Wywlekli z grobu Cisa

Lustracja ma się dobrze. W dzisiejszym „Dzienniku” obszerny materiał o legendarnym Cisie, Janie Ciszewskim, jednym z najsłynniejszych sprawozdawców sportowych telewizji. W latach 60. i 70. był on – jak pisze gazeta – informatorem milicji, a potem SB. Bezpieka omotała go dzięki jego słabości do hazardu. Nadała mu kryptonim „Sprawozdawca”. Oto fragmenty tego tekstu (całość tutaj) : 26 lutego 1971 roku kapitan Ryszard Wanik, starszy inspektor Grupy VII Wydziału II KW MO w Katowicach (kontrwywiadu), napisał do swego przełożonego „Raport o zezwolenie na utrzymywanie kontaktu operacyjnego z Janem Ciszewskim”…

„Wymieniony pracuje w redakcji sportowej TVP Katowice jako komentator piłkarski, imprez hokejowych i żużlowych, zarówno w kraju jak i za granicą, gdzie jest delegowany służbowo. Z racji wykonywania tej funkcji wszedł w kontakt z szeregiem dziennikarzy prasy kapitalistycznej, głównie sportowej. Przeprowadzona z nim rozmowa operacyjna w listopadzie 1970 roku wykazała możliwość wykorzystania go do celów rozpoznania prowadzonego przez SB, zwłaszcza że jest on byłym Tajnym Współpracownikiem organów MO ps. »Walek«. Biorąc powyższe pod uwagę, wnoszę o wyrażenie zgody na utrzymywanie z wymienionym kontaktu operacyjnego i zarejestrowanie go w Wydziale »C«. Dostarczane przez niego informacje będą szyfrowane pseudonimem »Sprawozdawca«” – melduje kpt. Wanik. Jego szef, mjr Mirosław Rak, zgodził się na to.

Jana Ciszewskiego zarejestrowano w Wydziale „C” KW MO w Katowicach pod nr OMA-1-19629 w dniu 27.02.1971 roku. W ten sposób najpopularniejszy komentator sportowy został źródłem informacji bezpieki. Z zachowanej w archiwum IPN w Katowicach teczki „Sprawozdawcy” wynika, że oficerowie SB wiele razy spotykali się z dziennikarzem. […]

„Dziennik” kończy swój artykuł tak:

20 stycznia 1973 roku SB ze rezygnuje „Sprawozdawcy”. Kapitan Mieczysław Mosur, starszy inspektor Grupy VII Wydziału II SB w Katowicach, składa „Raport o wyeliminowanie kontaktu służbowego ps. Sprawozdawca nr rej. 19629 – Ciszewski Jan, s. Czesława urodzony 22.5.1930 r. Powyższe motywuję: wymieniony był wykorzystywany operacyjnie do zabezpieczania ekip sportowych wyjeżdżających do KK. Na przestrzeni tego okresu ujawniono, że był on nieszczery w stosunku do SB, a fakt współpracy wykorzystywał do swych celów prywatnych. Poza tym trudnił się przemytem i nielegalnym handlem, i jest w zainteresowaniu tutejszego wydziału Przestępstw Gospodarczych„. Akta KO (kontaktu operacyjnego) „Sprawozdawca” zostają złożone w archiwum.

Czy informacje, które Jan Ciszewski przekazywał SB mogły komukolwiek zaszkodzić? – Nie ma nieszkodliwych donosów. […] Na pewno informacje o tym, że dziennikarz Radia Wolna Europa kontaktował się z przedstawicielem polskiej delegacji i miał dla niego list, sprowadziło na tego człowieka kłopoty. Może nawet złamało mu karierę – tłumaczy DZIENNIKOWI emerytowany oficer kontrwywiadu z Katowic, który pracował w latach 70. „na kierunku niemieckim”.

Mój komentarz: od bidy rozumiem sens grzebania w teczkach ludzi jakoś tam aktywnych politycznie czy twórczo – lub po prostu żyjących. Jest to co prawda w niemal każdym wypadku parszywe świństwo, ale „nie takie rzeczy robilim z bratem” w ramach walki z wrogami, i nie takie rzeczy jeszcze z bratem zrobim. Ale po co rozgrzebywać sprawy ludzi wprawdzie bardzo niegdyś popularnych, lecz od dawna spoczywających w grobie? Nikogo nie powinny obchodzić żadne słabości nieboszczyków – obojętne, czy chodzi o „kolaborację”, słabość do kobiet, zamiłowanie do hazardu, czy cokolwiek. Szczególnie, że w wypadku Cisa nie miało to absolutnie żadnego wpływu na jakiekolwiek wydarzenia – w tym sensie, że żaden z jego raportów nie może być użyty jako wytłumaczenie czegokolwiek; wynika to z tekstu „Dziennika” bez wątpliwości.

Nie wiem, czy Cis miał dzieci; nie byliśmy ze sobą na stopie towarzyskiej, choć w TVP pracowaliśmy w tym samym czasie. Jeśli miał, to pomyśl palancie, który Cisa opisałeś – jak się one teraz, być może, czują? I dlaczego im to zrobiłeś? Co one miały wspólnego z tym, co robił ich ojciec? Ty, palancie, wziąłeś swoją kaskę; to wiemy.

W normalnych warunkach: Hiena Roku murowana. Ale boję sie, że go jeszcze przebiją.

Przy okazji: jak się ma ten haniebny tekst do wyroku Trybunału Konstytucyjnego, zakazującego dziennikarzom grzebania w aktach IPN?

Advertisements

18 thoughts on “Wywlekli z grobu Cisa

  1. Ludzie,
    Was już chyba całkowicie porąbało.
    Pisiory mogą triumfować, bo zatruli Was swoim jadem nienawiści.
    Niech żaden palant ( mnie nie poniosło to świadomie ), który w czasach PRL był dzieckiem nie odważa się tworzyć prostych wyroków.
    „Ja go nie znam, byłem dzieckiem, nie widziałem relacji”… Proste chwyty i potem plucie.
    To zapytaj Tatusia i wujka jak było, albo przestań się wygłupiać.
    Można juz uogólnić: wielu złapało się na lep nowej propagandy, wielu młodych dziennikarzy.
    Z dziką radością obserwuję, jak bardzo wspólczesne robienie wody z mózgu idealnie przypomina czasy gomułkowskie.
    Przecież „mistrzunie” dorastali w tych czasach i wiele wchłonęli”. I teraz mamy nowe hasło TKO ( Teraz K***a Oni ).
    Właśnie wyrasta całe pokolenie ludzi, którym wciśnięto kit o PRL.
    Pal ich licho, tylko dlaczego szarpią zmarłych?
    Bogdan nie przepraszaj, miałeś 100% racji.
    Zderzasz się z nieukami, ale na to nawet Ty nie znajdziesz lekarstwa.
    Młodzi są „w sposób oczywisty” niedouczeni.

  2. panie Bogdanie. mój opis oficera X dotykał lat czterdziestych ubiegłego wieku. Bo tam umiejscowione są opisywane przez nas historie. Wówczas takich oficerów jak pan to opisał było niewielu.
    Oczywiście zgadzam sie z panem, że ci inteligentni nastali. Dlatego też nie wierzę wszystkim tym TW którzy twierdzili, że wodzili za nos UBekow. Oni w swej inteligencji nie dali sie wodzić. Tu zgadzam sie z panem w 100%

    Nie wiem dlaczego chce pan mnie przekonać do swoich racji. Ja postępuje zgoła inaczej. Nie chce nikogo przekonywać – ponieważ wiem, że są na to marne szanse- a to co pisze to artykułowanie swoich myśli i poglądów. Przyznaje jednak, ze pod wpływałem silnych argumentów czasami woje zdanie zmieniam (błądzić rzeczą ludzka jest)
    pozdrawiam.

  3. Jeszcze raz do A.W.: właściwie nie wiem, czemu mi zależy na przekonaniu – choć trochę – właśnie pana; ale tak jest. Co do owej historii: UB nie było oczywiście miłosierne ani altruistyczne, ale zimno racjonalne. Znało personalia paru z kilkunstu członków grupy; pan Y zasypał wszystkich. Grupa przestała istnieć, i o to chodziło. Nie wiem dlaczego utrwalił się stereotyp człowieka „służb” (celowo nie piszę jakich, bo mniej więcej wszystkich, ze szczególnym uwzględnieniem komunistycznych) jako zbiorowiska tępych sadystów, łaknących mordu. Z reguły są to ludzie bardzo inteligentni, zupełnie zimni emocjonalnie, którzy – oczywiście – zabiją, gdy uznają to za konieczne lub dostaną taki rozkaz (być może: zabiją okrutnie), ale zrobią to bez emocji, w szczególności bez nienawiści. To jest taki zawód, nieprzyjemny i wredny, ale zawód: dziś cię bez emocji zapudlę, jutro być może z przyjemnością – i też bez emocji – pójdę z tobą na wódkę; sorry, taka robota.

    Ale w sprawie Cisa zupełnie nie o to chodzi. Powtarzam: aby zrozumieć – dla przykładu – poparcie dla stanu wojennego wystarczy statystyka wpływów; nie musimy znać szczegółów, nie musimy wiedzieć konkretnie: kto i co. Ta wiedza jest nam zbędna. Ponadto niekoniecznie trzeba było być agentem SB, aby pomagać władzy; i tu – jak sądzę – rzeczywiście większość dziennikarzy tę władzę propagandowo wspierała. Ci, co nie wspierali – odeszli, lub zostali odsunięci. Ale to też nie tłumaczy fenomenu wsparcia dla stanu woejnnego i osobiście dla gen. Jaruzeslkiego. Tak jak poparcie prasy – bo go nie było! – nie tłumaczy niepojętego (dla mnie) zwycięstwa wyborczego PiS i utrzymywania się tego poparcia mimo koszmarnych wpadek obozu rządzącego i odpychającej osbowości najważniejszych w tym obozie postaci. Więc chodzi o jakiś inny czynnik w obu wypadkach; jaki – to jest dobre pytanie.

  4. Lustracja osób z pierwszych stron gazet (czyli znanych ogółowi społeczeństwa) odbywa się na pierwszych stronach gazet.
    Zapewne ma to wypromować przede wszystkim piszącego – pogrzeje się wybitna jednostka na osiągnięciach osoby już nieżyjącej.
    Ciekawe czy wybitny dziennikarz śledczy napisze o prawdziwym agencie SB, który donosami zaszkodził człowiekowi i jego rodzinie, może doprowadził do aresztowania i długoletniego więzienia, lecz nie był osobą znaną szerszemu gronu współobywateli ?

    Pewnie ma taka informacja trafić do odpowiedniego targetu, o czym przekonuje mnie emocjonalna wypowiedź gospodarza blogu.
    Dla reszty to rzeczywiście odległa przeszłość.

    A jeśli chodzi o historię to doprawdy dziwne skojarzenia i porównania znanych polaków ze znanymi niemcami (Mengele, Hitler).

  5. Jeszcze raz przeczytalem artykul i doszedlem do wniosku, ze troche nieszczesliwie zrobil Pan nazywajac Ciszewskiego \”informatorem\”. Czytelnik nie wdajacy sie w szczegoly moglby pomyslec, ze Ciszewski byl \”TW\” (tajnym wspolpracownikiem). Ciszewski byl tzw. Kontaktem Operacyjnym, czyli osoba z ktora SB rozmawiala, ale bez pisemnego zobowiazania. Kontaktem operacyjnym mozna bylo byc nieswiadomie.

    A poza tym ja nie rozumiem dlaczego ludzie tak sie podniecaja jedenastoma facetami biegajacymi za nadmuchanym skorzanym workiem. Lub dziennikarzami zajmujacymi sie ta tematyka.

  6. p.s.
    przepraszam za per ty. miało być „pana opowieść” a nie „Twoja opowieść”

  7. Po co nam ta wiedza?
    np. po to by zrozumieć jak to jest możliwe, że generał który nie tylko odznaczał bandytów z ZOMO (wyrok 11 lat) krzyżem zasługi ale również wyprowadził wojska przeciw własnemu narodowi jest w oczach dużej części społeczeństwa bohaterem. I nie pisze tu konkretnie o Ciszewskim. Ale o całej masie „ubabranych” którzy kształtowali taka a nie inna opinię.
    Ja mam również historie prawdziwą.
    Pewien pan nazwijmy go Y rozmawiał od czasu do czasu z pewnym oficerem. X myślał, że jest wielkim spryciarzem, ze opowiada mało znaczące epizody z życia swoich kolegów. Wydaje mu się, ze kluczy lawiruje. Opowiada to, co i tak wszyscy juz wiedzą. Po latach przyznaje się, że współpracował lecz nikomu nie szkodził. Wierzy mu bardzo dużo ludzi.
    Oficer X po latach mówi. Rozmowy z panem Y pozwalały nam stworzyć psychologiczny obraz jego kolegów a to z kolei umożliwiło nam wskazanie ich słabych punktów. Złamaliśmy ich opór.

    Natomiast Twoja opowieść ma moim zdaniem słabe punkty.
    Grupa, która miała to zrobić, nie wiedziała o tym, że jest dość solidnie zinfiltrowana przez UB.
    byli wiec wśród nich ludzie którzy wrednie donosili. Dziś być może mówią, że nie szkodzili innym.
    Propozycja nie do odrzucenie mogła ale nie musiała się tak zakończyć. Tego po prostu nie wiemy. Nie wiem również w jakim celu UB składało by taką propozycje. Dla nich lepiej było ich zastrzelić lub w pokazowym procesie dowalić dożywocie lub KS. Akt miłosierdzia Ubowców? Wątpię.
    A być może pan X wymyślił sobie „usprawiedliwienie” dla swoich donosów by jak pan pisze zrobić dobra karierę w PRLu.
    Przeczytałem wiele książek o UB, SB o procesach podziemia niepodległościowego i zachowania UB o jakich pan pisze są mi nie tylko nieznane ale są również moim zdaniem nie logiczne.

  8. Problem wygląda w mojej opinii tak: dla zrozumienia dziejów Polski (lub, skromniej, historii dziennikarstwa, albo tylko TVP) ma niewątpliwie znaczenie statystyka – typu: 70% środowiska było tak-albo-inaczej związane z aparatem władzy, 55% było członkami PZPR, 100% ludzi pełniących funkcje powyżej kierownika redakcji było zatwierdzanych przez KC PZPR, czyli były to osoby zaufane tej partii (liczby – z wyjątkiem ostatniej – przykładowe, „na mojego nosa”). Z takich danych coś wynika: wiedza o funkcjonowaniu mediów oraz państwa. Nie ma znaczenia, czy akurat Ciszewski albo ktokolwiek inny konkretny był „agentem”, „TW” czy OZI. Najmniejszego znaczenia, bo to niczego nie wyjaśnia, wiedza zaś taka jest – szczególnie w wypadku ludzi nieżyjących – własnością ich spadkobierców. Osoba publiczna – w sensie: popularna – nie jest przez to własnością motłochu. Dla historii dziennikarstwa ważne jest to, czy Cis wniósł coś do sztuki sprawozdawczej, czy nie (a wniósł); nie jest istotne, czy był hazardzistą, moczymordą albo „współpracownikiem”. Spuśćmy na to wszystko zasłonę milczenia. Po co komu ta wiedza, pytam po raz setny chyba? Dla zaspokojenia ciekawości? Dla zaspokojenia ciekawości, to dwunastolatki oglądają pornosy.
    Co zaś się tyczy tego, że „donosy zawsze szkodzą”. Otóż opowiadano mi historię następującą (gwarantuję, że jest prawdziwa). Pan X był w latach 40. działaczem PPR i podziemie postanowiło go zlikwidować. Grupa, która miała to zrobić, nie wiedziała o tym, że jest dość solidnie zinfiltrowana przez UB. Owa niemiła isntytucja poprosiła pewnego razu pana Y – członka tej grupy – i przedstawiła mu następującą propozycję nie do odrzucenia: albo sypniesz wszystkich pozostałych, i wtedy oni dostaną po 10 lat, ty zaś wyjdziesz po czterech, albo spróbujecie dokonać zamachu, a wówczas w jego trakcie wszyscy zostaniecie zastrzeleni; jeśli do zamachu nie dojdzie – będzie i tak proces, w trakcie którego wszyscy, których już znamy, dostaną „czapę”. No i facet sypnął. Po wielu latach spotkał jednego z członków owej wsypanej grupy „niepodległościowej”, który mu… serdecznie podziękował za uratowanie życia. Wszyscy członkowie grupy bowiem przeżyli, choć swoje odsiedzieli. A ów skazany pan X był w latach 70. wybitnym naukowcem o wielkim, znaczącym dla Polski dorobku.
    Pytanie: czy ten donos komuś zaszkodził? Czy nie jest lepiej, że wszyscy bohaterowie tej opowieści przeżyli – zamiast iść do piachu?
    Warto chyba to przmyśleć.

Możliwość komentowania jest wyłączona.