„Szwajcarskie konta”: dziennikarze zrobieni w konia

Żurnaliści dali się zrobić w konia pisuarom jak dzieci. Kiedy wybuchła „bomba” z rzekomymi kontami polityków – oczywiście, lewicy! – podrzucona prasie przez niejakiego Kaczmarka (swoją drogą, polszczyzna tego faceta woła o rózgę!), rzucili się na nią dosłownie wszyscy. Przez dwa dni stacje telewizyjne i radiowe oraz gazety miały scoopa. Już, już – a to w piątek, a to w sobotę, a to może w poniedziałek – dowiemy się o kolejnym sucesie Ziobry, który ujawni uzyskane w Szwajcarii tajemnice kont. Być może będą to konta panów X, Y, Z (tu nazwiska). Być może okaże się, że przez te konta przepływały pieniądze przestępczego pochodzenia – zachłystywali się z emocji prezenterzy i komentatorzy, z tym żałosnym szczytem bandyckiej hucpy, obrazą dziennikarstwa, pitbullem Kaczyńskich na czele. No i… zupa się wylała.

Oto co pisze sobotnia „Gazeta„.

Nie ma możliwości, aby Szwajcaria przekazała Polsce „listę kont polityków” czy innej grupy ludzi – mówi „Gazecie” James Nason ze Szwajcarskiego Stowarzyszenia Bankierów.

Wbrew zapowiedziom niektórych mediów minister Zbigniew Ziobro nie przywiózł ze Szwajcarii i Liechtensteinu rewelacji o kontach polityków.

– Szwajcarskie prawo nie dopuszcza żadnych „rybołówczych ekspedycji”, nie można tak po prostu zarzucać sieci w nadziei, że coś się złapie – tłumaczy James Nason, rzecznik prasowy SwissBanking, Szwajcarskiego Stowarzyszenia Bankierów. Warunki uchylenia tajemnicy bankowej na prośbę zagranicznych organów ścigania są ściśle określone. Obce państwo musi przede wszystkim wykazać, że istnieje podejrzenie, że „Kowalski” popełnił przestępstwo kryminalne ścigane także w Szwajcarii. A także, że konto bankowe zostało wykorzystane do jego popełnienia bądź trafiły na nie dochody z tego przestępstwa. I dopiero gdy szwajcarski sąd uzna, że te podejrzenia są uzasadnione, może uchylić tajemnicę bankową.

Oznacza to, że przygotowanie przez Szwajcarię jakichkolwiek list kont jest wykluczone. Szwajcaria może jedynie odpowiedzieć na konkretną prośbę związaną z konkretnym przestępstwem i osobą. – Samo bycie politykiem, nawet komunistycznym, przestępstwem nie jest, przynajmniej nie w Szwajcarii – podkreślił rzecznik SwissBanking.

Biuro szwajcarskiego prokuratora generalnego potwierdziło wczoraj „Gazecie”, że minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro spotkał się z jego przedstawicielami i rozmawiał o „warunkach międzynarodowej współpracy”.

A co mówi sam Ziobro? – Mieliśmy okazję poznać wszystkie niuanse procedury – przyznał wczoraj minister. – Moja wizyta nie miała nic wspólnego z polityką i politykami – tłumaczył w świetle kamer na specjalnej konferencji. Wyjaśnił, że chodziło mu o „usprawnienie współpracy” z tamtejszymi prokuratorami, aby nasza „liczyć mogła na szybsze dane, w tym dane dotyczące kont”.

Na koniec zdementował informacje portalu Dziennik.pl i „Naszego Dziennika” o zawartym w Szwajcarii porozumieniu i rychłym nadesłaniu stamtąd wykazów kont kompromitujących m.in. byłych polityków lewicy. Miał o nich zeznawać lobbysta Marek Dochnal, a właściwie powoływać się na pochodzącego z Polski Petera Vogla, niegdyś zatrudnionego w Coutts Bank w Zurychu. Jako właścicieli takich kont wymieniał m.in.: b. ministra skarbu Wiesława Kaczmarka, Marka Siwca, Jacka Piechotę, Marka Ungiera, Mariusza Łapińskiego. Ci zaprzeczali.

Także szef MSWiA Janusz Kaczmarek mówił w czwartek: – Są politycy z SLD, którzy mają konta za granicą, konta, na których są dziwne przepływy finansowe i pieniądze prawdopodobnie pochodzące ze źródeł przestępczych. Nazwisk nie podał.

Tymczasem wczoraj prok. Leszek Goławski z Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach zastrzegał, że przedmiotem śledztwa nie są zagraniczne konta polityków lewicy, o których mówił Dochnal, ale „przepływy finansowe” na koncie samego lobbysty. „Gazeta” dowiedziała się z wiarygodnych źródeł, że Dochnal zgodził się, aby Szwajcarzy udostępnili prokuraturze dane o jego własnym koncie, i takie informacje prokuratura już otrzymała.

Szef PO Donald Tusk wezwał wczoraj Ziobrę do ujawnienia prawdy o kontach: – Pan minister Ziobro i pan minister Kaczmarek będą musieli przeciąć łańcuch plotek i insynuacji. Bo oskarżenie polityków SLD, że dysponowali tajnymi kontami, gdzie gromadzono nielegalne środki, jest najcięższe z możliwych. Jeśli to prawda, istnieje dokumentacja, oczekujemy natychmiastowego ujawnienia faktów. Jeśli okazałoby się, że panowie ministrowie Ziobro i Kaczmarek bawią się w insynuacje i konfabulacje i nie będzie takich faktów, to ci dwaj politycy zostaną skompromitowani.

Mój komentarz: oczywiście, PiS jak zawsze gra w bezczelnego. Myślą tak: lewica zaczyna podnosić łeb, Kwaśniewskiemu rośnie popularność – trzeba przeciwdziałać. Rzucimy inwektywy, poplujemy – a potem zobaczy się; w „ciemny lud” i tak pójdzie. Jasne, że wyjdzie na jaw, iż nic się nie da udowodnić – ale kto by się tam przjmował takimi głupstwami. Mogą nam naskoczyć na plecy: poujadają, poujadają – a ministrów i tak nie obalą, bo nie mają potrzebnej liczby głosów.

Przyznam, że nie mam o to rozumowanie pretensji. Jest śmiertelnie cyniczne i absolutnie niemoralne, ale logicznie najzupełniej poprawne. Mam natomiast pretensje do kolegów dziennikarzy. Nawet do „GW”, która okazała w tym względzie najwięcej umiarkowania i zdrowego rozsądku; nawet do niej, bo dzisiejszy tekst powinien się pokazać wczoraj. Bowiem specjaliści prawa międzynarodowego i bankowego, których każda redakcja musi mieć albo w zespole, albo choćby pod telefonem, powinni natychmiast powiedzieć to, co znajduje się w zamieszczonym powyżej artykule „GW”, i co na wszelki wypadek powtarzam:

Szwajcarskie prawo nie dopuszcza żadnych „rybołówczych ekspedycji”, nie można tak po prostu zarzucać sieci w nadziei, że coś się złapie. Warunki uchylenia tajemnicy bankowej na prośbę zagranicznych organów ścigania są ściśle określone. Obce państwo musi przede wszystkim wykazać, że istnieje podejrzenie, że „Kowalski” popełnił przestępstwo kryminalne ścigane także w Szwajcarii. A także, że konto bankowe zostało wykorzystane do jego popełnienia bądź trafiły na nie dochody z tego przestępstwa. I dopiero gdy szwajcarski sąd uzna, że te podejrzenia są uzasadnione, może uchylić tajemnicę bankową.

Tę informację można było – i należało – mieć natychmiast. Albo jeszcze prędzej. W najgorszym razie można było w ciągu 10 minut zadzwonić do Szwajcarii i ją uzyskać od ręki. I wtedy – zamiast pieprzyć co godzinę głupoty rozedrganym z emocji głosikiem o „nieuniknionym końcu lewicy” – z tą samą częstotliwością pokazać Ziobrze i Kaczmarkowi gest Kozakiewicza, mówiąc: nic nie publikujemy, dopóki nie będziemy mieli na stole dokumentów; i to nie zeznań, uzyskanych „wydobywczym aresztem” od Dochnala, ale potwierdzonych notarialnie zagranicą oświadczeń banków.

Oczywiście, „Dziennik” i „Nasz Dziennik” – te tuby skrajnej prawicy – zrobiły to, co zrobiły, calkowicie świadomie i cynicznie. Ale inne redakcje?

Albo wykazały żenujący brak warsztatu, albo reagują na kolory jak byk na korridzie: czerwonawe w polu widzenia – lejemy w mordę. To zresztą też żenujący brak warsztatu i paskudna stronniczość.

Reklamy

7 uwag do wpisu “„Szwajcarskie konta”: dziennikarze zrobieni w konia

  1. A.W.: To banki szwajcarskie miałyby takiej informacji o kontach udzielić i to ich rzecznik wyjaśnił p. Ziobrze procedurę i wymagania. To nie Polska, to nie rząd ani nie ministerstwo decydują, co jest dozwolone. Prawo decyduje. I tyle.

    Polubienie

  2. panie makowski moje pytanie było czysto retoryczne.
    to nie rzecznik rządu, ministerstwa finansów czy sąd wypowiedział sie w tym temacie. To tylko rzecznik stowarzyszenia.

    Polubienie

  3. >> A.W.
    nie.

    Swiss banking spokesman: Swiss News meets James Nason, head of international communications for the Swiss Banking Association, the trade associations for banks.

    journals.enotes.com/swiss-news-journals/131130309
    oraz:

    The Swiss Finance Ministry declined to comment on speculation of sanctions but James Nason, the spokesman for the Swiss Bankers’ Association

    i te de.

    Polubienie

  4. A może nie chodzi o żadne konta bankowe? I nie chdzi o skompromitowanie polityków lewicy? Może celem jest wyeliminowanie najpopularniejszego, mającego najwyższą akceptację w sondażach polskiego polityka metodą ,że tak powiem , okrężną. To już kiedyś zostało skutecznie wykonane. Przećwiczone na Cimoszewiczu. Jak rewelacje pani Jaruckiej nie wystarczyły , to zaczęto dobierać się do mieszkającej w USA córki kandydata na prezydenta. I pomogło. Aby nie narażać córki na obrzucanie błotem, Cimoszewicz zrezygnował z kandydowania.

    A w Szwajcarii mieszka na stałe siostra Kwaśniewskiego. I pewnie nie ma ochoty na uczestnictwo w harcach polityków PiS.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.