Gnidy

Jak co roku Telewizja Publiczna nadała tradycyjną szopkę noworoczną. Nie pokuszę się o jej opis. Znacznie lepiej zrobiła to „Gazeta Wyborcza”, jej więc głos oddaję. Poczytajcie. Pisze Donata Subbotko: Myli się ten, kto myślał, że w Polsce ostatnim bastionem PiS w bezgranicznej epoce Schengen jest Pałac Prezydencki. Ostatnim szańcem jest telewizja publiczna

<!–1–>

I tu, i tam honorowi wyznawcy IV RP wciąż trwają na barykadach, jakby nie zauważyli, że wojna już dawno skończona.

Dawno, dawno temu był sobie PISkupin – gród, w którym „rosło zdrowie i gospodarka”. Zamieszkiwali go w miarę spokojni, poczciwi, wyważeni obywatele z władcą, który „miejsce Lecha praojca zajmuje”. Ale pewnego dnia PISgród zaatakowała Platforma Oblężnicza (z niejakim powodzeniem machiny oblężnicze wykorzystywane już były przez Germanów pod Głogowem).

Tak więc celem prasłowiańskiej szopki noworocznej pokazanej w sylwestrową noc było przeprowadzenie telepsychoterapii dla sfrustrowanego pisowskiego elektoratu. Cel numer dwa: próba ataku na „Gazetę Wyborczą”, uosabiającą nieprzychylne byłej władzy media.

Marcin Wolski i Marek Majewski mogą zameldować panu prezesowi Urbańskiemu (chyba że mają jeszcze innego prezesa), że zadanie zostało wykonane.

Pierwszy z tytanów humoru, pan Wolski, zasłynął w ubiegłym roku jako propisowski cenzor kabaretonu w Opolu, zbojkotowanego przez większość kabareciarzy. Drugi – pan Majewski – wsławił się odśpiewaniem na tym festiwalu songu „Co myśli Jarosław Kaczyński”, podczas którego publiczność zamiast zwijać się ze śmiechu, gremialnie wychodziła z amfiteatru. „Gazeta” sporo o tym pisała, pogłębiając pewnie frustrację tandemu dowcipnisiów rozwijających swe prasłowiańskie poczucie humoru pod egidą IV RP w TVP.

I pewnie dlatego narratorkami swojej opowieści bracia satyrycy uczynili postaci wzorowane na Agnieszce Kublik i Monice Olejnik – nazywane „krasnalami w służbie słowa z guślarni wybiórczej”, które zjawiają się, gdy tylko guślarz Michnik na nie zagwiżdże.

Wspinając się na wyżyny kreacji komediowej, obie dziennikarki sprowadzono w gruncie rzeczy do chichoczących marionetek w kolorowych kozaczkach – pewnie dlatego, że to one tak często sprowadzały polityków, nie tylko PiS-u, do parteru.

Tak więc pewnego dnia PISgród zaatakowała Platforma Oblężnicza. Na czele zgrai stał ot, taki śmieszny rycerzyk, Tusko Pierwszy, zwany „Donaldem JUDEx” (sic!). Jak się okazuje – ukryty wiking, który miał dziadka w Walhalli (dla niewtajemniczonych: Walhalla to pałac poległych należący do boga Germanów Odyna).

I padło zasadnicze – retoryczne – w tej baśni pytanie: „Kto ma uosabiać polskości plemię?”. Prawdziwy Polak czy jakiś zgermanizowany wiking?

Na pomoc temu drugiemu przybiegła „zjawa dziarska, wyrazista, ostatni rzymski legionista” Władysław Bartoszewski – ale rzymski legionista to też nie Polak, jakkolwiek by patrzeć. Na horyzoncie, a właściwie w oknie mysiej wieży, pojawiał się jeszcze zapity Aleksander Kwaśniewski – król Popiel, którego zjadają deliryczne białe myszki, krzyczący niczym Chrystus na krzyżu: „LiD-u, mój LiD-u, cóżem ci uczynił?”.

Czołowi guślarze ubiegłorocznych wydarzeń – premier Kaczyński, Ziobro i ojciec Rydzyk (jeszcze nie PISkup) – ledwo się przez tę szopkę przemknęli. Może dlatego, że raczyli nas szopką przez cały ubiegły rok. W tym za ciasnym żłobie kompletnie zabrakło miejsca dla Fotygi, Kurskiego, Kaczmarka, Szczypińskiej i Kempy. Uderzono za to w przystawki, po których została tylko zgaga: Giertycha i Leppera. Temu drugiemu sprawiedliwość wymierzał lud na blokadach, a nie CBA. Czarownicą u boku Rydzyka nie była prezydentowa – w kotle mieszały Kublik i Olejnik. Dzikusy z Platformy latały z bronią palną (chociaż skądinąd wiemy, że to wielki mały brat skrywał tyci pistolecik) i napadli w kominiarkach na bezbronnych Macierewicza i Olszewskiego.

Kupletów było co nie miara, skleconych według najlepszych wzorców gatunku: pieśń „o czterech Ziobrach”, wygwizdaną na wspomnianym kabaretonie, zastąpił kawałek „o czterech Tuskach”.

Ale to jeszcze nic. Prasłowiańską szopkę uwieńczyła kohabitacyjna wymiana podań między Lechem a Donkiem, z globem w roli piłki futbolowej. Na puentę Tusk kopnął Ziemię – niczym Hitler w „Dyktatorze” Charliego Chaplina. Czepiamy się? Przecież wiadomo, że jest niezłym piłkarzem. Śmieszne? Albo kobieta wystylizowana na Anetę Krawczyk wciąż pytająca, kto jest ojcem jej dziecka. Śmieszne? Inteligentne? Finezyjne?

Aż czuć było swąd oleju, gdy duet Wolski & Majewski odgrzewał stare kotlety, przygotowane swego czasu przez – wspomnianych w widowisku – słynnych pisowskich spin doktorów (Kamińskiego & Bielana). Wszystko już też słyszeliśmy z ust prawych i sprawiedliwych posłów minionej kadencji.

To osiemnasta chyba szopka wymęczona przez parę satyryków. Może, jako pełnoletni, wyjdą wreszcie spod skrzydeł matki telewizji publicznej i pójdą w świat, by cieszyć gawiedź na partyjnych jarmarkach?

Mój komentarz: dawno, dawno temu, w epoce Macieja Szczepańskiego – zdolny młody postępowy satyryk, tow. Marcin Wolski  uczciwie służył socjalizmowi, pełniąc zaszczytne funkcje partyjne w Polskim Radiu. Nieźle na tym wychodził: miał uznanie, prestiż… I pieniądze.
Widać zmienił zdanie; podobno zresztą tylko krowa nie zmienia poglądów. Tylko znów – poza poglądami – ma wszystko to samo. Więc – miał rację… N’est ce pas, mesdames et messieurs? Tako rzecze wasza krowa.
Reklamy

10 myśli na temat “Gnidy

  1. No dobrze ale kto ma robić w takim razie szopkę? Bo to że autorzy obecnej już się do tego nie nadają to widział każdy. To nawet nie było żałosne tylko nudne. Jedno trzeba przyznać autorom – przewidzieli kto będzie ich krytykował ;).
    Ja proponuję Kabaret Moralnego Niepokoju oraz Kabaret pod Wydrwigroszem. Warszawa konta Kraków na polu satyry politycznej to byłoby starcie.

  2. Żal patrzeć na obecną „tfurczość” p.Wolskiego – jest przysłowie o krowie co nie zmienia poglądów i jest przysłowie o chorągiewce na wietrze.
    Chichotem historii było wyrzucenie p.Fedorowicza z PiSowskiej TV za wyśmiewanie się z SLD w swoim dość kiepskawym „Dzienniku Telewizyjnym”

  3. nie widziałam i nie żałuję. Wyczytałam co „lepsze” fragmenty i rzeczywiście tzw DNO. To się nazywa SŁUŻENIE SPRAWIE – hehe

  4. Miałem dzisiaj przyjemność oglądać gościa porannego w tvn24. Redaktor Kajdanowicz w świetnym stylu nawiązał pamiętnego wywiadu Gembarowskiego z Krzaklewskim. Takiej stronniczości i napastliwości to w tej stacji już dawno nie widziałem. Ale w sumie, czemu tu się dziwić 😉 Przecież Kajdanowicz, Durczok, Pieńkowska, Kolenda-Zalewska, Olejnik to teraz jedna różowa stajnia.

  5. tak, tak.
    A telewizja jest PiSowska? wszystko będzie już dobrze kiedy będzie platformiano-sldowska.
    Nie spoczniemy……….

  6. boicie się i atakujecie satyrę? Ale jak by w niej było odwrotnie..czyli: nie było krytyki kiedy satyrycy „jeździli po PiSe.
    Czyżby powrót komuny bis?

  7. Ideał sięgnął bruku…

    Wolski to było coś, ale w czasach peerelu, gdy tworzył dla Trójki. Teraz pozostało guano w tubce z napisem wazelina.

    Piasecki z Rewińskim imponują odwagą cywilną popierając PiS w programie, który udaję „Plamę”. Piaseckiego łykałem w całości od zawsze i bezkrytycznie. Teraz wreszcie oszołomienie mi przeszło, raptem po trzech poPiSach.

    Do takich upadłych ideałów moich własnych dodam Łysiaka. W czasach peerelowskiej smuty był moim najulubieńszym autorem, imponującym erudycją, smakowitym stylem, znajomością epoki napoleońskiej i historii sztuki. Zbierałem każde pierwsze wydanie jego licznych, jak na opozycyjnego konrada wallenroda, książek. Teraz pozostało mi tylko zdumienie, w co przeinaczył się ten światowiec. Agresywny nienawistnik…

  8. A PO dało parę milionów na rydzyka. Może chcą przekonać do siebie tefałpe?

  9. Kolejny etap zejscia na dno w jedynce: satyrycy Piasecki i Rewiński częstują resztkami z bogatego niegdyś stołu. Na szczęście tylko raz w tygodniu i na szczęście mozna ich nie oglądać.
    Panowie wypalaja resztki pomysłow tak intensywnie, że chyba tylko chinski syndrom nas uwolni od ich pomysłów

Możliwość komentowania jest wyłączona.