Wojna „Rzepy” z „Gazetą”

Rzadko teraz czytuję „Rzepę”; kiedyś zresztą czytywałem ją też bez zapamiętania, w sobotę – bo był felieton Bratkowskiego, Tym, no i przede wszystkim od czasu do czasu „Smecz”, czyli esej Tomasza Jastruna, którego soczysty styl, ponurawy nastrój i poglądy były bardzo bliskie moim upodobaniom. To było za czasów Gaudena; gdy nastał arcykatolicki Lisiecki, moi ulubieni autorzy wyemigrowali i „Rzepa” stała się nie do czytania: Wildstein, Lichocka, Semka, Zdort, Ziemkiewicz i Janke to zbyt duża dawka jadu nawet – sądzę – dla zgniłego liberała, a co dopiero dla mnie, przy którym ów zgniły liberał jest uosobieniem anioła…

No, dobra: jad – jadem, ale dlaczego oni bez przerwy i przede wszystkim wzięli na celownik „Wyborczą”? Czasami jednak biorę „Rzepę” do ręki (jak już wszystko drukowane w promieniu 50 metrów wyczytam), kartkuję te pięć czy sześć wściekłych ataków na „Wyborczą” – tyle jest średnio w każdym numerze – i z najwyższym zdumieniem widzę, że to ponure towarzystwo zachowuje się dokładnie tak, jak bolszewicy pod kierunkiem Józefa Wissarionowicza. Jak wiadomo, dla JW I jego ferajny najgorszym wrogiem byli nie ci, którzy byli w sensie poglądów najdalej, ale ci, do których było im stosunkowo blisko. Białogwardiejec był oczywiście przeciwnikiem, ostro zwalczanym – ale też otoczonym czymś w rodzaju wrogiego szacunku; mieńszewik albo „eser” – czyli wyznawca ideologii dość zbliżonej – robił za diabła wcielonego, godnego tylko pogardy i celnego strzału w potylicę. Tak i dla „Rzepy”: nie „Nie” jest obiektem najstraszliwszej agresji i nie „Trybuna”, ale właśnie „Wyborcza”. Bo konkuruje? Bo odwołuje się do zbliżonego czytelnika? Bo może przechwycić niezdecydowanych? Bo sami wypadają tak fatalnie na tle tej doskonale robionej gazety i cholera ich z zawiści skręca?

Ciekawi mnie wasze zdanie. Chciałbym to jakoś zracjonalizować – a sam wyraźnie nie daję rady.

Reklamy

8 uwag do wpisu “Wojna „Rzepy” z „Gazetą”

  1. @Marianka:
    Ciekawe tylko, czy to obrzucanie błotem przeszło z polityki do publicystyki, czy może odwrotnie? A może wcale nie musiało przechodzić, bo to po prostu w ludziach zawsze siedziało?

    Lubię to

  2. Może po prostu najczęściej właśnie „Wyborczą” czytają? Poza tym niektórzy, a z pewnością jeden z moich ulubionych autorów, Ziemkiewicz, mieli z Wyborczą przejścia, przez co może są bardziej alergicznie nastawieni. Poza tym, gdybym spomiędzy „Nie” i „Wyborczej” miał wybrać pozycję bardziej wpływową, opiniotwórczą, ważniejszą, postawiłbym na „Wyborczą”.
    No i nie wiem, o jaki jad chodzi. Wprawdzie rzadko akurat „Rzepę” czytuję (z tego też powodu nie liczyłem, ile średnio „ataków” na „Wyborczą” ona generuje), ale od czasu do czasu jakiś tekst mi sie zdarzy. I jeśli już dotyczy „Gazety”, to raczej mamy do czynienia z rzeczową krytyką, w każdym razie nie wykraczającą poziomem ponad to, co znaleźć można i w „Wyborczej”.

    Lubię to

  3. Panie Bogdanie – to jest coś na kształt oblężonej twierdzy. Takie silne pisanie pod profil gazety, nadany jej przez Lisickiego. Czasami, podobnie zresztą jak w „Dzienniku” mam wrażenie, że są ono oddelegowani. Jak czasami wychodzą poza komentarz polityczny – jak dziś na przykład Semka – to okazuje się, że są to warsztatowo i mentalnie nieźli dziennikarze.

    Myślę – że gdyby zaczęli myśleć o czytelniku i społeczeńsywie – a nie o misji politycznej – to byłaby to inna gazeta. No – Wildstein i Lichocka – przypadki nie do uratowania. Pierwszy to hunwejbin – druga – po prostu idiotka…

    Lubię to

  4. Oni mają Wyborczą za coś w rodzaju prasowej loży masońskiej, która, ciągnąc za ukryte sznurki, dyryguje życiem w tym kraju. Taki rodzaj manii prześladowczej.

    Lubię to

  5. Trochę nie na temat: Bardzo żałuję że „Smecz” przeniósł się do Newsweeka. Z drugiej strony Rzeczpospolitą warto kupować teraz co miesiąc tylko z uwagi na „Rzecz o książkach”.

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.