Casus Kaczmarek: uwaga na marginesie

Pan premier był łaskaw dostarczyć mediom kolejny news na pierwsze kolumny: zdymisjonował ni z gruchy, ni z pietruchy swojego ulubionego ministra spraw wewnętrznych. Recz prosta, wywołało to absolutny popłoch w redakcjach, boć przecież nikt się tego nie spodziewał w najmniejszym stopniu. Na gwałt więc ściągano komentatorów, którzy na ogół mówili „to, co Państwo widzą”, czyli nic nowego. W gruncie rzeczy – nie potrafili w żaden sposób wyjaśnić sytuacji. Rzecz prosta, i ja się tego nie podejmę, choć czasu trochę upłynęło. Ale mam dwie rady dla szefów zespołów dziennikarskich…


Pierwsza jest taka: w szufladzie trzeba mieć dokumentację i dossier na każdą sytuację, także najzupełniej nieprawdopodobną. Profesjonalna redakcja musi mieć nie tylko gotowe nekrologi i teksty wspomnieniowe oraz życiorysy wszystkich co bardziej prominentnych osób i w ogóle rozmaitych celebrities, ale także wzorce postępowania i komentarzy na każdą okoliczność polityczną, włącznie z nagłym publicznym atakiem paranoi biskupa Rzymu. Trzeba siąść na kolegium, przewidzieć to wszystko (przy okazji: może być niezła zabawa!), przygotować odpowiednie dokumenty i instrukcje – i do szafy pancernej z nimi! W razie czego – „sygnał alfa jeden” i lecimy, każdy wie co robić. W szczególności osobowość Naszego Umiłowanego Premiera i jego otoczenia politycznego jest tego rodzaju, że trzeba nieźle uruchomić w takiej sytuacji wyobraźnię.
Druga sprawa: redakcje koniecznie powinny mieć do dyspozycji różnych fachowców; nie od pokazywania ich na wizji czy pisania przez nich tekstów, ale od wyjaśniania dziennikarzom różnych zawiłości. Okazuje się otóż, że podobno w wypadku akcji specjalnych minister spraw wewnętrznych może być o nich informowany zgodnie z prawem… wyłącznie po ich zakończeniu, nie zaś przed; w odróżnieniu bowiem od Prokuratora Generalnego (który jest szefem służbowym wszystkich prokuratorów) nie jest on przełożonym policji, CBA i tak dalej (podobno w Naszym Ukochanym Kraju jest w sumie… kilkanaście tego rodzaju służb!); on je tylko nadzoruje administracyjnie, nie dowodzi nimi. Jeśli zaś tak, to skoro Kaczmarek wiedział o akcji antylepperowskiej w ministerstwie rolnictwa, to miał tę wiedzę… nielegalnie. Udzielić jej mógł mu szef CBA, Prokuratror Generalny albo premier – a wówczas i oni muszą odpowiadać za naruszenie tajemnicy…
Wyjaśniam: taką interpretację przepisów dziś usłyszałem przez radio. Nie wiem, czy jest ona poprawna – a właśnie bardzo chciałbym wiedzieć i usłyszeć to nie od publicysty, któremu „wydaje się, że to niemożliwe”, ani od kogoś, kto czuje się tym poglądem „absolutnie przekonany”, lecz od fachowca – prawnika. Najlepiej z tytułem profesorskim; a to by się chyba dało załatwić, koledzy Naczelni, hę?

Advertisements

6 myśli na temat “Casus Kaczmarek: uwaga na marginesie

  1. Tylko tu znalazłem miejsce do takiej publikacji:
    cytat /…/redakcje koniecznie powinny mieć do dyspozycji różnych fachowców; nie od pokazywania ich na wizji czy pisania przez nich tekstów, ale od wyjaśniania dziennikarzom różnych zawiłości./…/
    Komentarz: Powinny, bowiem matołectwo dzisiejszych dziennikarzy jest „oczywiste i porażające”.
    Za przykład wezmę słynny dyktafon Ziobry. W sieci bez trudu można znaleźć jego zdjęcia. Charakterystyczne 2 mikrofony ponad wyświetlaczem LCD pozwalają na identyfikację sprzętu. Tak, to „Dyktafon ICD-MX20” wg strony:
    http://www.nokaut.pl/dyktafony/dyktafon-sony-icd-mx20.html?gclid=COPQqJHg-o0CFRuGZwodpytkrw.
    I teraz pytanie, którego nie zadał żaden z matołków: na jakich nośnikach można zapisać tu dźwięk? I dodatkowo: co pozostawił pierwszego dnia w prokuraturze Ziobro? Dlaczego dostarczył dyktafon dopiero drugiego dnia? To bardzo ciekawe…
    Na prosty chłopski rozum: dowód powinien zostać złożony w całości (kompletny) tzn. kompletny dyktafon wraz z nośnikiem pamięci, ewentualnym oprogramowaniem i źródłem zasilania.
    Z nerwowych wyjaśnień Ziobry można wysnuć wniosek, że w prokuraturze pierwszego dnia zgrano z dyktafonu tylko plik typu mp3. Nie zabezpieczono nośnika.
    Dlaczego?
    Dalej już nie powiem nic, chyba zrobię z tego jakiś artykulas, ale już za pieniądze.
    /tp/

  2. Mam wrażenie, że i fachowcy z dowolnymi tytułami mogliby głosić różne opinie… Zgodzę się natomiast z twierdzeniem, że brakuje trochę merytorycznego wsparcia dla dziennikarzy i łatwo to zauważyć, gdy trafi się na artykuł z własnej dziedziny…

  3. a to się porobiło…
    Rzeczywiście dla redakcji – kłopot. Uzupełniając to, co powyżej napisała OSOBA Makowski- dodam: materiał dla prasy najpewniej napisać własnoręcznie, później sprawdzić czy pan/-i redaktor dobrze zrozumiał i czegoś nie pokręcił. Oczywiście piszę o „szarzyźnie” dziennikowej czyli codziennosci. Na komentowanie rzeczywistości mało kogo w redakcjach lokalnych stać

  4. no to polecam np. 2 ostatnie wpisy w „5 Władzy”. albo „pana Verto” (blog: manobuso) + dyskusję.
    (linki łatwo znaleźć; nie daję, bo wordpress wyrzuca jak za dużo..;-)
    Duże Media — się kończa; a bo zatrudniają Konformistycznych małolatów po studiach „marketingowych” lub nawet bez… lalusiowatych, nawszystkozgodnych (i Wygodnych!)
    służbistów w garniturkach; a nie — OSOBY…
    przyszłość — jak w XIX wieku — to Dziennikarstwo obywatelskie.
    jego najlepsze; oczywiście tylko.
    wierzchołek Góry (= poglądów).

  5. Zgadzam się. Mi też brakuje fachowego tłumaczenia zawiłości proceduralnych, które grają w tych kwestiach ogromna rolę! Publicyści niech domyślają się, a fachowcy niech Nam to tłumaczą.

Możliwość komentowania jest wyłączona.