9 tez do dyskusji w sprawie telewizji publicznej

Siedziałem sobie ostatnio nieco uziemiony (przeziębienie, uszkodzony Achilles… szkoda gadać zresztą), to i musiałem sobie znaleźć zajęcie. I wymyśliłem, że dziś, po zmianie rządu (ten nowy wprawdzie też nie jest rządem moich marzeń – choćby dlatego, że zbyt wielu jego członków „takmidopomożybogu” – ale na tle poprzedniego: extra; są to bez wątpienia ludzie z sporą klasą i autentyczni inteligenci), warto pogadać o publicznej telewizji. Owoc moich przemyśleń – poniżej. Proszę je traktować dokładnie zgodnie z tytułem: jako zaczyn dyskusji.

 

  1. Telewizja publiczna jest upolityczniona. Ostatnio, pod rządami PiS, upolitycznienie to osiągnęło stopień nieznany w dziejach polskiej telewizji, przekraczając wszelkie granice przyzwoitości i bijąc pod tym względem wszelkie „dokonania” nawet epoki propagandy sukcesu – przy jednoczesnej bezprecedensowej zapaści warsztatowej i artystycznej. Kierownictwo telewizji i średni szczebel kierowniczy reprezentuje dziś wyłącznie jedną opcję, szeregowi dziennikarze – jeśli myślą inaczej – są sterroryzowani ekonomicznie i posłusznie wykonują polecenia.
  2. Zjawisko to nie jest bynajmniej nowe. Upolitycznianie telewizji zaczęło się przed około 40 laty – z momentem, w którym widownia przekroczyła 2 mln osób, i w którym ówcześnie rządząca ekipa Władysława Gomułki (a właściwie jej frakcja nacjonalistyczno-moczarowska) doszła do wniosku, iż pojawiło się nowe potężne narzędzie oddziaływania na masy. Z tą chwilą telewizja zaczęła tracić charakter artystyczny i zaczęła nabierać w coraz większym stopniu cech instrumentu propagandy. Jakość przekazu dziennikarskiego zaczęła wówczas spadać, przekaz artystyczny zaś zaczął być ściślej podporządkowany ideologii. Po objęciu władzy przez ekipę Edwarda Gierka (i kierownictwa telewizji przez Macieja Szczepańskiego) propagandowy charakter telewizji stał się doktryną jawnie głoszoną i obowiązującą („propaganda sukcesu”). Jednocześnie kierownictwo nawy państwowej zaczęło kierować na działalność telewizji duże środki, co pozwoliło dość szybko osiągnąć poziom techniczno-realizacyjny zbliżony do najlepszych pod tym względem telewizji europejskich. W tym czasie, przy całkowitej ideologizacji służb informacyjnych i publicystyki, telewizja potrafiła jednak uzyskać znaczny wzrost poziomu merytorycznego i realizacyjnego programów edukacyjnych i dziecięco-młodzieżowych. Także tzw. kultura wysoka (teatr, film, plastyka, muzyka) była na obu głównych kanałach bogato reprezentowana.Stan wojenny doprowadził telewizję publiczną do głębokiego kryzysu. Po usunięciu wszystkich niemal niezależnie myślących twórców i przedstawicieli techniki poziom emitowanego programu spadł bardzo gwałtownie. W miarę upływu czasu poziom ten jednakże znowu stopniowo rósł, bowiem odnowiony zespół jednak zdobywał doświadczenie.Po transformacji ustrojowej i krótkim okresie przejściowym stosunkowo neutralnych rządów zespołu umiarkowanego i rozsądnego Andrzeja Drawicza, kolejna nowa ekipa usunęła – lub zdecydowanie przesunęła na boczny tor – pozostałą część „starej” ekipy telewizyjnej. Rozpoczęła się epoka „pampersów” – bardzo ambitnych i bardzo młodych, w niektórych zaś wypadkach nawet dość zdolnych przedstawicieli prawicy, którzy szybko objęli – znów bardzo wyraziste politycznie – rządy polityczne. Od tego momentu kolejne zmiany w kierownictwie politycznym kraju w bardzo krótkim czasie doprowadzają do zmian w kierownictwie telewizji publicznej, która niezmiennie pozostaje upolityczniona, zaś wciąż odnawiana kadra kierownicza i dziennikarska nie ma czasu na zdobycie niezbędnej praktyki. Nakłada się na to niszczycielskie dla poziomu artystyczno-warsztatowego działanie procesu komercjalizacji programu. W efekcie poziom ten gwałtownie maleje.
  3. Upolitycznianie telewizji ma bardzo ograniczony sens. Jego głównym skutkiem jest spadek jakości programu, nie zaś zyskiwanie wpływów politycznych. Z badań nad psychologią odbioru treści mediów wynika, że przekaz medialny w minimalnym stopniu może zmienić postawy odbiorców; w zasadzie działa on tylko w kierunku umocnienia poglądów już posiadanych. Oznacza to dla przykładu, że poglądy propagowane – powiedzmy – w telewizji „Trwam” są akceptowane przez audytorium „radiomaryjne” i nieakceptowane przez pozostałych obywateli, którzy z jej odbioru na ogół po prostu nie korzystają. Widz masowy, jakim jest widz „Jedynki” nie odejdzie jednak od odbiornika, bo w dużej części kraju jest to główny (a niekiedy wręcz jedyny dostępny) niekonfesyjny kanał telewizyjny. Ten widz, jeśli nie będzie podzielał poglądów akurat reprezentowanych przez nadawcę, zareaguje po prostu niezadowoleniem lub nawet agresją. To obiektywne zjawisko w pewnym stopniu uzasadnia obserwację, że partia polityczna „rządząca” niepodzielnie telewizją – z reguły przegrywa wybory.Przy okazji warto zwrócić uwagę, że dość prymitywny mentalnie polski świat polityki uważa na ogół, iż wpływy na program telewizyjny mierzą się w prosty sposób ilością czasu obecności danego kierunku politycznego na ekranie. Nawet Krajowa Rada Radia i Telewizji prowadzi zatem monitoring czasu, „przydzielanego” poszczególnym ugrupowaniom, upatrując w równym podziale tego czasu ważnego elementu demokracji. Tymczasem łatwo wskazać przykład sąd ten całkowicie obalający: niech program prowadzą wyłącznie dziennikarze stronniczy i nieprzychylni danemu ugrupowaniu, którzy jako rozmówców w 100% wezmą sobie przedstawicieli właśnie tego ugrupowania; nietrudno zrozumieć, że przy całkowitym wypełnieniu czasu antenowego obecnością swych działaczy ugrupowanie to nie będzie miało wielu powodów do zadowolenia…Z drugiej strony, jeśli dziennikarze ci nie będą reprezentowali odpowiedniego poziomu warsztatowego, to skutek ich pracy będzie odwrotny do zamierzonego. Wniosek: wszystko zależy od twórców, w tym dziennikarzy.
  4. Na rolę i miejsce telewizji publicznej silnie rzutują przyjęte po transformacji rozwiązania prawno-ekonomiczne. Z jednostki budżetowej, zasilanej z wpływów abonamentowych, ale w razie potrzeby wspieranej z budżetu państwa, telewizja publiczna stała się podmiotem prawa handlowego, otrzymując status spółki skarbu państwa. Z tym momentem pojawiła się konieczność zarabiania na utrzymanie zespołu i emisję programu, ponieważ sam abonament okazał się dla tych celów niewystarczający. Była to przy tym konieczność nie tylko ekonomiczno-prawna, ale i polityczna: ponieważ przekazywanie telewizji wpływów z abonamentu wymaga – takie przyjęto rozwiązanie – decyzji wykonawczych ministra finansów, więc rząd otrzymał do ręki faktycznie niesłychanie silne narzędzie wywierania na telewizję nacisku w dowolnej sprawie, od narzucania obsad personalnych do zgłaszania żądań politycznych: wystarczyłoby nie przelać terminowo odpowiednich sum na konto spółki, by wywołać strajk personelu i niesłychane wrzenie niezadowolonej widowni. Stąd kierownictwo telewizji zaczęło stawiać na komercjalizację programu, by ów program (i siebie przy okazji) utrzymać w stanie jakiej-takiej niezależności od organów władzy.Zjawisko to dało o sobie znać dwojako: raz, przez gwałtowne zredukowanie na antenie „niereklamonośnej” kultury wysokiej, popularyzacji nauki i edukacji; dwa, przez jeszcze większe uwydatnienie na tle płaskiej masowej rozrywki programów politycznych. Prymitywna intelektualnie władza polityczna, nie pojmując zasad tworzenia, oddziaływania i odbioru programu telewizyjnego (stan ten od czasów objęcia „patronatem” telewizji przez ideologów epoki Gomułki stale się pogłębiał, z niewielkim wahnięciem w tym względzie w okresie Gierka, kiedy to kierownictwo aparatu propagandy w części zdawało się coś rozumieć z psychologii masowego odbioru telewizji) wprowadzała par force „swoich” ludzi na odpowiedzialne stanowiska. Ludzie ci, nie mając żadnego lub niemal żadnego doświadczenia telewizyjnego, byli w praktyce całkowicie uzależnieni politycznie od swoich mentorów. Dla tych zaś coraz wyraźniej zaczęła się liczyć niemal wyłącznie sama obecność – ich, lub ich politycznych partnerów – na antenie. Stąd także – a nie tylko z pogoni za reklamą i zyskiem – wziął się również zabójczy dla poziomu artystycznego i intelektualnego fetysz „oglądalności”.
  5. System finansowania telewizji publicznej trzeba więc zmienić. Najrozsądniejsze wydaje się rozwiązanie polegające na uczynienie z telewizji publicznej jednostki budżetowej, jednakże z takim warunkiem, by rząd był ustawowo zobowiązany do pokrycia określonych kosztów jej utrzymania bez możliwości podejmowania jakiejkolwiek decyzji modyfikującej w tej mierze; w takich warunkach żaden rząd nie miałby argumentu „płacę, więc wymagam”. Obecnie koszty utrzymania telewizji są szacowane na 2 mld zł rocznie; można pomyśleć o takim rozwiązaniu, w którym telewizja publiczna otrzymuje na początku każdego roku finansowego sztywną sumę 1,5 mld rocznie bez możliwości zmiany tej kwoty inaczej, jak ustawą sejmową. Abonament należałoby jednak utrzymać – stanowiłby on w części przynajmniej źródło pokrycia owej kwoty preliminowanej w budżecie – przeznaczając go jednakże w części na rządowy zakup szczególnie ważnych programów „misyjnych”, także w telewizjach komercyjnych.
  6. Bardzo niekorzystny dla telewizji okazał się zmodyfikowany po transformacji system wynagradzania pracowników. Obecnie pracownicy twórczy zatrudniani są na iście głodowych etatach lub ryczałtach i zarabiają dobrze – lub nawet bardzo dobrze – wyłącznie wtedy, gdy otrzymują do zrobienia jakieś zadanie przy produkcji programu lub film. Oznacza to, że są całkowicie ekonomicznie i psychologicznie uzależnieni od przełożonych.System ten trzeba zmienić. Przy redukcji zatrudnienia (obecnie – w warunkach obowiązywania tzw. systemu producenckiego, kiedy to znaczna część programu jest kupowana od zewnętrznych producentów i nie obciąża żadnymi zadaniami pracowników etatowych czy też ryczałtowych – pracuje w TP ponad 4000 ludzi, podczas gdy w TVN i Polsacie kilkakrotnie mniej) i ewentualnie pewnej redukcji wysokości honorariów można myśleć o godziwym – wskazanym wyżej – wynagrodzeniu podstawowym dla pracowników twórczych. Można też myśleć o zagwarantowaniu im stabilności zatrudnienia: powiedzmy, po roku pracy „na próbę” zwolnienie pracownika byłoby możliwe tylko przy regulaminowym wypłaceniu mu odszkodowania w wysokości odpowiednio proporcjonalnej do dotychczasowych sumarycznych zarobków. W wypadku osób kierujących zespołami twórczymi odszkodowania powinny być bardzo znaczące. Każdy przełożony zastanowiłby się w takich warunkach kilkakrotnie, czy opłaca się zwalniać niewygodnych pracowników, zwłaszcza legitymujących się już liczącym się dorobkiem twórczym.
  7. Dobór pracowników twórczych, w szczególności prezenterów i komentatorów, powinien się odbywać na zasadzie otwartych wielostopniowych konkursów o bardzo wyśrubowanych kryteriach. Powinny być obiektywnie badane predyspozycje psychologiczne, inteligencja i wiedza ogólna – a także warunki fizyczne (w tym w szczególności głos i dykcja); bezwzględnie winny być przestrzegane kryteria formalne: pełne wyższe wykształcenie magisterskie (w wyjątkowych wypadkach – ostatni rok studiów magisterskich) i wykazana w praktyce swoboda posługiwania się co najmniej jednym językiem obcym. W skład komisji konkursowych winni być powoływani powszechnie znani dziennikarze i naukowcy. Nie powinni do nich wchodzić członkowie żadnych partii politycznych. Zatrudnianie adeptów (cały czas mówimy o pracownikach twórczych i pomocniczo-twórczych, nie o rzemieślnikach, obsłudze urzędniczej i technicznej itp.) na innych warunkach (np. na zasadzie uznania decydenta czy rekomendacji) powinno być zakazane i karalne.Tak wyselekcjonowani kandydaci do pracy twórczej w telewizji powinni być zatrudniani wstępnie na okres 1 roku – z pensją równą średniej krajowej lub nieznacznie wyższą. W ciągu tego roku powinni pełnić służbę pomocniczą w redakcjach (jednak z możliwością uzyskiwania honorariów za wykonywane prace twórcze) i odbyć intensywne szkolenie warsztatowe. Taki staż powinien się kończyć surowym egzaminem na kartę ekranową. Po stażu kandydaci powinni być zatrudniani na czas nieograniczony z wyżej opisaną gwarancją stabilności. W tym momencie ich podstawowa pensja powinna wynosić minimum 150% średniej krajowej.Awans zawodowy (obsadzanie stanowisk kierowniczych wszystkich szczebli) powinien wymagać określonego stażu pracy w samej telewizji. Niższe szczeble kierownicze powinny wymagać trzyletniej pracy, średnie – pięcioletniej, wyższe – dziesięcioletniej. Zatrudnianie na stanowiskach kierowniczych ludzi spoza telewizji powinno być możliwe, ale ściśle limitowane: np. w ten sposób można by obsadzać w skali roku nie więcej, niż 10% stanowisk.
  8. System producencki powinien być zniesiony lub bardzo ograniczony. Uczynienie podstawą pracy telewizji publicznej systemu, w których program dostarcza producent zewnętrzny, rola zaś odpowiednich organów decyzyjnych stacji sprowadza się do zamówienia go i akceptacji oraz umieszczenia na antenie – jest szkodliwe z kilku powodów.Po pierwsze, powoduje wzrost kosztów (producent poza honorariami zespołu musi przecież naliczyć sobie zysk); po drugie, jest korupcjogenne (stwarza pokusę niebezinteresownego nawiązywania współpracy z określonym producentem); po trzecie, pozbawia telewizję publiczną własnej specyfiki, bowiem producentom zawsze będzie się bardziej opłacało sięgać po „sprawdzone gdzie indziej” formaty, zamiast zamawiać oryginalne scenariusze i pracować ze scenarzystą. Po czwarte wreszcie, może to prowadzić do marnotrawienia własnych mocy produkcyjnych.Wydaje się, że o wiele właściwszy byłby system mieszany (patrz też teza następna), w którym najbardziej doświadczeni etatowi twórcy (jak zawsze: dobierani na zasadzie konkursów, ale i na zasadzie oceny dotychczasowego dorobku) byliby powoływanymi na określony czas lub do realizacji określonego zadania szefami zespołów twórczych; zespoły te powinny być preferowane przy zamawianiu programów (niektóre programy byłyby zamawiane wyłącznie wewnętrznie, inne z zastosowaniem zasady, że w wypadku równorzędnych merytorycznie i warsztatowo produkcji wybiera się własną).Taki szef zespołu – wynagradzany bardzo wysoko – powinien być w trakcie pełnienia funkcji w zasadzie nieusuwalny z pracy (z uwzględnieniem tez 5. i 6.) i mieć pełną dyspozycję personalną w stosunku do podległych mu i przez niego dobieranych członków zespołu. W szczególności – w ramach przyznanego na funkcjonowanie zespołu budżetu – szef powinien mieć prawo dowolnego ustalania zarobków członków zespołu (np. zawierania kontraktów „gwiazdorskich”). Z momentem zakończenia pracy zespołu (po wykonaniu zadania lub po upływie umówionego czasu) wszyscy jego członkowie, łącznie z szefem, powracaliby automatycznie do uprzednio posiadanych warunków zatrudnienia.Sięgnięcie po produkcję zewnętrzną powinno być możliwe wyłącznie w dwóch wypadkach: gdy na ogłoszone zapotrzebowanie programowe na odpowiada żaden zespół własny, lub gdy zgłoszona z zewnątrz propozycja jest wyjątkowo atrakcyjna; w tym drugim wypadku propozycja powinna być jednak publikowana wewnętrznie z wezwaniem własnych pracowników do wyprodukowania równorzędnego programu.
  9. Konkursy na programy są równie ważne, jak konkursy na pracowników. Jednostki redakcyjne („anteny”, naczelne redakcje czy jakiekolwiek będą to jednostki w przyszłości) decydujące o ogólnym kształcie programu powinny ogłaszać publiczne konkursy na pożądane treści i formy programowe (patrz także teza 8). W komisjach konkursowych powinni jednak zasiadać nie tylko etatowi pracownicy TVP, ale także przedstawiciele środowisk twórczych (stowarzyszeń twórczych, w tym dziennikarskich, naukowcy – z całkowitym wykluczeniem osób przynależących do jakiejkolwiek partii politycznej czy organizacji religijnej lub afiliowanej przy którymkolwiek z Kościołów). Kryteria konkursów powinny być jasne i czytelne, wyniki pracy komisji – publiczne.
Reklamy

11 uwag do wpisu “9 tez do dyskusji w sprawie telewizji publicznej

Możliwość komentowania jest wyłączona.