Zagadka

Oto opis casusu: pan X napisał dla wydawnictwa Y książkę. Książka się dobrze sprzedała, były dochody. Rzecz jasna, część z tych pieniędzy trafiła do pana X jako honorarium. Pozostałe poszły – znów w części – na pokrycie kosztów redakcji i produkcji książki oraz jej dystrybucji (pracują przy takich zadaniach ludzie, którym należy się za to zapłata, trzeba też kupić papier, zapłacić drukarni itp.). Ale jeszcze zostały jakieś pieniądze, całkiem znaczne; i te pieniądze wydawnictwo przeznaczyło na cel charytatywny. Czy ktokolwiek z Was uzna tę sytuację za naganną – lub choćby wątpliwą – moralnie? Chyba – nie. Chyba każdy zdrów na umyśle powie: brawo, panie X. Brawo, wydawco.

No to uzupełnijmy opis. Czy zmienia naszą ocenę fakt, że pan X miał także dochody z innych źródeł? Z pewnością – nie; większość pisarzy nie żyje z pióra, tylko ma jakieś etaty albo firmy. Normalne.

No to dołóżmy jeszcze taką informację: pan X był założycielem tego wydawnictwa i miał w nim niemało do powiedzenia; czy to cokolwiek zmienia? Też chyba nie: w końcu, to dzięki panu X, jego pomysłowi i talentom, zarobili pracownicy, hurtownia, drukarnia – a i na cel charytatywny sporo poszło; w ogóle nie wyobrażam sobie, żeby tu był jakikolwiek problem etyczno-moralny (bo z absolutną pewnością nie prawny).

No, ale pisdzielcy rozumują inaczej. Pan X to ma być Donald Tusk, wydawnictwem jest zaś założona przez niego jakaś fundacja charytatywna, która przekazała pieniądze biednym dzieciom. Pisdzielcy – konkretnie zaś posłanka Podszczypińska, czy jak się tam ta tleniona blondyna ze skrzywioną buzią nazywa, oraz ten wąsaty dzieciorób z prowincji, nazwiskiem chyba Pludry – rozdarli szaty: Tusk powinien nie brać honorarium bo – imaginujcie sobie – ma pensję poselską! Skandal!
Nie oburzyli się zaś – co dziwne i niekonsekwentne – ani na grafika, który książkę projektował, ani na drukarnię…

Ręce i piersi opadają. Myślę, że specjalnie na dzisiejszą konferencję prasową w tej sprawie wysłano właśnie tę dwójkę: proste to, mało wykształcone, to i zadanko „demaskacyjne” bez specjalnego myślenia odrobili; topornie, bo topornie, ale z zapałem. Każdy, kto kiedykolwiek w życiu coś napisał, skomponował, albo stworzył – musiałby się wygadując te brednie zarumienić ze wstydu. Ci byli twórczo i intelektualnie samą świeżością, więc dali się ustawić jakiemuś spin doktorowi.

Jedynym efektem tej żenującej imprezy jest to, że wyprowadzono nas z błędnego wyobrażenia, że swoisty ekshibicjonizm – czyli np. pokazywanie gołej dupy – uprawia się w pojedynkę; okazuje się, że parami też można. Zawsze coś.

Kilkoro z was pytało, czemu dość długo milczę; przecież kampania wyborcza. A o czym tu mówić? To nie żadna kampania, to cyrkowe zawody w pluciu na dystans. Zajmowanie się tym zjawiskiem jest w gruncie rzeczy poniżej godności inteligenta; ale czasem cholera mnie bierze, i jak bym się odwinął…

PS. Jeśli myślicie, że powyższy zapis jest dowodem mojej sympatii do Tuska, to wyjaśniam: jesteście w błędzie. To polityk – moim zdaniem – bardzo średni. Nie wybaczę temu facetowi, że mogąc doprowadzić do konstruktywnego wotum nieufności i raz na zawsze usunąć kaczki z naszego bajora – nie zrobił tego. Ciężko za to w przyszłym parlamencie zapłaci; jego sprawa, ale i ten kraj poniesie konsekwencje. Czepialskich informuję, że słów ten kraj użyłem z pełnym rozmysłem.

Reklamy

14 uwag do wpisu “Zagadka

  1. >>A. W. Chyba i jedno i drugie właśnie (może zresztą jestem stary matoł, ale nie kumam jakoś subtelnej różnicy znaczeniowej między jednym a drugim wypowiedzeniem; domyślam się, że ma tam być jakaś cienka drwina, ale – jeśli tak – proszę jaśniej…).
    Przed laty uczono mnie, że filantropia to wredne oszukiwanie proletariatu przez krwiopijców-wyzyskiwaczy; wykułem to na pamięć, bo bym PML-u nie zdał (Podstaw Marksizmu-Leninizmu…) i nie przeszedł na drugi rok studiów… matematycznych, ale tak samo nic z tego wtedy nie rozumiałem, jak dziś z tej całej afery wokół DT. Jakoś inaczej mi, cholera, mózg pracuje niż populistom każdej barwy, w tym tych w sukienkach szytych w Toruniu? A może to już mi się Alzheimer kłania? Tylko ten PML to był pół wieku temu i jakoś przez te 50 lat mentalnie przekuśtykałem…

    Lubię to

  2. >>AW: Jest pan faktycznie naiwny (lub takiego skutecznie imituje…). Założenie fundacji nie jest na ogół działaniem nowego uosobienia św. Franciszka, tylko (dość szlachetnym) legalnym sposobem na pomnożenie własnego majątku (w czym – bowiem jeśli się nie mylę, wybraliśmy kapitalizm – nie ma chyba niczego złego?). Mianowicie robi się z grubsza tak: zamiast pakować własne miliony do banku i żyć z odsetek – wkłada się je w fundację; której celem (przykład) jest zwiększenie pensji pielęgniarek o 10 zł miesięcznie. Fundacja rozpoczyna dowolną działalność gospodarczą (np. hodowlę pieczarek, szycie spodni, wydawanie książek; przy okazji uwaga: nie ma działalności gospodarczej, która nie generuje kosztów – trzeba płacić obsłudze pieczarkarni, krawcom, autorom i drukarni…) i ma z tego dochody. Przy okazji w koszty fundacji idzie pensja prezesa – może być nim fundator – w wysokości np. 100 000 zł miesięcznie, jego służbowy mercedes, dwie szparki-sekretarki, ochrona osobista i koszty utrzymania willi). Cel fundacji – załóżmy – zostaje osiągnięty: pielęgniarki mają 10 zł/mies. więcej. Czy to źle? Czy fundatorowi można stawiać jakikolwiek zarzut? Taki jest kapitalizm! Coś mi się zdaje – drogi A. W. – że jest Pan mocno korzeniami wrośnięty w PRL; już widzę na Pańskiej bramie to stare hasło PRYWACIARZOM (przepraszam: dziś się mówi OLIGARCHOM…) STOP!. I proszę zwrócić uwagę: gdyby fundator nie pławił się w tych luksusach, to biedne pielęgniarki miałyby gucio, a nie 120 zł rocznie; prawda? To czy jego czyn jest niemoralny?
    Zapewniam Pana, że w takim właśnie systemie działa jakieś 95% fundacji. Co więcej, wiele znakomitych uniwersytetów amerykańskich powstało właśnie dzięki takiemu mechanizmowi (wzmocnionemu w USA odpisami podatkowymi za działalność na cele charytatywne lub społeczne). I czy to źle, że ludzie się dziś zabijają, by studiować np. w Stanford? A przecież fundator tej uczelni wcale nie rozdział się do goła rozdając swoje dobra, tylko na tym ciężko zarobił. Ponawiam więc pytanie: i to ma być źle?

    Lubię to

  3. Od lat wpłacam 1% z podatku na Owsiaka, bo to najlepiej zainwestowane pieniądze z moich podatków i jedyne, nad którymi mam władzę kierowania ich tam, gdzie chcę!

    uważa Pan,
    że przez to jest Pan lepszy od drobiu?

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.