Co nie interesuje mediów?

Odpowiedź na to pytanie wydaje się banalna i sprowadza się do dwóch słów: nieciekawe jest wszystko, co nie jest krwią i spermą. Ewentualnie jeszcze obiektem zainteresowania mogą być inne rzeczy, o ile dotyczą tzw. celebrytów, czyli ludzi znanych z tego, że są znani. Gdy mamy do czynienia z mediami poważnymi, opiniotwórczymi, to jeszcze lustracja i zespół problemów towarzyszących; oraz kursy akcji…

 

Wiem, wiem: złośliwie upraszczam. Dlatego proponuję dziś inną zabawę: zastanówmy się, co mediów nie interesuje. No i może – dlaczego? Weźmy przykład: od paru miesięcy obowiązuje pewne ciekawe zarządzenie Jego Ekscelencji Ministra Zdrowia, którym się pies z kulawą nogą nie zajął (nie Ekscelencją, naturalnie, boć to celebryta jak się patrzy, ale zarządzeniem właśnie).

Otóż rzeczone zarządzenie (obowiązuje od kwietnia br.) orzeka mianowicie, że jeśli przebywający w naszym kraju cudzoziemiec – uchodźca, dajmy na to – zapadnie na groźną chorobę zakaźną (SARS, powiedzmy, albo dżumę…), to powinien być natychmiast ekspulsowany z naszego pięknego kraju. Po prostu, zapakowany do najbliższego samolotu lub pociągu i wysłany do kraju rodzimego…

Mówicie: ależ to świetnie, chronimy Naród (koniecznie duże „N”, naturalnie) przed niebezpieczeństwem, brawo! W dodatku nie będziemy wydawać pieniędzy z NFZ na jakiegoś czarnucha czy innego Żyda, prawda?

Tia… A wiecie, co się stanie jak wsadzimy taką osobę na pokład samolotu? Otóż te 150 czy 200 osób, które nim lecą, są załatwione. Mają przechlapane na maksa. Co najmniej kwarantanna, a w gorszym wypadku – Powązki, albo inny Nowodiewiczyj.

No – po prostu zarządzenie owo jest sterylnie czystym przykładem idyjotyzmu, zdaje się – wrodzonego. Ale nie będę się upierał, może nabytego.

I tu – nawiązanie do tytułu: dlaczego to nijak nie zainteresowało mediów? Przecież PT Autor wzmiankowanego dzieła myśli urzędniczej bez wątpienia zasłużył na szeroką popularność i zainteresowanie Państwa Redaktorstwa od „Faktu” poczynając, a na dziele nauki „GW” kończąc; a tu – kicha.

Obawiam się, że odpowiedź jest banalna: bowiem Dzisiejsze Państwo Redaktorstwo żywi się głównie padliną i przeżutą przez różne PR-y papką. Nie ma już niemal ludzi, którzy samodzielnie śledzą wydarzenia i wyłapują różne idioctwa i afery; wszyscy czekają na podany na tacy przeciek albo donos od konkurencji.

A poza tym: a co my się będziemy narażać. Jak inni napiszą, to i my. Ale sami?

Uff. Pora umierać.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Co nie interesuje mediów?

  1. Tak jak moi przedkomentatorzy zauważyli, są ludzie, którzy sami śledzą wydarzenia, a że nie są to akurat dziennikarze zawodowi (przynajmniej nie wszyscy)… Ja już się dawno przyzwyczaiłem, że z „Wiadomości” („Faktów”, „Panoramy” itp.) nie usłyszę, jeśli stanie się coś naprawdę ważnego, a już na pewno jako pierwszy.
    Z tego co widzę, to informacja w mediach jest towarem, który trzeba porcjować i dawkować do telewizorów, w ramówki i na łamy gazet. A oprócz tego trzeba ją zdobywać… No to jeśli informacji łatwych do zdobycia jest wystarczajaco dużo, to po co męczyć się tymi trudnymi, zwłaszcza, że zarobek taki sam?

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.