Ella

Dziś – zupełnie nie o polityce. Nic z tych rzeczy; przeciwnie. Znalazłem w Sieci otóż pewną melodię, która – z zupełnie bezsensownych przyczyn – jest dla mnie ważna. Wiąże się z nią wspomnienie sprzed lat; już nie pamiętam, kiedy to było, ale była w Warszawie sama Ella Fitzgerald (na zdjęciu – tak wyglądała, gdy była młoda; dla mnie – sam seks). Pewno małolatom to nazwisko nie mówi zbyt wiele – i sami nie wiedzą, co tracą; mówimy mianowicie o największej śpiewaczce jazzowej wszech czasów. Więc Ella – wspaniały, stary hipopotam – miała koncert w Sali Kongresowej. No i w pewnym momencie zaczęła dialogować z publiką; spytała co ma zaśpiewać. Publika ryknęła zgodnym chórem: Mr Paganini! I Ella zgłupiała. Nie skojarzyła utworu, wykonywanego i popularnego jeszcze pod koniec lat czterdziestych; miał on zresztą zupełnie inny oficjalny tytuł (You’ll Have To Swing It). Dopiero gdy sala zaśpiewała pierwsze takty – artystka „zaskoczyła”. Potem już śpiewała Paganiniego wielokrotnie. I oto nagranie z roku 1961; jest na Youtube zresztą i z roku 1974 z Niemiec, a nawet – ale tylko z fotografiami, bez wideo – z roku 1948. Posłuchajcie i popatrzcie.

Nie umiem wam powiedzieć, dlaczego tak jest – ale Mr Paganini wzrusza mnie wręcz niepomiernie. Kiedy słucham tej melodii – rozklejam się całkowicie. Mówi mi ona – między innymi – że lata PRL miały też i taki wymiar. Że spora część z nas miała głęboko w zadzie wszystko inne, poza możliwością posłuchania wspólnie z kolejną dziewczyną dobrego jazzu i napicia się dobrego koniaku; a taka możliwość – uwierzcie mi – była.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Ella

Możliwość komentowania jest wyłączona.