Kim jest prezes Urbański?

O panu prezesie telewizji publicznej, Andrzeju „Podgardle” Urbańskim, dowiedzieliśmy się w ciągu ostatniej doby paru ciekawostek. Po pierwsze, że dokonał niesłychanej roszady personalnej w swojej firmie: wysłał na „ostateczny urlop przedzwolnieniowy” Pati-Koti (czyli Patrycję Kotecką, młodą – silnie propisowską – piękność, robiącą do niedawna oszałamiającą karierę funkcyjną w TVP); Pati-Koti była uważana za silnie związaną osobiście z niejakim Ziobro, jeśli pamiętacie tego macho); po drugie, dał do prowadzenia jeden program Tomaszowi Lisowi – ponoć za 100 000 PLN/mies – i drugi Bronisławowi Wildsteinowi; po trzecie, program Lisa będzie nadawany w czasie do dziś zarezerwowanym na osławione fundamentalistyczno-katolickie arcydzieła muzykanta (boć przecież nie dziennikarza…) Jana Pospieszalskiego; jakby na zrównoważenie tego mianował jakiegoś totalnie niekompetentnego weszpolaka na wysokie stanowisko. Po czwarte wreszcie, pana prezesa ciąga się do prokuratury pod zarzutem wzięcia 300 000 PLN łapówki w czasach jego pracy z Lechem Kaczyńskim w Urzędzie Miejskim w Warszawie. Co się dzieje?

Pierwszy komentarz jest taki: Urbański usiadł na swoim fotelu gołym tyłkiem i czuje, że ten fotel zaczyna parzyć; a że jest siedziskiem dość wygodnym, to – doszedł do wniosku – trzeba założyć jakiś dupochron. Zakłada ich tedy na wszelki wypadek kilka na raz. Tyle, że nic mu to nie da. W dodatku robi to raptownie i idiotycznie.

Raz, że narazi się Ziobrze (i tym samym Jarosławowi), którzy jeszcze nie są tak całkiem pogrzebani, niestety; mogą się odwinąć, i z pewnością to zrobią. Lisa przecież nienawidzą, gdyby zaś kochali – pomyślanego jako przeciwwaga zapewne – Wildsteina, to Urbański nie zająłby jego miejsca. W pisuarze więc Urbański pali się bezapelacyjnie; także w rydzyklandzie, bo rusza nawiedzonego Pospieszalskiego i jego ferajnę; mianowanie tego homofoba i antysemity Pardy, czy jak mu tam, na jakieś wymyślone stanowisko – nic tu nie poprawi.

Dwa, że Platformie się nic w ten sposób nie zasłużył, bo i czym; plusów tedy nie będzie i przesłuchania w prokuraturze mu prof. Ćwiąkalski z pewnością nie odwoła: nie te już czasy. Gest w kierunku nie znaczącej dziś nic lewicy? Śmiech na sali.

Więc: bez sensu.

A teraz sprawa Lisa. Przyznam, że jest dla mnie mocno dwuznaczna. Dużo ryzykuje. Z jednej strony, jeśli nie utrzyma (a właściwie: nie zaostrzy) swojej antypisowskiej i antyestablishmentowej linii, straci wiarygodność i narazi się na posądzenie, że dał się kupić – w dodatku, za niezbyt wysoką (tak, tak!) sumę; przy tym podjęcie pracy u Urbańskiego – to mniej więcej to samo, co występ u Rydzyka: obciach, poruta i w ogóle syf. Z drugiej strony – ten facet niewątpliwie ma coś ważnego do powiedzenia, więc może warto, by miał taką możliwość?

Jakkolwiek jest – będę rzecz niewątpliwie z wielkim zainteresowaniem obserwował – warto by obaj panowie, tj. i Urbański i Lis, przemyśleli sobie taką oto anegdotkę. Otóż na nowojorskiej ulicy podchodzi do pewnej damy młody człowiek, przedstawia się jako ankieter i prosi o pozwolenie zadania dwóch tylko pytań. Dama się zgadza, chłopak pokazuje jej zdjęcie pomarszczonego – dość obrzydliwego – starca i pyta:

Czy pani poszłaby do łóżka z tym facetem za 10 milionów dolarów?

No… wie pan… – dama się jąka – chyba… tak.

No to drugie pytanie – stwierdza ankieter sucho – a za jednego dolca by pani to zrobiła?

Co pan! – oburza się dama – za kogo pan mnie ma! Kim ja, według pana, jestem?

To już wyjaśniliśmy sobie odpowiedzią na pierwsze pytanie – mówi ankieter – teraz tylko dopracowujemy szczegóły kontraktu…

Reklamy

5 uwag do wpisu “Kim jest prezes Urbański?

  1. Był początek lat 90-tych, gdy porozumieniowocentrowskie tuzy intelektualne postanowiły wrzucić Urbańskiego na redaktora naczelnego wocławskiej Gazety Robotniczej. Pałętał się kilka dni po korytarzach redakcyjnych na Podwalu, niewpuszczany do żadnego pokoju. W końcu pojechał w cholerę…

    Gazeta stała się spółdzielnią dziennikarską, w której i ja jakiś czas zagrzałem miejsca. Potem spółdzielnię zagarnęła grupa z Passau, która dziś wydaje Dziennik Polska, we Wrocławiu zwany Dziennik Polska Gazeta Wrocławska Słowo Polskie, co jest chyba rekordowo długim tytułem w polskiej prasie.

    Urbański zaś, ciągle cyckając centrowski cycek, stał się ważnym politykiem pisowskim i jaśnie panującym prezesem mediów publicznych, które zupełnie już przypominają dom… Na taki dom ja czynszu nie będę płacił!

    Lubię to

  2. dał do prowadzenia jeden program Tomaszowi Lisowi

    Lis w telewizji PiSowskiej? A może jednak nie jest PiSowska?
    Wcześniej pan Tomasz tak krytykował TV poubliczną a teraz kiedy stracił pracę to już mu nie przeszkadza? żałośni jesteście i on i wy panowie!

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.