Mamy wyciek z listy 500. Rzucą się? Pewno, że się rzucą! Już się rzucili!

Pierwszy Wynajmowalny Demaskator Rzplitej, bez powodu nazywany profesorem Janusz Herostrates Kurtyka, puścił bąka pod tytułem lista 500. Ma to być „spis cudzołożnic” spośród elit Najjaśniejszej. Trybunał Konstytucyjny natychmiast poinformował, że jakikolwiek przeciek nazwisk z tej listy będzie stanowił przestępstwo. W związku z tym… no jasne, mamy przeciek. Oto co pisze Gazeta Wyborcza:

Prezes IPN Janusz Kurtyka jeszcze w weekend zapewniał, że nazwiska z tzw. „listy 500” pojawią się jedynie w publikacjach naukowych. Jednak doszło już do przecieku. Informacyjna Agencja Radiowa powołując się na „źródła zbliżone do IPN” opublikowała pierwsze nazwiska – wszystkie należące do polityków SLD. Z kolei „Rzeczpospolita” podała, że na liście znalazło się nazwisko Aleksandra Kwaśniewskiego.

Lista powstała w IPN. Zdaniem prezesa IPN Janusza Kurtyki jest na niej około 500 „autorytetów” – ludzi, którzy byli agentami.

Obok nazwisk mają widnieć charakterystyki: Tajny Współpracownik lub Kontakt Operacyjny. Jako tajni współpracownicy według IAR na „liście Kurtyki” figurują między innymi: Jacek Piechota – były minister gospodarki w rządzie Leszka Millera, Zbigniew Siemiątkowski – były szef Urzędu Ochrony Państwa i Agencji Wywiadu, Longin Pastusiak – były marszałek Senatu, Andrzej Brachmański – były wiceminister spraw wewnętrznych i administracji w rządach Leszka Millera i Marka Belki oraz Roman Jagieliński – były wicepremier i minister rolnictwa w rządach Józefa Oleksego i Włodzimierza Cimoszewicza.

Według IAR na liście znajduje się także Sławomir Wiatr – były minister w kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i były pełnomocnik rządu do spraw informacji europejskiej. Wiatr przyznał, że był tajnym i świadomym współpracownikiem służb specjalnych PRL.

Wśród kontaktów operacyjnych Służby Bezpieczeństwa mają się znajdować nazwiska Dariusza Rosatiego – byłego ministra spraw zagranicznych oraz Wiesława Kaczmarka – byłego ministra skarbu.

IAR podaje, że będzie się starał uzyskać kolejne nazwiska z „listy Kurtyki”, a jeśli okaże się to możliwe, opublikuje ją w całości.

Siemiątkowski: Cieszę się, że jestem wśród autorytetów

– Kilkakrotnie składałem oświadczenie lustracyjne. Było ono wielokrotnie sprawdzane przez Rzecznika Interesu Publicznego pana Nizieńskiego, którego nie można posądzić o sympatię dla SLD, a nie podważył tego oświadczenia – powiedział portalowi Gazeta.pl Zbigniew Siemiątkowski. – W tym szaleństwie brak logiki i metody. Cieszę się jedynie, że znalazłem się wśród autorytetów. To nic innego tylko „lista Macierewicza” i „lista Nizieńskiego”. Jeśli ktoś chodzi i rozpowiada takie bzdury, to świadczy to tylko o nim – mówił nam Siemiątkowski. Dodaje, że zaraz po studiach proponowano mu pracę w służbach wywiadowczych, ale odmówił.

Wałęsa: Trzeba przepędzić czarownice

– To anarchia, Polska nierządem stoi – skomentował w TVN 24 Lech Wałęsa. Jedynie wyjście to zrobić wcześniejsze wybory. Trzeba przegonić czarownice.

– Ten wyciek jest przestępstwem. Prokurator z urzędu powinien wszcząć postępowanie – powiedział w TVN 24 Ryszard Kalisz z SLD. – Mamy do czynienia z niszczeniem prawa. Świadczy to też o tym, jak prezes Kurtyka jest wiarygodny.

TK: publikacja listy byłaby „naruszeniem porządku prawnego”

Lista 500 agentów powstała w IPN, zanim Trybunał uznał, że jest niezgodna z konstytucją – bo o tym, kto był agentem, może zdecydować sąd, a nie IPN. Zdaniem prezesa Trybunału Jerzego Stępnia publikacja listy byłaby „naruszeniem porządku prawnego”. Zdaniem prezesa IPN Janusza Kurtyki na liście jest około 500 „autorytetów”. W sobotnim wywiadzie dla Radia RMF FM i „Newsweeka” Kurtyka tłumaczy: „Bardzo często osoby te kreują się bądź też występują w roli autorytetów wypowiadających się w sposób bardzo zdecydowany na rozmaitego rodzaju kwestie historyczne czy społeczne. A w świetle informacji, które by wynikały z tej listy, raczej nie miałyby moralnego prawa, żeby zajmować takie stanowisko”.

Jak powstawała „lista 500”, Kurtyka nie wyjaśnia. Można przypuszczać, że IPN wykorzystał definicję współpracy z ustawy lustracyjnej. Ale i ta definicja została przez Trybunał zakwestionowana. Trybunał uznał, że o współpracy z SB można mówić, jeśli była ona nie tylko tajna i świadoma, ale też faktycznie podjęta i grożąca naruszaniem wolności i praw człowieka. Zatem na liście Kurtyki mogą być osoby, których za tajnych współpracowników SB nie można teraz uznać. Kurtyka tego w wywiadzie nie wyjaśnia, przyznaje tylko, że na liście mogły znaleźć się osoby oczyszczone przez sąd lustracyjny.

Premier: Polacy mają prawo do takiej wiedzy

Wczoraj premier Jarosław Kaczyński powiedział, że lista prędzej czy później musi być opublikowana, bo jest rzeczą oczywistą, że Polacy mają prawo do takiej wiedzy. – Nam czasem zarzucano bez najmniejszych podstaw, że my ograniczamy demokrację. Demokrację chcą ograniczyć ci, którzy chcą wprowadzić cenzurę, czyli wrogowie lustracji, to oni się boją w Polsce demokracji, bo demokracja ich zmiecie – mówił J. Kaczyński.

Mój komentarz: tym razem do brudnej i śmierdzącej roboty użyto targalskiego radia i lisieckiej Rzepy. Partactwo tej robótki jest zresztą po prostu porażające (przepraszam za ulubione słowo IV RP, oby sczezła we własnym gnoju), bo absolutnie i po chamsku czytelne. Niech mi nikt nie pieprzy, że dziennikarze tych mediów do czegokolwiek dotarli (tak bezczelnie truł Wódz Miedziane Czoło Cymański w TVN24) ; bez wątpienia, albo żurnalistom wprost zapłacono za publikację (niekoniecznie brzęczącą monetą, może obietnicą kariery…), albo też naczelni dostali prykaz od swoich zwierzchników z Ministerstwa Nie-Poczt-i-Nie-Telegrafów, czy jak się tam to gówno nazywa. Powtarzam raz jeszcze: wszystko zapisujemy, nic nie zapomnimy; my też opublikujemy stosowne listy. Tymczasem: pogarda i obrzydzenie. Pogarda i obrzydzenie. Także dla tych żurnalistów, którzy – jak niejaki Rymanowski – temat łapczywie podjęli. Zamiast po prostu zignorować. Tfu, tfu i jeszcze raz tfu. Wałęsa ma 100% racji: to są właśnie takie syny. A tak na marginesie: nie wiem czy wiecie, ale zaczyna być moda na figurowanie na jakiejś liście. Nie honor nie być TW! Rodzi się nam coś w rodzaju Almanachu Gotajskiego…

Reklamy

12 myśli w temacie “Mamy wyciek z listy 500. Rzucą się? Pewno, że się rzucą! Już się rzucili!

  1. Dziś ja osobiście wszystko to Lechowi wybaczam (co nie znaczy, że głosowałbym na niego przeciw – powiedzmy – Gieremkowi albo Cimoszewiczowi!).

    Wybacza pan? dlaczego teraz? co takiego sie stało? acha rozumiem, zwarł szeregi….

    Polubienie

  2. Tylko dlatego, że kaczory z tym walczą, bowiem przekroczyli już pewną granicę wytrzymałości społecznej!

    po takim okresie rządzenia maja najlepszy wynik sondażowy (wiem, wiem, sondaże)

    Ponieważ popieranie pisuarów staje się dość szybko czymś absolutnie niewyobrażalnym dla inteligenta,

    ejże, reszta to ciemniaki i oszołomy. prawda?

    A co robią? Otóż pustoszą ten cholerny kraj moralnie do reszty, wbrew deklaracjom – a pewno i intencjom.

    wątpię. Może dla tych którzy kochają ‚tamten” ustrój. Dla innych przestali wreszcie pustoszyć mój kraj-gospodarczo (czytaj rozkradać)

    BTW: obecnie krzywdzenie innych przez różnego rodzaju donosicielstwo – specjalnie medialne

    tu tez mam wątpliwości. jakie donosicielstwo.? A może na lekarzy? no tak Ziobro to bandyta a ci co biorą (a biorą wszyscy to potwierdzą) to bohaterowie, „łamani” przez reżim. No to faktycznie jest donosicielstwo. Dla mnie rzecz jasne jest taka postawa jest wyższą postawa społeczną.
    A może „przecieki” o TW? to faktycznie zgroza takie postawy zaciekle gromi TK.

    > Donosiciel uprzywilejowany, górnik dyskryminowany

    Sprawy lustracji i prawniczych korporacji pokazały dramatycznie niską jakość wielu wyroków trybunału, nierzadko wzajemnie sprzecznych. Ale nie tylko one.

    8 marca 2007. Trybunał Konstytucyjny rozpatruje wstępnie skargę Damiana Żmudy, górnika z Rudy Śląskiej. Górnik procesował się z Kompanią Węglową o wysokość wynagrodzenia. Sądy nie przyznały mu racji.

    Damian Żmuda chciał wystąpić z kasacją do Sądu Najwyższego, tym bardziej że dowiedział się, iż w podobnych sprawach zapadały na Śląsku inne wyroki. Okazało się jednak, że nie może, bo walczy o zbyt małą kwotę. Górnik uznał to za dyskryminację, jeśli chodzi o prawo do sądu – bo okazało się, że dostęp do Sądu Najwyższego przysługuje tu wyłącznie osobom uzyskującym wysokie wynagrodzenie.

    Trybunał nie tylko odrzuca skargę górnika, ale robi to już na wstępnym etapie – odmawia nadania jej biegu. Decyduje o tym jednoosobowo sędzia Bohdan Zdziennicki, były wiceminister sprawiedliwości z czasów rządów SLD.

    Sędzia Zdziennicki pisze w uzasadnieniu m. in.: „W orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego wyrażony został pogląd, w myśl którego kasacja nie mieści się w konstytucyjnym prawie do sądu. Ustawodawca może w ogóle nie wprowadzać takiego środka zaskarżenia”.

    11 maja 2007, dwa miesiące później. Trybunał wydaje wyrok w sprawie lustracji. Stwierdza w nim, że niezgodny z konstytucją jest m. in. jeden artykułów ustawy „w zakresie, w jakim pozbawia osobę lustrowaną prawa do wniesienia kasacji od prawomocnego orzeczenia sądu”. Czyli to samo prawo, które nie przysługiwało górnikowi, przysługuje donosicielowi, co do którego kłamstwa lustracyjnego orzekł sąd w dwu instancjach.

    Polubienie

  3. I jeszcze jedno. Jasne, że Wałęsa miał i ma swoje wady. Jasne, że robił rzeczy niesłychane. Co więcej, głosowałem przeciwko niemu (za Kwaśniewskim) – choć i za (przeciw Tymińskiemu). Ale te wady i idiotyzmy oraz czyny niedopuszczalne, wszystkie razem wzięte, nie równoważą w żadnej mierze ćwierci jego zasług, ani talentów. Mówiąc patetycznie: geniuszowi (w tym wypadku politycznemu, naturalnie) wolno w zasadzie wszystko, włącznie z czynami, które dla „normalnego człowieka” skończyłyby się dysfamią czy nawet mamrem. Dziś ja osobiście wszystko to Lechowi wybaczam (co nie znaczy, że głosowałbym na niego przeciw – powiedzmy – Gieremkowi albo Cimoszewiczowi!).
    Nie mam jednak żadnej wątpliwości, że za 200 lat będą w szkołach – być może całego świata – uczyć dzieci o Wałęsie, natomiast nikt nie będzie wiedział nic o kaczym epizodzie w historii Europy, nie mówiąc już o jakichś Gwiazdach, Annach Walentynowicz czy innych Giertychach. I to będzie słuszne i sprawiedliwe. I wolę stokrotnie jego dosadny robociarski język od hipokryzji cymińskiej czy romaszewskiej hate-speech. A w ogóle – to LW ma poczucie humoru całkowicie niedostępne dla większości dzisiejszej prawicowej „klasy politycznej”.

    Polubienie

  4. A.W: Nie wyczuwa pan ironii – a może nawet swoistej rozpaczy w tej wypowiedzi. To działania Kacz Arbeiter Partei i ich Służby Bezpieczeństwa oraz Tajnej Policji Państwowej (niech pan sobie to przetłumaczy na piękny język niemiecki i podstawi pod te terminy nazwy odpowiednich instytucji IV RP) doprowadzają do tego paradoksu. Ponieważ popieranie pisuarów staje się dość szybko czymś absolutnie niewyobrażalnym dla inteligenta, przeto – prawem kontrastu – cnotą staje się wszystko, z czym oni walczą; włącznie z rzeczami absolutnie nagannymi. Tylko dlatego, że kaczory z tym walczą, bowiem przekroczyli już pewną granicę wytrzymałości społecznej!
    A oni – nie mówię o samych Braciach Mniejszych, i nawet nie przede wszystkim o nich, ale o całym ich otoczeniu – nie zdają sobie sprawy z tego, co robią, bo to skrajne prymitywy, bez klasy i wykształcenia. A co robią? Otóż pustoszą ten cholerny kraj moralnie do reszty, wbrew deklaracjom – a pewno i intencjom.
    BTW: obecnie krzywdzenie innych przez różnego rodzaju donosicielstwo – specjalnie medialne, patrz osławione „przecieki” („za czekoladę”, to chyba nie – ale za, powiedzmy, członkostwo jakiejś rady nadzorczej lub ułatwienia w karierze…) jest nie mniej – a moim zdaniem bardziej – powszechne niż kapowanie w PRL.
    Jeszcze a propos „za co”. Panie Andrzeju: warto przemyśleć taką oto anegdotkę. Otóż w Nowym Jorku – jak wiadomo, Amerykanie kochają różnego rodzjau sondy i ankiety – facet zaczepia elegancko wyglądającą pannę.
    – Pozwoli pani dwa pytania?
    – Oczywiście.
    – Czy poszłaby pani z nieciekawym zupełnie typem do łóżka za milion dolarów?
    – Bo ja wiem… Chyba tak…
    – Drugie pytanie: a za 50 dolarów?
    Ryk oburzenia.
    – Co pan sobie myśli, to skandal! Za kogo pan mnie ma?
    Ankieter:
    – To już ustaliliśmy pierwszym pytaniem. Teraz targujemy się tylko o cenę.
    Więc może nie o cenę tu chodzi? Co za różnica – za butelkę wódki, czy za merca?

    Polubienie

  5. Pamiętny rok 1990. Lech Wałęsa walczy o prezydenturę. Jego kontrkandydatem jest faworyt Salonu Tadeusz Mazowiecki. Wałęsa wytacza prawdziwą armatę: domaga się by jego przeciwnicy uczciwie i bez kręcenia przyznali się jakiej są narodowości… Wszyscy wiedzą o kogo chodzi. Mazowiecki wpada w panikę i próbuje się bronić jakimiś sięgającymi stulecia wstecz aktami zachowanymi gdzieś w przepastnych archiwach Kościoła (bodaj w Płocku). Tymczasem Salon gotuje się z oburzenia, nazywa Wałęsę prostakiem, krzyczy o niszczeniu Etosu Solidarności, wieszczy zgon demokracji.
    (..)

    Kilkanaście lat później. Lech Wałęsa dla określenia urzędujących Prezydenta i Premiera używa prostackich, chamskich, czasem wulgarnych określeń. Posuwa się nawet do stwierdzenia, że „jak będziemy mieli szczęście to Kaczyński dostanie zawału serca”. Galba wciąż uważa Wałęsę za prostaka. Tymczasem Salon ze szczęścia dostaje drgawek, wywiady z Wielkim Człowiekiem zaleca przeprowadzać z użyciem klęcznika i w nabożnym skupieniu – w końcu mamy do czynienia z ikoną Solidarności, jedynym rozpoznawalnym w świecie Polakiem, nosicielem Etosu, legendą walki o niepodległość, obrońcą demokracji, esencją wartości moralnych i niezłomnej wiary. Wspaniały kontrast dla tych potwornych Kaczorów…
    Źródło Galba

    Panie Bogdanie czy to jest postawa bliska panu?

    Polubienie

  6. Nie honor nie być TW!

    Mój Boże. donosicielstwo, kapowanie, za czekoladę czy flaszkę wódki. Krzywdzenie innych za paszport, prawo jazdy….
    Tak ma pan racje – nie honor.
    To właśnie cała III RP. TW bohater, męczennik.
    Rozumiem, że można nie znosić Kaczorów, Lustracji etc… ale to co pan wypisuje to …nie nie użyje brzydkich słów.

    Polubienie

  7. Spekulacje. mogło nic nie wyciec tylko się sensacji szuka. Mówiłem juz chyba, komentujac któryś z poprzednich wpisów, że jak nie ujawnimy wszystkiego, co się da, to skazani będziemy na selektywne „wycieki” i niepwełny obraz sytuacji.
    Ale drogę ujawnienia całości Trybunał zablokował, czego skutkiem jest pozostawienie sytuacji taką, jaka była wcześniej. I można psioczyć, ze ujawnienie „listy” (Kurtyki, Wildsteina, czy innej) byłoby naruszeniem porządku prawnego. Tyle, że drogę aby to sie odbywało w jakiś cywilizowany, chociażby udający sprawiedliwy, sposób, zamknięto. Najśmieszniejsze, że ci, co zamykali, teraz narzekają na „naruszanie prawnego porządku”.
    Ale to też nic nowego.

    Polubienie

  8. Aleś się Pan młodzieńczo rozwścieklił!
    Oczywiście jest powód ale też i prawdą jest, że nawet nie mam chęci do owej listy zajrzeć – pewnie jak wielu rodaków, którzy kolejnymi listami, produkowanymi przez 4erpe, podcieraliby wrażliwe części ciała, gdyby drukowano je na delikatniejszym papierze. I gdyby mieli pewność, ze do druku nie używa się już farb z dodatkiem ołowiu, bo dawniej mogło to wywoływać ołowicę „odtylcową”…
    Ostatni raz zajrzałem na listę Wildsteina i zobaczyłem tam dwa razy mego ojca, czyli dwóch ojców, co dziwniejsze – lista dotyczyła Warszawy i Mazowsza a mój rodziciel całe powojnie spędził we Wrocławiu – tyle warte są te listy, co papier na których je wydrukowano!
    🙂

    Polubienie

  9. Świetne to wszystko i bardzo zabawnie opisane, żywym, ciętym językiem. Chylę czoła i dziękuje za tekst z przemówieniem prof. Barbary Skargi. Jeszcze raz wielkie dzięki.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.