Bertold Kittel wywołuje skandal

Bertold Kittel – znany dziennikarz śledczy „Rzepy” – opublikował w forum internetowym Goldenline.pl niesłychany zupełnie tekst, który niniejszym dedykuję wszystkim chwalcom odzyskanej pod kierunkiem red. P. Licieckiego przez PiS gazety. W tym tekście bezlitośnie i z żarliwym gniewem opisuje stosunki środowiska dziennikarzy śledczych – tak jednak, że nikt nie ma wątpliwości o jaką gazetę chodzi. Zresztą – poczytajcie sami; wytłuszczenia w tekście są moje…

Jak prawie co dzień ostatnio jechałem kilkaset kilometrów, skądś, dokądś, to nieważne. Miałem trochę czasu na przemyślenia, cały weekend tak naprawdę, ale za kółkiem sobie wszystko poukładałem.

Przypomniałem sobie czasy, bardzo odległe, kiedy przyszedłem do „Rzepy”. To dla tych, którzy nie wiedzą, było w ubiegłym wieku, konkretnie w dekadzie dziewiątej, w drugiej połowie dziewiątej dekady. Czyli dawno, tak dawno, że można zapomnieć. Ściągnęła mnie tam Anka Marszałek, ja kontestowałem w „Życiu” Wołka, ona podpowiedziała, że mogę zastąpić Kasprowa, co było nadużyciem pewnie, bo Kasprów był brandem, a ja nie, ale co tam.

Zrobiliśmy masę fajnych rzeczy, jechaliśmy po bandzie na maksa, walczyliśmy z całym światem. Dla mnie „Rzepa” stała się całym światem, tak jak chyba dla wszystkich, którzy się w niej znaleźli.

Potem okazało się, że to, co robimy, to coś bardziej odpowiedzialnego. Ktoś stracił pracę, ktoś podał się do dymisji. Zaczęto mówić, że dziennikarstwo śledcze „Rzepy” jest wzorcem, punktem odniesienia.

Były lepsze i gorsze momenty (Anka, myślę, że tych dobrych było więcej), co cię nie zabije, to cię wzmocni. Zawsze staraliśmy się pozostawać wierni ideałom dziennikarstwa z najwyższej półki: dokładnego sprawdzania, ale walenia z bańki w słusznej sprawie. Robiliśmy to w poczuciu obrony praw najsłabszych: zwykłych ludzi, naszych czytelników. W to wierzyliśmy, nie w cytowalność, nie w dochody z reklam, nie nakład. Nie mówię, że nie popełnialiśmy błędów, ale czasem coś za bardzo chcieliśmy zrobić, bo nie byliśmy zimnymi technokratami. Ale nigdy, nigdy, nigdy nie zrobiliśmy niczego pod dyktando władzy ani kogokolwiek innego.

Dziś pytam siebie, gdzie są nasze ideały? Dlaczego dziennikarstwo stało sie zawodem prostytutki władzy? Dlaczego określenie „dziennikarz śledczy” staje się etykietką pudla warującego na progu sekretariatu ministra, czekającego na ochłap z rządowego biurka? Dlaczego praca w prorządowych mediach dla tak wielu ludzi staje się powodem nie do wstydu, ale do dumy? Dlaczego głównym osiągnięciem dziennikarzy staje się puszczenie w internecie często zmanipulowanej informacji wyłącznie w celu osiągnięcia cytowalności? Dlaczego nie mówimy głośno o wstrzymywaniu materiałów, manipulowaniu, przewalaniu tekstów, o promowaniu uzależnionych miernot? O tym, co czujemy, kiedy mówimy informatorom o ochronie źródeł, o zachowaniu tajemnicy zawodowej w firmie, w której kierownictwo popija aperitify z władzą, a bezpośredni zwierzchnicy płacą raty mafijnym lichwiarzom.

Patrzę na łamanie kręgosłupów świetnych reporterów. W gazetach, w telewizji, w radiu. Dziś każdy ma do zapłacenia hipotekę. Co miesiąc. Więc jak zetną tekst, nie puszczą materiału, to po prostu udaje, że to nic takiego, że im jeszcze pokaże, jak znajdzie robotę. A jak nie może znaleźć, to jest skazany. I idzie chlać z kolegami, narzeka, a potem idzie do roboty, której nienawidzi. To jest ludzkie, tak bardzo ludzkie, jak ludzkie musi być to, co robimy.

Większość z nas marzyła o tym, żeby być dziennikarzem. Ale z czasem zapomnieliśmy, o co tak naprawdę nam chodziło. Idziemy na łatwe kompromisy, dostając za to premie, wyższe limity na komórki, laptopy itp. Naprawdę jesteśmy dobrze opłacanymi marionetkami, które wiedzą, w co grają i się na to godzą.

Dla mnie i dla wielu ludzi „Rzeczpospolita” była czymś o wiele więcej niż ciągiem 14 liter. Była miejscem, gdzie żywe były ideały redaktora Fikusa, potem Łukasiewicza. Była czymś, co stanowiło wzór niezależnego dziennikarstwa i symbol polskiego dziennikarstwa śledczego.


Ktoś kiedyś powiedział, że sława trwa pięć minut. Niesława trwa o wiele dłużej…

Mój komentarz: Właściwie – nic dodać, nic ująć. Kittel powiedział wszystko – i chwała mu za to, bowiem aby to zrobić, trzeba było wielkiej odwagi cywilnej. Myślę, że doprawdy wiele ryzykuje; kto wie, czy nie więcej niż pieniądze i posadę – i  jest to godne najwyższego szacunku. Domyślałem się, że prasa „prorządowa” to szambo lub paranoicy, ale jednak nie sądziłem, że aż takie. O dziennikarzach zwanych „śledczymi” też nie miałem nigdy dobrego zdania – raczej uważałem ich za chłopców na posyłki odnośnych władz; w sumie cieszę się, że dzięki Kittelowi mogę zmienić zdanie i przyznać się w tym względzie do błędu.

Ciekaw jestem dalszego ciągu. W szczególności – czy nadal w mediach będę widywał okraszoną jezuickim uśmieszkiem hipokryty buźkę naczelnego „Rzepy” jako komentatora – czy może jednak jego miejsce zajmie, powiedzmy w „Loży Prasowej” TVN24, Kittel właśnie?

Reklamy

19 uwag do wpisu “Bertold Kittel wywołuje skandal

  1. Pan Ryszard Kapuściński – to teraz jak Jezus, może nie tylko Jezuitom służyć.
    ps. zapewne nie może protestować w sprawie Prawdy…

    Lubię to

  2. W tz. Literaturze gazecie z 1980 roku z Maja, Pan Profesor Prawa napisał artykuł pt „Diabeł i Anioł”.
    Analizując III Rzesze, doszedł do wniosku, że do diabelskich metod zabijania w Oświęcimiu, potrzebna była twarz ministra kultury, który miał zasługi, maniery nienaganne itd.
    Dlatego towarzystwo trzymające władze może być spokojne, ludzie nie uwierzą…
    Ps. Diabła może i nie ma, ale jego wyznawcy, słudzy – to fakt, TO F A K T.

    Lubię to

  3. kittel to fartuch po niemiecku. w sumie prawdziwy charakter bertholda.przewrocic mozna go na kazda strone.

    Lubię to

  4. „Ideałem jest oczywiście całkowita niezależność, lecz życie dalekie jest od ideału. Dziennikarz podlega wielu presjom, by pisał w sposób, w jaki chce pracodawca. Nasz zawód to ciągła walka pomiędzy marzeniami, pragnieniem niezależności a rzeczywistymi sytuacjami, które zmuszają nas do respektowania interesów, poglądów wydawcy. W krajach w których istnieje cenzura, walczy się o to, żeby w możliwie największym stopniu wyrazić to, co się pragnie. W krajach, w których panuje wolność słowa, wolność dziennikarza ograniczają interesy dziennika, dla którego pracuje. W wielu przypadkach dziennikarz, zwłaszcza młody, musi iść na daleko idące kompromisy i uciekać się do wyrafinowanej strategii, żeby uniknąć bezpośredniego starcia. Ale nie zawsze jest to możliwe i z tego właśnie powodu dochodzi do tylu prześladowań. Prześladowania te niewątpliwie różnią się od znanych skądinąd gwałtownych metod – przybierają formę zwolnień, faktycznego odsunięcia na margines życia zawodowego, groźby natury ekonomicznej. Ogólnie rzecz biorąc, jest to zawód, który wymaga ciągłej walki i czujności. (…)”
    Tak wypowiadał się na ten temat Kapuścińskim…nic dodać nic ująć :]

    Lubię to

  5. Wbrew pozorom major Berthold ani tak bardzo nie ryzykował, ani się nie narażał. Słyszałem, że już ma podpisany kontrakt z Agorą, a dzięki temu tekstowi awansował na pierwszą ofiarę 4 RP i znów wskoczył na czołówki gazet i internetowy portali.
    W ostatnim okresie można zaobserwować wzmożoną aktywność WSI, szef Bertholda, gen. Dukaczewski zapowiada komisję śledczą w przyszłym sejmie w sprawie „bezprawnego” rozwiązania jego służb.

    Lubię to

  6. => Olgierd: nie wiem, z którego fragmentu mojej wypowiedzi wnosisz, że pochwalam komunizm? Zauważam jeno, że jeśli największą pochwałą dla IV RP jest stwierdzenie „za komunizmu było jeszcze trochę gorzej”, to ja wolę III RP.

    Lubię to

  7. Tak przy okazji „dziennikarstwa śledczego” Rzepy , to było ono przedmiotem druzgoczącej analizy Sądu Najwyższego

    http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=12599

    „Sąd bardzo poważnie potraktował oskarżenie liczącego się dziennika III RP. Uzasadnienie ostatecznego wyroku ma ponad sto stron.
    Przyznano rację Deszczyńskiemu, gdy twierdził, że wbrew temu, co podnosili w swych publikacjach dziennikarze, artykuł powstał nie w obronie interesu społecznego, lecz na zamówienie MSD – amerykańskiego koncernu farmaceutycznego zabiegającego o umieszczenie na liście leków refundowanych swojego specyfiku. Dyrektor tej firmy, Atle Flo, zwrócił się do prasy z zamiarem doprowadzenia do pomyślnych dla niego rozwiązań, dziennikarze zaś spełnili te oczekiwania.”

    Lubię to

  8. => Oliveira: rozumiem, że do Ciebie nie dociera, że akurat gorszego ustroju od komunizmu nie było? I że wyczyny obecnej władzy i jej poputczików to jest odprysk odprysku w każdej mierze: „kontroli” prasy, represji politycznych, wtryniania się w życie obyczajowe…

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.