Gwiazda gwiazd

Od dawna byłem ciekaw, co się z Nią dzieje. Znałem Ją osobiście, ale nieco z oddali – kilkanaście razy w życiu zamieniliśmy ze sobą kilka sympatycznych zdań, i to wszystko. Co nie znaczy, że nie byłem jej cichym i platonicznym wielbicielem, bowiem była to i jest gwiazda telewizyjna wszech czasów, w każdym razie w Polsce. Gdy przed laty przestałem pracować w TVP, nasz kontakt stał się jeszcze bardziej sporadyczny: kilka razy spotkaliśmy się „na mieście” i wspólnie ponarzekaliśmy na rzeczywistość. Doprawdy: z ogromnym wzruszeniem znalazłem Ją w Internecie…

Kto nie wie jeszcze o kim mówię: niech się wstydzi. Nie wolno nie znać tego nazwiska, jeśli ktoś się interesuje mediami. Piszę bowiem o Irenie Dziedzic, twórczyni pierwszego w dziejach polskiej telewizji legendarnego talk-show „Tele-echo”.

Kilka słów o tym, co charakteryzowało Panią Irenę najpełniej: o profesjonalizmie. Była tytanem pracy i uwielbianą szefową swojego niemal równie jak Ona legendarnego szefa produkcji, Kazia Kluska; ich wymagania techniczno-produkcyjne (nie było mocnego, który by ośmielił się ich nie spełnić!) były legendarne, a Paniirenowy jęzor niewyparzony przy – co paradoksalne, ale prawdziwe – nienagannych manierach. Jej polszczyzna była absolutnie perfekcyjna, sposób bycia godny i bezbłędny (no, z dokładnością do obyczaju telewizyjnego, gdzie od czasu do czasu op… personelu „po matuszkie” jest niezbędne i naturalne…), erudycja kolosalna. Miała przy tym całą furę kobiecego wdzięku i zupełnie niesłychaną urodę: przy 50-letniej Irenie mogły się schować do kąta najseksowniejsze dwudziestolatki.

Rzecz jasna, krążyły o niej niesłychane ploty. O jej burzliwych ponoć związkach z mężczyznami „z najwyższej półki”; o jej niebywałej bezczelności w stosunkach z władzami, dla których nie miała najmniejszego respektu, a jednocześnie potrafiła „nie wylecieć na minie” (to Jej własne określenie z jednej z rozmów z pewnym dostojnikiem: powiedziawszy na antenie coś wysoce „niepolitycznego” przyszła ponoć do niego z legitymacją służbową i powiedziała właśnie „wyleciałam na minie, do widzenia”, na co ów dostojnik zaczął… całować ją po rękach i przepraszać, że ktoś ośmielił się Gwieździe zwrócić uwagę…); o jej niebywałych zarobkach…

W tej ostatniej kwestii mam akurat coś do powiedzenia: analizowałem przed laty na polecenie Macieja Szczepańskiego telewizyjne listy płac, więc znam temat dobrze: Irena była rzeczywiście wysoko, zarabiała faktycznie na owe czasy bardzo dobrze, ale do pierwszego miejsca w TVP było Jej jednak dość daleko (nawiasem mówiąc, gdybym wymienił nazwisko osoby to miejsce zajmującej… nikomu by ono nic nie powiedziało; dziś z całą pewnością, a i trzydzieści lat temu też niewielu znało człowieka). Powiedzmy sobie jednak szczerze: owe zarobki były humorystyczne w porównaniu do „kaski” branej dziś przez byle starletkę czy jakiegoś gigolaka.

Jedna z anegdot o Pani Irenie jest absolutnie jednak prawdziwa, a użyty przez Nią zwrot trafił z właściwą jej precyzją w samo sedno: sam usłyszałem, jak powiedziała o pewnym dość wówczas wziętym towarzysko panu, że ma ujemną osobowość; wyjaśniła mi natychmiast, widząc moją absolutnie zdumioną minę – widzi pan, panie Bogdanie – jak on wejdzie do Spatifu, to ma się wrażenie, że ktoś wyszedł. Słowem – on wchodzi, a ludzi w knajpie ubywa.

Zapamiętajcie ten zwrot. Pasuje jak znalazł do bardzo wielu prominentnych postaci naszego dzisiejszego życia publicznego.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Gwiazda gwiazd

  1. He, he, he,…
    A mnie Pani Irena egzaminowała…
    Zdawałem na kartę ekranową (Redakcja Językowa TV 23.07.1987) – mam ją przed sobą.
    Zdawała wtedy też młodziutka Grażyna Torbicka.
    No cóz, zdałem.

    Polubienie

  2. trafne anegdota, ogólnie język debaty publicznej spadł na psy, właściwie go nie ma i to jest przykre

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.