Statystyka: bardziej o telewidzu, niż o telewizji

Statystyczny Polak w 2007 roku spędzał przed telewizorem każdego dnia średnio 4 godziny i 1 minutę – podaje serwis Mediarun.pl. Najchętniej oglądanym programem była telenowela „M jak miłość”.
Jak pokazują dane AGB NMR, przeciętny widz oglądał w 2007 roku telewizję o minutę dłużej niż w 2006 roku. Wśród najchętniej oglądanych programów na pierwszym miejscu w 2007 roku znalazła się, tradycyjnie od lat, telenowela „M jak miłość” emitowana przez telewizyjną Dwójkę 5 lutego z widownią 10,56 mln widzów (59,35 proc. udziałów w rynku).

Na drugim miejscu uplasował się mecz Polski z Belgią w ramach Eliminacji Mistrzostw Europy z 17 listopada 2007 r. (TVP2 z oglądalnością 9,22 mln (55,67 proc. udziałów w rynku). Trzecie miejsce objął odcinek serialu „Na dobre i na złe” z 28 stycznia 2007 r. (TVP2), który oglądało 8,92 mln (58,02 proc. udziałów w rynku).

Dalej znalazły się: pokazywany przez TVP1 Puchar Świata w skokach narciarskich w Planicy z 25 marca 2007 r. (8,7 mln widzów; 64,06 proc. udziałów w rynku) oraz debata wyborcza Jarosława Kaczyńskiego z Aleksandrem Kwaśniewskim z 1 października 2007 r. (8,33 mln widzów; 50,77 proc. udziałów w rynku), którą nadawała TVP2.

W pierwszej dziesiątce pojawiły się również takie pozycje jak: relacja z „Telekamer” z 3 stycznia 2007 r. (TVP2), serial „Ranczo” z 1 lipca 2007 r. (TVP1), „Teleexpress” z 7 stycznia 2007 r. (TVP1), „Mistrzostwa świata w pływaniu” z 25 marca 2007 r. (TVP1) i „Wiadomości” z 20 stycznia 2007 r. (TVP1).

Mój komentarz: pierwsze wrażenie brzmi: o rany, co za idioci w tym kraju! Już blisko przed półwieczem wielki intelektualista, pierwszy dyrektor programowy telewizji (tak, tak – wówczas zdarzali się na tym stanowisku intelektualiści!), niezapomniany Jerzy Pański, mawiał, że dla polskiej widowni obiektywnie właściwie szkoda Hanuszkiewicza i Teatru Telewizji; szczęście – powiadał – że u nas jeszcze (znaczy: wówczas!) – nie prowadzi się badań statystycznych widowni, bo władza natychmiast by się zafrapowała maksymalizacją liczby widzów przy minimalizacji kosztów… i wówczas „w lufciku” trzeba by pokazywać wyłącznie gołą dupę; mogłaby być nawet nieruchoma. Oczywiście, na zmianę należałoby pokazywać władzę, by ją „spopularyzować”. No i wyszło na to, że Pański znał się na swojej robocie, choć nie miał w niej żadnego doświadczenia (co nie jest zarzutem, bo wtedy nikt nie miał).

Reklamy

6 uwag do wpisu “Statystyka: bardziej o telewidzu, niż o telewizji

  1. Wczoraj podczas rytualnego przerzucania kanałów trafiłem na TVP Info na reportaż o nowym filmie dotyczącym Bitwy pod Wiedniem. Pojawił się pan reżyser i ładnie opowiadał (po angielsku), o czym film będzie. Między innymi padła tam data opisywanych wydarzeń: sixteen eighty three. Jak przetłumaczył to polski lektor? „W roku 1863…”. Ręce mi opadły. Nie umieć tłumaczyć, a do tego nie mieć pojęcia o historii, to niby nic takiego. Ale czy od razu trzeba przy takiej przypadłości pracować w TV?

    Polubienie

  2. Telewizor mam. Ale mam też jakoś ciekawsze zajęcia od oglądania go. Włączonego.

    Pewne rzeczy stają się normą. Wczoraj byłem na występie dwóch artystek. I co trzeba powiedzieć, by ludzie wiedzieli o kogo chodzi? Jakieś wygrane festiwale? To też, ale przede wszystkim w jakich seriala grają…

    (Dodam jednak, że obie potrafiły z tego kpić. Co im się chwali.)

    Polubienie

  3. >>Oliveira: Po pierwsze, wszystkiego dobrego. Po drugie – naturalnie, mamy tu do czynienia z klasycznym dodatnim sprzężeniem zwrotnym: dajemy widzowi guano, to on się nim, idiota, zachwyca, to my mu więcej, to on chce jeszcze… Ktoś to musi przerwać, po prostu. I zrozumieć, że telewizja (i ogólnie: media) to nie tylko robienie kaski. Poczytaj ostatni PRESS; tam bardzo dobry duży tekst o TVP: przerażający!

    Polubienie

  4. Ale czy to nie jest trochę tak, że to Polak ogląda, co mu telewizja misyjna, utrzymywana z abonamentu, zajmująca się promowaniem wiedzy i kultury pokazuje?

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.