Problem: publiczna

Obawiam się, że tzw. bieżączka polityczna odsunie Tuskowi na bok jeden z kluczowych – IMHO – problemów polskiej współczesności, jakim jest sprawa roli, miejsca, zadań i funkcjonowania telewizji publicznej. Niedawno w mojej najmilszej organizacji społecznej – to jest na zebraniu Rady Warszawsko-Mazowieckiej Stowarzyszenia „Ordynacka”, której Komitetu Wykonawczego mam honor być sekretarzem – gadaliśmy na ten temat blisko trzy godziny; nie ukrywam, że bez dojścia do jakiegoś wspólnego zdania, ale to dopiero początek. Wkrótce coś większego na ten temat napiszę i opublikuję, ale tymczasem cytat z kogoś innego. Pisze otóż „Dziennik”:

Na Woronicza huczy. Małgorzata Raczyńska, dyrektorka Jedynki, zdecydowała, że TVP 1 pokaże za trzy tygodnie komedię „Sami swoi”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że film przyciągający zawsze potężną widownię będzie nadawany w tym samym czasie co finał widowiska „Gwiazdy tańczą na lodzie” w TVP 2 – dowiedział się Dziennik.

To kolejna odsłona wojny między Raczyńską a Wojciechem Pawlakiem, dyrektorem Dwójki. Ta para, delikatnie mówiąc, za sobą nie przepada. Szefowa Jedynki jak lwica walczyła, by to jej program emitował „Gwiazdy tańczą na lodzie”. W gabinecie prezesa TVP SA Andrzeja Urbańskiego doszło między nimi do ostrego spięcia – pisze Dziennik. Raczyńska bitwę przegrała, więc teraz stara się zrobić wszystko, by umniejszyć sukces show, które w piątkowe wieczory oglądają 4 mln widzów. Pokazywana w tym samym czasie w TVP 1 „Tajemnica twierdzy szyfrów” przyciąga o milion osób mniej.

Raczyńska wpadła więc na przewrotny pomysł: jeśli wyemituje jedną z najpopularniejszych polskich komedii, być może uszczknie widowni Dwójce. „Sami swoi”, mimo że byli pokazywani wielokrotnie, za każdym razem przyciągają bowiem kilka milionów widzów.

Wojciech Pawlak decyzję konkurentki bagatelizuje: „Nic nam nie zaszkodzi”. Z Raczyńską tradycyjnie nie udało nam się wczoraj skontaktować. A rzeczniczka TVP Aneta Wrona odmówiła komentarza w tej sprawie.

To niejedyny przypadek ostrej rywalizacji Raczyńskiej z Pawlakiem. Kilka miesięcy temu szefowa Jedynki chciała zabrać Dwójce transmisje meczów polskiej reprezentacji w piłce nożnej. Używała wtedy argumentu, że to TVP 1 jest „anteną narodową”. Wojciech Pawlak mówi Dziennikowi jednak dyplomatycznie: – Ja z Jedynką wojny nie prowadzę. Ja na wojnie źle się czuję. To jest jedna firma, ta sama korporacja, powinniśmy mieć jedną strategię.

Decyzja Raczyńskiej w sprawie „Samych swoich” wywołała na Woronicza protesty. Jak udało nam się dowiedzieć, list protestacyjny do Andrzeja Urbańskiego wystosował już Piotr Radziszewski, dyrektor biura programowego. Radziszewski nie chciał na ten temat rozmawiać. Sprawa zakończy się zapewne u prezesa telewizji publicznej, który będzie musiał rozstrzygnąć spór.

Maciej Grzywaczewski, poprzednik Raczyńskiej na stanowisku szefa TVP 1, mówi, że konkurencja między Jedynką a Dwójką istniała od zawsze. – Trudno tak ułożyć ramówkę, by zapobiec odbieraniu sobie części widowni – przyznaje Grzywaczewski. – Z Niną Terentiew, byłą dyrektor Dwójki, też mieliśmy drobne spięcia. Oboje chcieliśmy transmitować mecze piłki nożnej z udziałem polskiej reprezentacji podczas mistrzostw świata. Problemem był też serial „M jak miłość”, który zgarniał gigantyczną widownię, i w Jedynce trudno było cokolwiek w tym czasie pokazać. Ale zawsze jakoś dochodziliśmy do porozumienia – dodaje Grzywaczewski.

Jego zdaniem winę za wyścig między programami TVP po części ponosi zarząd telewizji, który wymaga dobrych wyników oglądalności – a te osiąga się dzięki programom rozrywkowym i serialom.

Tyle „Dziennik”. Ja dodam od siebie komentarz taki: kiedy pracowałem – pod kierunkiem Macieja Szczepańskiego, czym się chlubię – w Dyrekcji Programowej TVP (jako I zastępca dyrektora, nie myślcie sobie…) , obowiązywała zasada komplementarności. Znaczy to, że Dwójka miała uzupełniać Jedynkę; jakakolwiek konkurencja, ba – myśl nawet o niej! – była najsurowiej zakazana. Mariusz Walter, wtedy zastępca redaktora naczelnego publicystyki (tj. Jerzego Ambroziewicza, przesławnego Ambrożego) sformułował wówczas teorię trójkąta programowego. W myśl tej teorii wytyczną do budowy ramówki całej telewizji było to, aby masowy widz w dowolnym momencie miał chęć obejrzeć program w układzie I-II-I lub II-I-II; innymi słowy mówiąc, by pomiędzy dwoma hitami jednego programu siedział hit drugiego. To trudna do realizacji dyrektywa, ale w ogóle realizacja pomysłów Mariusza nie była łatwa – tyle, że były to z reguły pomysły absolutnie słuszne…

Tymczasem dziś… Jakaś pani Raczyńska (kto to w ogóle jest, ta dziwna jejmość o wielce oryginalnej fizyczności, skąd się wzięła?) kłóci się z jakimś panem Pawlakiem, który nawet na znak zapytania przy nazwisku nie zasługuje…

Panie, panowie: telewizji publicznej grozi katastrofa. Jeśli nowy rząd się za to sensownie nie weźmie – doprawdy, pozostanie tylko zrzucić na kompleks budynków przy Woronicza jakąś kilotonową bombę atomową i zacząć całą historię od początku.

Szkoda by jednak było. Niektóre budynki są fajne i parking niezły. O ludzi mniejsza.

Advertisements

One thought on “Problem: publiczna

  1. Koniecznie napisz co obiecałeś wyżej.
    Czy „telewizji publicznej grozi katastrofa”?
    To już jest katastrofa.
    I chyba pora skończyć z nazwą „publiczna”.
    Ona nigdy taka nie była, nawet za czasów Szczepańskiego, czy 11 dniowej prezesury Romaszewskiego (a tak, pamiętam).
    Każdy kto próbował antagonizować 1 i 2 był prostym kretynem.
    Ja programem „Spektrum” właśnie w TV2 zarobiłem „Złoty Ekran” i to nie był program rozrywkowy.
    Fakt, czasy były inne, ze szkół wychodzili trochę mądrzejsi ludzie.
    Już nie ma prostej recepty na TVP.
    Chyba trzeba zbombić i zaorać.
    Tylko co zrobić z tym wybitnym dziełem arch. Czesława Bieleckiego na rogu ulic Woronicza i Samochodowej?

Możliwość komentowania jest wyłączona.