Czym żyją media, gdy nic się nie dzieje?

Łatwa odpowiedź: najczęściej – pierdołami. Niekiedy taka pierdoła zaczyna jednak żyć własnym życiem i absorbować sobą ludzi skądinąd poważnych, niestety; może nawet stać się problemem. Jedną z takich pierdół-problemów jest od paru dni „sprawa” posła Karola Karskiego, któremu wyciągnięto i zarzucono z życiorysu przynależność do Stowarzyszenia „Ordynacka” oraz… przyjęcie z tego powodu „orderu” z rąk – o zgrozo – prezydenta Kwaśniewskiego. Poseł starannie zaprzeczył, autorzy informację podtrzymali – no i mamy powód do medialnej ekscytacji. Warto tej sprawie poświęcić kilka uwag; najpierw w kwestii stanu faktycznego, potem nieco ogólniejszych. Oto sama prawda, którą – jako członek Komitetu Wykonawczego Rady Warszawskiej „Ordynackiej” – niniejszym podaję.

Sprawa pierwsza: Karol Karski rzeczywiście był i jest członkiem „Ordynackiej„. Figuruje na naszych listach pod numerem 115, a więc – bardzo, bardzo niskim. Oznacza to, że jego członkostwo jest dawne, od momentu powstania stowarzyszenia w roku 1981. Nigdy nie zgłosił chęci wystąpienia, nasze stowarzyszenie zaś nie ma zwyczaju skreślać z listy członków za niepłacenie składek (choć statut taką możliwość przewiduje; wymaga to jednak specjalnej uchwały władz, która w przypadku ani Karskiego, ani kogokolwiek innego, nie była nigdy podjęta). Inne możliwości skreślenia z listy członków – popełnienie przestępstwa, ubezwłasnowolnienie itp. – też w wypadku kol. Karola nie wchodzą w rachubę. Z drugiej strony – jeśli ktoś wyraża chęć opuszczenia naszych szeregów, to jest to wyłącznie jego sprawa – i takie przypadki były; przykładem jest rezygnacja z przynależności do „Ordynackiej” b. prawicowego posła Romualda Szeremietiewa, załatwiona natychmiast zgodnie z jego wolą.

Sprawa druga: Karol Karski otrzymał istotnie na wniosek naszego stowarzyszenia odznaczenie; istotnie pod stosowną decyzją podpisał się Aleksander Kwaśniewski. Ale nie był to żaden – proszę kolegów żurnalistów – „order”, tylko zwykły Krzyż Zasługi; tak się składa, że i ten typ wyróżnienia przyznaje prezydent. Też honor, ale dużo mniejszy niż Polonia Restituta, której przysługuje miano orderu. A kol. Karol po prostu wyróżniał się aktywnością już w czasach studiów; ma taki temperament i odnosi sukcesy życiowe; co to ma wspólnego z jego poglądami czy sylwetką moralną?

No i wreszcie sprawa najważniejsza, natury ogólnej: a dlaczego przynależność do „Ordynackiej” ma niby stanowić dla kogokolwiek dyshonor? W naszych szeregach są ludzie praktycznie z każdej partii politycznej; ze skrajnej prawicy na przykład jeszcze – osobiście przeze mnie bardzo nielubiany i jako człowiek i jako polityk – radiomaryjny Ryszard Bender. Mamy dwóch posłów również z ramienia PO (Janusz Cichoń, Miron Sycz) i trzech z LiD (m. in. jest Ryszard Kalisz); niestety, rekomendowani przez nas koledzy z PSL – a było ich kilku – nie zdołali się do Sejmu załapać, jak i kilkunastu innych, reprezentujących inne opcje.

To chyba wystarczy, byście nabrali pewności, że nikogo nie pytamy o poglądy polityczne ani przynależność partyjną obecną lub dawną. Nas to po prostu mało obchodzi. „Ordynacka” jest mianowicie organizacją byłych i aktualnych działaczy ruchu studenckiego (naturalnie, przede wszystkim ZSP i SZSP, ale statut absolutnie nie wyklucza innych organizacji, w tym NZS) oraz – w ostatnich latach coraz bardziej i przede wszystkim – ludzi z wyższym wykształceniem; można powiedzieć „wykształciuchów” w sensie Dorna. Organizacją, która chce reprezentować w jakimś sensie formalną inteligencję polską i chronić jej przede wszystkim interesy. Organizacją, która nastawiona jest na wzajemną pomoc i poparcie; jest na przykład wśród nas wielu biznesmenów i innych ważnych ludzi, którzy szukając opinii w jakiejś kwestii czy też współpracowników – zwrócą się przede wszystkim do „Ordynackiej” właśnie; na tym polega to nasze współdziałanie. Dość często zatem krążą wśród nas maile: szukany ekspert od irlandzkiego prawa pracy, albo mamy do dyspozycji świetną tłumaczkę z chińskiego – czy ktoś ma propozycje?

Tak to działa, mniej więcej. I jeszcze tak, że spotykamy się co pewien czas, by to i owo ze spraw społecznych przedyskutować; ostatnio na przykład rozważaliśmy sprawę projektowanych bonów oświatowych (albo: edukacyjnych, ale to nie jest to samo, o czym opinia publiczna wcale nie wie, bo rzecz jest trochę prawnie skomplikowana); mogę wam powiedzieć, że jedni byli za – a inni przeciw, a zapis naszych rozważań trafi do rąk… no, oczywiście, tych członków „Ordynackiej”, którzy się tym zajmują we władzach i partiach politycznych; będą mieli po prostu pogłębioną – i pewno rozsądną – dokumentację za darmo. Ostro też spieraliśmy się jakiś czas temu o miejsce i rolę mediów publicznych. A niebawem spotkamy się przy piwie (zapewne inne płyny też się znajdą na stole) i śledziku, żeby złożyć sobie świeckie życzenia dobrego Nowego Roku.

Ot, i tyle. Ale „Ordynacka” ma przyprawioną gębę; wedle wielu, to jakaś „komusza mafia” z Włodkiem Czarzastym na czele. To ostatnie, to zresztą fakt: właśnie jego wybraliśmy kilka miesięcy temu przewodniczącym. Może i trochę dlatego, że siepacze pana Z. położyli go przedtem bez sensu i powodu na glebę i grozili „roz… leniem łba”; ale sądzę prywatnie, że przede wszystkim dla tych jego – szerszej publice nieznanych – cech osobistych, których tu nie wymienię. Bo nie chcę mu kadzić.

Swoją drogą – w tym gombrowiczowskim przyprawianiu gęby nie ma nic dziwnego. Działkowicze też swoje dostali, takoż harcerze z ZHP… Słowem wszyscy, których rodowód nie jest zakorzeniony ani w kruchcie, ani w „Pannie S”. Kolej, zdaje się, na hodowców kanarków.

Advertisements

2 myśli na temat “Czym żyją media, gdy nic się nie dzieje?

  1. patrząc na posła Karskiego stwierdzam, że pije on więcej niż ja na studiach…

Możliwość komentowania jest wyłączona.