Brawo ta ekipa!

Jak na mnie – ewenement. Mniej więcej od lat siedemdziesiątych w zasadzie nie oglądam seriali, a tu -bęc. Siedzę jak przymurowany. No, obejrzałem niegdyś kilka odcinków „Dynastii” (bo to była światowa sensacja przecież); nie ukrywam też, że byłem fanem porucznika Kojaka i „Świętego”, ale to było jeszcze dawniej. Dość lubiłem dawniejsze seriale polskie: „Daleko od szosy”, świetny „Dom”, doskonałych „Dyrektorów”, „Czarne chmury”… Oczywiście, „Stawkę”. Ale po tzw. transformacji i opanowaniu całego świata seriali przez Ilonę Łebkowską dałem sobie spokój. Te „M jak miłość”, „Plebanie”, „Klany”… Tego się nie da oglądać. I oto – jest. Serial – dla mnie, oczywiście – absolutnie genialny, na miarę „Waszyngtonu za zamkniętymi drzwiami”. „Ekipa„, czyli dzieło trzech spokrewnionych dziewcząt.

Powiecie – jeśli oglądacie  – że polityczna bajeczka. Tak, oczywiście. Politycy tacy szlachetni i uczciwi nie bywają. Ale jak pysznie opowiedziana to historia i jak zgrabnie zagrana! Agnieszka Holland, Magdalena Łazarkiewicz i Kasia Adamik oraz dwaj mało dotychczas znani scenarzyści  zasługują na gromkie brawa. Tylko dlaczego nadaje to „Polsat”, przerywając w dodatku reklamami (na szczęście można kupić kolejne odcinki z „Gazetą Wyborczą”, więc mam ich całkiem  z tyłu…)?

Wiem; pytanie retoryczne. Ten serial z racji swojego idealizmu politycznego był dla Publicznej nie do przyjęcia; zbyt duży byłby rozziew między jego treścią, a pisowską rzeczywistością. Choć można by zauważyć, że jest to rozrywka wręcz misyjna… Ale misja dla dzisiejszych władców Publicznej to przecież tylko słowo-wytrych.
Ale cieszy, że powstał. Tylko obawiam się,że nie będzie ciągu dalszego: to nie jest rozrywka dla kretynów. Już przeniesiono emisję na poźniejsze godziny…

Ech, głupi ten naród boleśnie.

Advertisements

6 myśli na temat “Brawo ta ekipa!

  1. @ Autor:

    Nie napisałam, że ten serial jest ledwo dostateczny, tylko że mnie nie porwał. I z tego ma wynikać jedynie to, że nie dziwię się, że nie porywa też innych, m.in. widowni Losta, Desperate Housewives czy świetnego IT Crowd, na którą składa się również inteligentna część naszego społeczeństwa. Na moje: ledwo dostatecznie to ledwo dostatecznie, bardzo dobrze to bardzo dobrze, a nie porywa to nie porywa. Dla telewizji nie zamierzam stosować ulgowej kwalifikacji, usprawiedliwiając ją tym, że jest szmatława z definicji, wobec czego należą się oklaski za wszystko co szmatławe nie jest, bo mimo wszystko mam wobec tego medium pewne oczekiwania, które spełnić jest w stanie (np. niezapomniane Twin Peaks albo Alternatywy 4).

  2. >>Evo Mario! Po pierwsze, czuję do pani wyraźną sympatię, więc proszę tego, co napiszę, nie potraktować jako atak. Pani podejście jest jednak wyraźnie myśleniem typu bardzo dobrze to ledwo dostatecznie, podczas gdy w odniesieniu do telewizji należałoby raczej – jak mniemam – stosować regułę dostatecznie to już bardzo dobrze; ta pierwsza reguła jest – co doradzam – właściwa raczej przy wyborze partnera życiowego. A poza tym: gdyby Trzy Panie wystrzelały wszystkie pomysły w pierwszych 10 odcinkach, to czym by zaprażyły w ewentualnych następnych 100? Pewno, że „Wszyscy ludzie prezydenta” to nie jest; ale da się oglądać bez uśnięcia i obrazy dla mojej inteligencji; a to jest już kolosalnie dużo.

  3. Zastanawia mnie jedynie, jak wielu Polaków oglądając ten serial mówi sobie „Tak, takich polityków nam trzeba”. Obawiam się, że nawet jeśli ta liczba byłaby spora, to i tak niewielu by na takiego premiera zagłosowało…

  4. Też mnie nie porwał. W czwartek przegrywa z „Zagubionymi” na całej lini (chociaż z polskim podkładem serial ogląda się gorzej niż w oryginale). Mam takie wrażenie, że ze wszystkich „ambitnych” seriali made in Poland wieją nudą. To jak Wołoszański zmasakrował w scenariuszu „Tajemnicy Twierdzy szyfrów” swoją powieść woła o pomstę.

  5. A mnie ten serial nie porwał. Po Agnieszce Holland i jej międzynarodowych doświadczeniach spodziewałam się więcej. Było tam dać jakieś dwuznaczności charakterologiczne (np. pan premier to dawny gorliwy wyznawcza czegośtam, który boleśnie wyparł się swej wiary i teraz próbuje to naprawić albo pan były premier to tak naprawdę przebiegły władca lalek, który od początku wszystko planował), jakiś motyw tajemniczego morderstwa, jakieś drobne wątki odcinek po odcinku zlewające się w spójną i nietypową całość, jakąś silną i wyrazistą kobiecą postać (nie, ta grana przez Herman niestety również nie wychodzi poza stereotyp inteligentnej klakierki mężczyzn) i już miałaby soczyste political fiction, którym spokojnie odbiłaby widownię Zaginionym. Nabieram przekonania, że w polskiej telewizji publicznej i prywatnej pewne rzeczy i za 100 lat nie przejdą. Ale żebym nie podpadła przypadkiem pod definicję idioten-widowni, Klano-podobnych nie jestem nawet w stanie oglądać dłużej niż 10 minut :> i gdybym miała wybierać na co marnować czas przed TV, oczywiście wybrałabym Ekipę.

Możliwość komentowania jest wyłączona.