Polacy kiepsko myślą o „Polakach”

Jeśli słowo „Polacy” (wzięte w cudzysłów) kojarzy się wam wyłącznie z majaczeniami nacjonalistów, to znaczy, że statystycznie należycie do większości – ponad 90% – mieszkańców Kartofellandu, którzy nie oglądają tak właśnie zatytułowanego programu TVP1, produkowanego i prowadzonego przez Macieja Pawlickiego. AGB Nielsen Media Research zbadała na zlecenie portalu Wirtualnemedia.pl widownię tego gniota; wynika z nich, że Polacy – ci bez cudzysłowu – za „Polakami”, którzy mieli być jednym ze sztandarowych produktów propagandowych absolutnie nie przepadają.

 Okazuje się otóż, że „Polacy” gromadzą średnio przed ekranem nieco ponad 1,5 mln widzów. Oznacza to, że program ten daje TVP1 w tym czasie 13,36% udziału w całym audytorium, zaś 9,51% wśród widzów „najcenniejszych”, tj. w wieku 16-49 lat. Tym samym w trakcie nadawania „Polaków” TVP1 jest dopiero na czwartym miejscu, gdy chodzi o oglądalność – a przecież zasięg ma technicznie dużo większy! Znaczna większość widzów tego programu, to kobiety (ponad 64%); najliczniejsze grupy widzów, to osoby z wykształceniem podstawowym (50,32%), liczące sobie ponad 60 lat (39,39%), emeryci (51,38%), zamieszkali na wsi lub w małym miasteczku (ponad 66%). Wypisz – wymaluj: mohery.

Zastanówmy się, dlaczego tak jest? Pierwsza rzecz – to chybiona formuła programu, fałszywa od samego początku. Otóż bierze w nim udział losowo dobrane 30 osób, które jakoby mają reprezentować statystycznie opinię naszego społeczeństwa. Tymczasem z elementarza statystyczno-socjologicznego wiadomo, że by zapewnić trzyprocentowy poziom błędu pomiaru (większy błąd jest nie do przyjęcia) – próbka polskiego społeczeństwa musi liczyć nieco ponad 1000 osób. O żadnej reprezentatywności opinii w „Polakach” mowy zatem być nie może – i choć przeciętny widz o niuansach statystyki nie ma oczywiście pojęcia, to fałsz sytuacji wyczuwa bezbłędnie.

Druga sprawa – to osobowość prowadzącego. Pomijając jego ogólnie znane poglądy (to jeden z czołowych poampersów, więc człowiek z tego powodu nie do zaakceptowania dla sporej części myślącej widowni), jest on dość odrażający fizycznie i ma fatalną dykcję; jest przy tym w studiu arogancki i niesympatyczny. Podsumowując: owe 1,5 mln widzów przed ekranem – to wprost cud.

Na marginesie: warto by zbadać, jaka część widowni ma włączony telewizor bez względu na treść nadawanego programu. Nie ulega wątpliwości, że są tacy ludzie; myślę, że w badaniach oglądalności należałoby tę grupę po prostu odejmować; dopiero po takiej operacji wiedzielibyśmy, ile osób faktycznie interesuje się danym programem.

Tu angedota: około pół wieku temu ówczesny dyrektor programowy TVP (czyli wtedy: szef najwyższy, bo w tych czasach TVP była tylko drobną redakcją w ramach Polskiego Radia), Jerzy Pański, mówił, że murowany sukces gdy chodzi o oglądalność miałby program, w którym na tle wielkiej sfotografowanej gołej d… biegłby pies i merdał ogonem. Może miał rację? Może to jest właśnie to „twarde jądro” widowni?

Reklamy

10 uwag do wpisu “Polacy kiepsko myślą o „Polakach”

  1. Ludzie pobudka!!!!! Jeśli wierzycie w to co wipisuje gostek w tym artykule to manipulacja siegneła szczytu! Byłem świadkiem i ofiarą takich sondarzy to żenada ! Ludzie zarabiają na tym kasę i tylko to sie liczy.Pytania tak są zadawane: jaki jest twój ulubiony kolor? do wyboru masz czerwony! Jaka padnie odpowiedz????????

    Polubienie

  2. Mili moi,próżne rozważania.
    Główna przyczyba to:”osobowość prowadzącego”.
    „polactwo” – program żenada.

    Polubienie

  3. Kiedyś, w jakimś programie satyrycznym słyszałem o teorii autobusu. Mówi ona, ze spośród pasażerów dowolnego warszawskiego autobusu w godzinach szczytu można sformować rząd nie mniej kompetentny od aktualnie panującego… Oczywiście z pewnym błędem. Najtrudniejszy przy tej operacji byłby pomiar i porównanie kompetencji… 🙂

    Polubienie

  4. Nie jestem matematykiem, ale statystykę liznąłem… Do tego, co Pan powiedział (że wynik z błędem 3% otrzymujemy z dużym prawdopodobieństwem) można dodać, że w takim razie, jeśli ktoś nam podaje wynik z błędem 3% i na próbie mniejszej niż 1000 osób, np. 500, to wynik jest mniej prawdopodobny (w tym wypadku wynik z błędem 3% otrzymujemy z prawdopodobieństwem mniejszym niż w wypadku próby 1000). Tak więc „badanie” opinii na podstawie 30 osób jest, hm… baaaardzo niepewne!
    Aha: nazwa „Kartofelland” budzi mój niesmak. Dałoby się coś z nią zrobić?

    Polubienie

  5. Jest ścisły związek między liczebnością próbki i liczebnością populacji badanej, a tzw. poziomem ufności i dopuszczalnym błędem wyniku. Im mniejsza próbka (przy założeniu całkowitej przypadkowości losowania – dlatego np. sondy telefoniczne są niewiarygodne, bowiem ograniczone do posiadaczy telefonów) przy danej populacji, tym większy prawdopodobny błąd. Liczba 1000 wynika dla Polski z przyjęcia dopuszczalnego błędu na poziomie 3% (ale też nie na pewno, tylko z ogromnym prawdfopodobieństwem!), tzn. powiedzmy wynik 8% poparacia dla jakiejś partii znaczy dokładnie 8+-3 czyli gdzieś między 5% a 11%. Przy próbce 500 błąd musi być większy – nie chce mi się liczyć, ale pewno tak koło 7%. Oznacza to, że np. przy tej próbce wyniki różniące się o mniej niż 7% w istocie mogą być identyczne lub nawet odwrotne. Czyli taki sondaż ma znaczenie czysto medialne.

    Polubienie

  6. Oczywiście program to propagandowy zakalec, którym karmi się chyba tylko „ciemny lud” Jacka K., ale zainteresowała mnie ta podana przez Pana liczba 1000. Niestety moja ulubiona gazeta często podaje różne sondaże przez nią zamawiane i na dole równie często (a dla mnie zbyt często) jest podana liczba 500 jako reprezentatywna próbka.

    Inna sprawa, że przez te częste, teraz już nieomal codzienne, sondowania lud wszelaki, a więc i ciemny i szary i jasno oświecony, ma w coraz mniejszym poważaniu te słupki i wyniki. Łaska luda zmienna jest i nigdy nie wiadomo, co lud wybierze, ku zdumieniu i zgrozie jego pojedynczych osobników…

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.