisywać…
    Rzecz jasna, nijak nie potępiam zwolenników związków monogamistycznych. Ich pies, ich pchły. Niech im będzie na zdrowie; może im nawet trochę zazdroszczę, bo mają więcej wolnego czasu i mniej kłopotów.
    Konkluzja: to są wszystko prywatne sprawy i wybory. Nikomu nic do tego; a już z pewnością nie ma to nic wspólnego z jakością warsztatu dziennikarskiego, dorobkiem naukowym albo artystycznym – kogokolwiek.
    Aha, jeszcze jedno na wszelki wypadek: moje opinie nie mają nic wspólnego z lewicowością; znałem i znam mężczyzn i kobiety podobnie myślących z całego spektrum politycznego, jakie się daje wyobrazić; no może z wyjątkiem LPR-o podobnych, ale i co do nich podejrzewam, że tylko się maskują. Albo – przepraszam – coś tam sobie majdrują w majtkach w samotności przy „świerszczyku”.
    A przy okazji: Lis (ani żaden inny dziennikarz z prawdziwego zdarzenia) nie ma zamiaru niczego ciebie, ani nikogo innego uczyć, a już najmniej moralności. On tylko pokazuje fakty, tak jak sam je widzi; no i komentuje – jak mu się podoba. Podzielasz jego stanowisko – albo nie – twoja sprawa.
    Drugi twój argument przeciw – zrobienie sobie jaj z jakiejś zołzowatej jejmości – jest także dla mnie pełen potwornej hipokryzji. To co – nie można powiedzieć na przykład, że jakaś działaczka PiS (licznymi przykładami służę, nie tylko z tej partii) to nieciekawa prukwa, jeśli się jej nie zaprosi do studia, albo jeśli ona odmówi przyjścia? Chyba sam w to nie wierzysz, że to taka „zbrodnia niesłychana”. Osobiście uważam, że inteligenta złośliwość może (a zapewne: powinna) mieć dowolny obiekt, włącznie nawet z tym nieżyjącym.
    Na koniec: lustracja. Jestem w tej sprawie oczywiście dokładnie tej opinii, którą przypisujesz Lisowi. Nie ma nic do rzeczy fakt, że niektórzy z „negatywnie lustrowanych” kogoś tam narazili kiedyś na cierpienie; tak pewno często było rzeczywiście; niektórzy z ich przeciwników za to obcinali Żydówkom języki (niejaki Ogień), cóż stąd? Ale w cytowanym zdaniu – i nie udawaj, że tego nie rozumiesz, jesteś na to zbyt inteligentny – chodzi o granie tą sprawą tu i teraz, w doraźnych celach partyjno-politycznych; także np. o używanie argumentów „genetycznych”: „miał dziadka w Wehrmachcie albo w KPP, to on sam jest szuja; podpisał coś tam wyjeżdżając za granicę, to jak wyżej”. To jest ta wstrętna i niemożliwa do zaakceptowania metoda kaczyzmu.

    Lubię to

  6. widziałam wczoraj „większe pół” programu. Nie podobał mi się pomysł z całym tym śmietnikiem wokół. Po co ta gadżeciarnia?

    Lubię to

  7. Ponieważ przewiduję pożycie jeszcze na tym najwspanialszym ze światów parę lat :), to już sie cieszę na obserwowanie dalszej kariery P. Lisa. Jestem pod jego wrażeniem już jakiś czas i lubię go słuchać, oglądać, lubię też jego programy. Ciekawe, tak na marginesie, czy gdyby robił jakiś program o- powiedzmy- współczesnej teorii strun też byłby całkowicie profesjonalny?

    Lubię to

  8. Tomasz Lis: Lustracja jest elementem budowania w Polsce państwa strachu. Państwa szantażu. – ot, tytan intelektu. Ciekawe dlaczego nie ujmuje się tak za tymi, co to cierpieli z powodu tych do dziś niezlustrowanych.
    Jego zimny racjonalizm, ogromna wiedza i precyzyjna argumentacja biją prosto w serce niezdolnego kołtuna, który obcując z twórczością tego dziennikarza czuje się zasłużenie mały, głupi, upokorzony i nieważny – ja tam się czuję po prostu zażenowany, kiedy facet, który puścił żonę kantem z jaj najlepszą przyjaciółką uczy mnie moralności. Ale można to tłumaczyć i zimnym racjonalizmem (przyjaciółka była ładniejsza) i ogromną wiedzą (przyjaciółka była mądrzejsza) i precyzją argumentacji (przyjaciółka była… hmmm… nie będę małostkowy). Wychodzi więc na to, że jestem kołtunem nie rozumiejącym praw rządzących postępowaniem tytanów intelektu przy którym jestem małym, głupim upokorzonym i nieważnym.
    Cóż… Może by tak jakiś komitet budowy pomnika dla Tomasza Lisa za dbałość o standardy wolności słowa (no, bo przecież taki drobny incydencik jak robienie sobie jaj na antenie TOK FM wspólnie z Żakowskim z nieobecnej koleżanki nie może być nawet brany pod uwagę…).

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.