Słowo Pani Ireny

Od czasu, jak odnalazłem w Sieci – a potem osobiście – Irenę Dziedzic, jestem stałym czytelnikiem Jej mądrego blogu. Tym leniwcom, którzy – mimo zachęty z mojej strony – tam nie zajrzeli, powiadam: żałujcie, choć „miłych” tekstów tam raczej nie ma. Oto przedruk Jej ostatniego felietonu; czytajcie i uczcie się. Użycia języka, tworzenia zdania, budowania zaskakującej konstrukcji, która prowadzi do całkiem niespodziewanego zakończenia i jadowitej puenty. Kapelusze z głów, panie i panowie; głos ma wielka dziennikarka.

Wszyscy wiemy i uznaliśmy za słuszne, że na prowadzenie samochodu trzeba mieć pozwolenie. Mimo to coraz więcej ludzi zabija się w samochodach, a co gorsza zabija innych. Może zezwolenia, które obowiązują to za mało, może przydałaby się wiedza nie tylko o tym, co samochód ma w środku i jak działa silnik, ale co ma w środku jego właściciel? Jak działa jego charakter, temperament, osobowość, czy „wkurza” go każdy tańszy samochód, który go wyprzedzi? Czy wzbudza jego agresję każda „baba” za kierownicą? Czy pomaga mu w ułańskiej fantazji ćwierć litra alkoholu „w wydychanym powietrzu”? Znają Państwo zwrot bardziej sztampowy? A bardziej precyzyjnie ćwiartka w mózgu? Czy uczono go kiedyś ustępowania miejsca, innymi słowy, czy słyszał kiedy cokolwiek o grzeczności, a jeszcze inaczej – czy wie, co to są maniery?

Wystarczy wsiąść do miejskiego środka lokomocji w stolicy kraju w środku Europy, aby przekonać się, że wszyscy siedzący tam mężczyźni, młodzi chłopcy, nielaty, nigdy o tym nie słyszeli. Proszę się przyjrzeć w publicznych lokalach, kawiarniach, restauracjach, ilu mężczyzn wstaje, gdy podchodzi kobieta? (Niemcy wymyślili nazwę „Tischdame”) Ilu podaje jej krzesło? Żaden.

Czy mam dodawać, że maniery nie są zależne od demokracji lub jej braku?

Oględnie mówiąc, na miasta i także na stolicę spadła patriarchalna kultura wiejska, a ona tak traktuje kobiety. Kto zaprzeczy, że ta ilość już przeszła nam w jakość?

Na jazdę rowerem też trzeba mieć rowerową kartę, czy tak? Ale już nikt nie kontroluje szaleńczych gonitw i slalomów między przechodniami na chodnikach.

Na płodzenie dzieci

nie trzeba mieć niczego!

Wprost przeciwnie, każdemu wolno. Psychopacie, idiocie, kretynowi, zboczeńcowi, alkoholiczce. Potem społeczeństwo ma się składać na wyżywienie, na naukę, na leczenie, na genetyczne wady, bo jeśli nie zagłodzi to porzuci, jeśli nie porzuci to zatłucze, bo płacz będzie mu przeszkadzał, albo w piciu, albo w pijackim śnie, albo w masakrowaniu kobiety. Wolno dzieci mieć kobietom, o których wiadomo, że zapomną o nich natychmiast po urodzeniu, albo wyrzucą na śmietnik, bo dziecko przeszkadza. I znów – wielkie narodowe dyskusje, czy „bidule”, a tam też patologia, czy rodziny zastępcze, na które znów musi się składać społeczeństwo.

Ale nie ma dyskusji, jakie życie mają te biedactwa od pierwszego oddechu, jakie dzieciństwo. Wystarczy poobserwować na ulicy, jak rozwścieczone matki wrzeszczą na te nieszczęsne maluchy, jak je szarpią, jak te maleństwa się boją…

A my nic, elegancko, nie należy się wtrącać, bo to sprawy rodzinne i prywatne. Nie zabronimy ludziom płodzić i rodzić, bo prawa człowieka i w ogóle, jesteśmy europejscy, humanitarni i światowi, a dzieci ma być jak najwięcej, bo… demografia i należy mieć kraj „liczący się ludnościowo”.

Wybory? Nawet co rok!

Jeśli nasi wybrańcy ze sobą się nie dogadają w sprawie podziału, kolejności w likwidacji wszystkiego co zastaną, grup społecznych, praw zawodowych i pracowniczych, rozdziału przywilejów, a szczególnie w eliminowaniu z życia publicznego i społecznego tych, którzy od razu nie pospieszą z hołdem i usługami. Jeśli czystki pokoleniowe będą dla nich najważniejsze, a co najciekawsze – podobnie jak poprzednicy też zostaną uwiedzeni i ulegną nieodpartym wdziękom służb,

mamy to z głowy, niezależnie

od tego ile miałoby to kosztować

 

i ile jeszcze setek tysięcy Polaków

 

wyniesie się z kraju.

Młodzi tego zapewne nie pamiętają, jeśli kiedykolwiek wiedzieli, że Winston Churchill, wybitny polityk, wybitna postać Wielkiej Brytanii i całego wolnego świata, człowiek, który obiecał Anglikom „krew, pot i łzy”, ale przeprowadził ich przez najstraszniejszą z wojen, uratował kraj i państwo, natychmiast po jej zakończeniu usłyszał: „Panu już dziękujemy, Sir”.

Udręczeni, wychodzący z wojennego szoku, liczący straty i leczący rany Anglicy, mieli na tyle przytomności, żeby dojść do wniosku, że

geniusz, który wygrywa wojny,

 

nie będzie tak samo zdolny do wygrywania pokoju.

 

Że wojownicy to nie są budowniczowie,

 

choćby najpiękniej mówili o tym, co zrobią.


Nie dodając, że jeśli będą potrafili. Charaktery nie te, środki nie te, sposoby nie te, i nie tacy podkomendni, którzy ślepo wykonują rozkazy, tylko lojalni i kompetentni współpracownicy. Nie dlatego lojalni, że zdarzył im się jedyny moment: takie stanowiska, takie pieniądze, takie znaczenie i taka władza nad ludźmi, których w życiu by nie doświadczyli, bo właśnie nie te kompetencje.

Nie dlatego używa się określenia sztuka rządzenia, że ktoś kiedyś wymyślił błyskotliwe powiedzenie, tylko dlatego, że to jedna ze sztuk najtrudniejszych, której trzeba się uczyć zanim przystąpi się do szkodzenia, głównie za pośrednictwem cech własnego charakteru.

Charakteropatia to głównie geny i wychowanie. Może to się leczy? A może kandydatom do rządzenia potrzebne są portrety psychologiczne. A naród, jeśli będzie je znał podczas wyborów, nie będzie mu potem wolno narzekać.

To chyba nie jest tajemnica, że ta powtórka będzie kosztowała?

Rzeczpospolita zapłaci. I tylko tyle, że emerytury będą relatywnie coraz niższe, a jedzenie coraz droższe. Leczenia – nie będzie wcale. Za to hasła wyborcze będą brzmiały:

„Nigdy nie było wam tak dobrze”

Już brzmią.

Reklamy

5 uwag do wpisu “Słowo Pani Ireny

  1. pamiętam jej doskonały cykl SOCJALIZM TAK ALE JAKI 🙂

    teraz nie ma takiego dziennikarstwa (na szczęście)

    Lubię to

  2. no tak, warsztat bez zarzutu, ale mnie oczywiście brakuje konstruktywności, bo rozgorzyczeni jesteśmy wszyscy, ale to nie metoda na znaleziebnie sensownego rozwiązania. To nie tak miało być…
    Niestety do społeczeństwa jako grupy statystycznej inteligenckie przemowy słabo docierają, a na wyborach przeważa tzw „przecietny” elektorat, gdyż sfustrowana inetligencja albo niknie w tłumie albo – zrezygnowana – wybiera intelektualne emigracje, a to nie tak…

    Lubię to

  3. Ło pieronie, kto w tym kraju jeszcze NIE ma bloga??

    Dobrze, że zdążyłem swój założyć, zawsze się spóźniam z tymi nowościami. Komórkę też miałem jako jeden z ostatnich…

    Jakoś pustawo na jej blogu. Nikt nie komentuje? Nikt nie pamięta?…

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.