Refleksje w kilka dni po

Nie chciałem na bieżąco komentować expose Tuska. Obawiałem się, że tzw. pierwsze wrażenie będzie oparte na emocjach, a radość z zakończenia kaczyzmu i upadku śmierdzącego projektu IV RP wykluczy mi możliwość chłodnej analizy. Dlatego piszę dopiero dziś; w sumie jednak widzę, że mogłem pisać od razu: zdania nie zmieniłem. Zacznę od tego, co mi się nie podobało – i są to dwie główne pretensje: o kartę praw podstawowych, której podpisanie w kampanii wyborczej Tusk wyraźnie obiecał (mało przemawia do mnie argument, że wówczas nie miałaby szans ratyfikacja zmienionego traktatu, bo by PiS i prezydent postawili się okoniem; można było pójść na twardą wymianę ciosów i doprowadzić do referendum, które by najprawdopodobniej ostatecznie ośmieszyło kaczorstwo i starło jego resztki z powierzchni ziemi), i o unik w sprawie stosunków państwo-Kościół. Marzę o tym, żeby wreszcie obie te strony stały się wzajemnie całkowicie niezależne – ale, sądząc po dotychczasowej historii, poziom Francji w tym względzie osiągniemy za jakieś 75 lat… No i żeby wreszcie znalazł się polityk, który nie zacytuje ani razu Wojtyły…

Następne pretensje, to brak wyraźnego odcięcia się od pisowskich tendencji lustracyjnych i polityki zemsty; byłbym rad na przykład – i sądzę, że poza nielicznymi pryszczatymi frustratami z prowincji i jakimiś zapiekłymi w nienawiści przypadkiem żywymi jeszcze staruszkami z NSZ większość rodaków też odetchnęłaby z ulgą – gdyby Tusk wyszedł w tym względzie z jakąś przełomową inicjatywą, dajmy na to przedawnienia absolutnie wszystkich przestępstw (tak, tak: włącznie z ludobójstwem oraz zbrodniami hitlerowskimi i tzw. komunistycznymi) powiedzmy, po 30-40 latach. Brakło mi też redefiniowania roli IPN jako w przyszłości instytucji czysto naukowej, bez uprawnień śledczych i z całkowitym zakazem publikacji zdobytej wiedzy przed upływem np. 25 lat.

No, ale sam wiem, że to wszystko marzenia ściętej (choć racjonalnie myślącej) głowy. W końcu PO to też konserwatywna prawica, choć zeuropeizowana, wykształcona i wyglądająca jak ludzie. Co więcej, prawica ta nie odcięła się od metod pana płk. Miodowicza w sprawie numeru, wykręconego Cimoszewiczowi…

Co mi się podobało? Samo przemówienie. Wygłoszone pewnym głosem, dobrym językiem, pełne zdrowych i pozytywnych emocji. Eleganckie w stosunku do przeciwnika. Wcale nie za długie: wysłuchałem tych 185 minut bez znużenia. Przemyślane: te czterdzieści kilka razy powtórzone słowo „zaufanie” to dobry chwyt. Dalej: poruszenie sprawy potrzeby zwiększenia nakładów na naukę jako jednej z pierwszych; choć tu chciałbym zapowiedzi konkretnej: o podwyższeniu tych nakładów z obecnych poniżej 0,5% PKB do – chociaż – 4%. Bez tego będziemy intelektualnym zadupiem Europy, po prostu. Pozytywnie też oceniam ton wypowiedzi o problemach edukacji. W sprawach gospodarki – serdecznie życzę powodzenia: jeśli uda się zmniejszyć podatki przy zwiększeniu nakładów, to pierwszy pocałuję pana T. publicznie w tyłek (jeśli się zgodzi).

W sumie: ma u mnie Tusk i PO kredyt zaufania (oczywiście, ograniczony i na razie maleńki, tyci – ale jednak). Jestem wręcz o krok od uznania, że to może być kiedyś premier mojego rządu, tylko różniącego się ze mną w poglądach, głównie zresztą ideologicznych. Natomiast rząd IV RP był dla mnie rządem obcego czy wręcz wrogiego państwa.

Reklamy

7 uwag do wpisu “Refleksje w kilka dni po

  1. A u mnie Tusk kredytu zaufania nie ma.

    Nie zaufam facetowi, który nagradza p. Miodowicza za wykreowanie, przy pomocy afery z Jarucką, LK na prezydenta, stanowiskiem w komisji d/s służb specjalnych. Tego gościa w ogóle nie powinno być w sejmie!

    Nie zaufam facetowi, który obiecuje wyborcom coś, z czego wycofuje się natychmiast po dorwaniu się do władzy. Chodzi o Kartę Praw Podstawowych oczywiście.

    Panu Tuskowi należy patrzeć na ręce, bo pan Tusk dostał władzę od ludzi, którzy uważali PO za anty-PiS, a funduje im PiS-bis, bo pan Tusk ma dbać o interesy obywateli, a nie podlizywać się funkcjonariuszom naszej nowej policji – policji myśli. Wszak to nie KK jest pana Tuska pracodawcą, ale obywatele RP. To nie episkopat mu płaci , ale podatnicy.

    Życzę premierowi jak najlepiej, ale na ręce patrzeć mu trzeba. I to nie w myśl starej leninowskiej zasady – „dowieriaj, da prowieriaj”, bo, jak napisałem wyżej, o „dowieriaj” nie ma mowy.

    Pozdrawiam, T.

    Lubię to

  2. Podobnie jak gospodarz tego blogu spoglądam z pewną dozą zazdrości na postępowanie brytyjczyków w sprawie utajniania spraw ważnych i mniej ważnych.
    Materiały dotyczące katastrofy w Gibraltarze nie zostały ujawnione po 50 latach a okres tajności przedłużono o kolejne kilkadziesiąt lat.
    Tak na wszelki wypadek.
    Ale to są może wnioski wynikające z doświadczeń imperialnych.

    Lubię to

  3. >>milosti: postulat wynika z dobrych wzorów, mianowicie choćby brytyjskich. Doktryna jest taka: państwo ma różne okresy, lepsze i gorsze; ale zachowuje swoją tożsamość i ciągłość. To co się zdarzyło (w szczególności działalność służb specjalnych i policji), to się zdarzyło; zostawiamy to wyłącznie historykom i stąd zamknięcie wszelkich archiwów na 30 lat, niektórych na 100, pewnych zaś – na zawsze; nikt z żyjących nie ma prawa o tym wiedzieć w imię ochrony owych służb i ich współpracowników, bo to chroni w gruncie rzeczy przede wszystkim państwo i jego integralność (tajemnica dotyczy także rzeczy dobrych: np. świat dopiero w 1975 roku dowiedział się, że Angole mieli 10 komputerów z serii Colossus na długo przed Amerykanami i dużo lepszych od sławnego ENIAC-a; mogli się tym tylko pochwalić, a milczeli jak zamurowani, bo działalność ich ośrodka kryptograficznego w Bleckley Park – gdzie owe komputery pracowały – była objęta standardową tajemnicą 30-letnią!).
    Chodzi jeszcze o coś: ujawnienie pewnych faktów, choćby niewinnych, ale w danym momencie i w danej sytuacji politycznej stygmatyzujących człowieka, może doprowadzić do nieszczęścia i okazać się znacznie dotkliwsze, niż – powiedzmy – 3 lata więzienia. Tym bardziej, że Polaczkowie mają ohydną tendencję przenoszenia win na rodziny i to do kilku pokoleń… A owe ujawnione fakty, za 5 – powiedzmy – lat, będą po kolejnej zmianie politycznej uznane za głupstwo; i co wtedy z ludzkim nieszczęściem?
    Jestem za tym, by karać za winy wyłącznie w drodze prawnej. I nie bez powodu w naszej cywilizacji karę zatartą uważa się za niebyłą. I wreszcie: skoro nawet zabójstwo przedawnia się po 25 latach, to może inne przestępstwa też tym objąć?
    I ostatnie: prawda bywa wartością absolutną tylko w kazaniach i homiliach, na ogół też załganych od początku do końca. W życiu bywa najczęściej groźna i szkodliwa. Tak właśnie rozumują Angole w kwestii tajemnicy.

    Lubię to

  4. > z całkowitym zakazem publikacji zdobytej wiedzy przed upływem np. 25 lat.
    ?? Mógłby Pan wyjaśnić dlaczego taki postulat? Jeśli założyć prawdziwość hipotezy, że teczki ubeckie to fałszywki, to po co wogóle je publikować? Z drugiej strony: jeśli archiwa zawierają prawdę, to dlaczego jej nie ujawniać?

    > instytucji czysto naukowej bez uprawnień śledczych
    Komisja ścigania zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu została włączona do pionu śledczego IPN, więc i tak trzeba by ją powołać na nowo. Prokuratorzy i tak mają dużo roboty, a w tego typu sprawach stała współpraca z historykami jest niezbędna.

    Lubię to

  5. racjonalnie myślącej głowy 🙂 jak to jest prawić komplementy do lustra 😉 ?

    wojtyły raczej nie cytują. częściej jana pawła II

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.