I po co było żreć tę żabę?

Jak podaje „Press„, program pierwszy Polskiego Radia wycofuje się z pewnych bulwersujących decyzji sprzed paru miesięcy. „Sygnały dnia” znów poprowadzą zawodowi dziennikarze radiowi a nie prezenterzy telewizyjni i dziennikarze prasowi. Powrót do dawnej koncepcji zarządził nowy dyrektor Jedynki Jacek Sobala. Od poniedziałku poranne pasmo poprowadzą na zmianę dwa duety radiowe: Wiesław Molak i Marek Mądrzejewski oraz Grzegorz Ślubowski i Kacper Kaliszewski. Rozmowy z politykami (7.15, 7.45) poprowadzi Jacek Karnowski, wicedyrektor Informacyjnej Agencji Radiowej.
Sobala zrezygnował w ten sposób ze współpracy z dziennikarzami, którym prowadzenie ”Sygnałów dnia” powierzył we wrześniu ub.r. były dyrektor Marcin Wolski: Dorotą Gawryluk, Dorotą Wysocką, Krzysztofem Ziemcem (wszyscy z TVP), Tomaszem Sakiewiczem (”Gazeta Polska”) i Joanną Lichocką (”Rzeczpospolita”). Być może będą oni kontynuować współpracę z Polskim Radiem, jednak nie wiadomo, w jakim charakterze. – Nowy dyrektor zdecydował, że skoro zawiodła dotychczasowa koncepcja i nie poprawiła wyników słuchalności, należy zmienić formułę programu – tłumaczy Tadeusz Fredro-Boniecki, rzecznik Polskiego Radia. Od poniedziałku audycja ma być bardziej dynamiczna, zmienią się proporcje muzyki i słowa (nadawanych będzie więcej piosenek).
Słuchalność ”Sygnałów dnia” spadła już podczas pierwszych miesięcy ich nadawania według koncepcji Wolskiego: od września do listopada 2006 roku udział Jedynki w rynku ogólnopolskim w dni powszednie od 6 do 9 wynosił 20,6 proc., a w tym samym okresie 2005 roku – 21,7 proc. Obecnie (II – IV 2007) udział w rynku ogólnopolskim Programu I wynosi 12,3 proc., podczas gdy w tym samym okresie ub.r. – 14,3 proc. (dane: Radio Track, MillwardBrown SMG/KRC).

Mój komentarz: teraz to już będzie jednak tylko galwanizacja trupa, w dodatku nieskuteczna. PR1 jest jeśli nie w agonii, to w stanie przedagonalnym i nic już chyba upadku nie powstrzyma – chyba, że władze radia nie staną w miejscu po tym opisanym wyżej niewielkim kroku w tył, ale cofną się o kolejne kilkadziesiąt kroków. Rzecz w tym, że trzeba dziesięcioleci, by zdobyć zaufanie i sympatię słuchacza, która też nie jest przecież kierowana ku instytucji, ale ku konkretnym ludziom. Jeśli chce się „odzyskać radio”, to trzeba „odzyskać” (lub, lepiej, „pozyskać”- niskim ukłonem, dużym pieniądzem, szacunkiem, bonusami, przede wszystkim zaś pozostawieniem im nieograniczonej swobody twórczej) jego gwiazdy, a nie je wyrzucać i zastępować sepleniącymi amatoram. Nowych, młodych, zdolnych – trzeba po pierwsze znaleźć, po drugie zaś wprowadzać do studia bardzo ostrożnie, przyzwyczajając do nich słuchacza; nie więcej przy tym, niż jednego-dwóch debiutantów na rok. I nie ma mowy o powierzaniu im najmniejszego prawa decyzji zanim nie popracują na podrzędnych stanowiskach 5-10 lat. Próba zastąpienia autentycznych talentów radiowych (według moich szacunków, bardzo intuicyjnych rzecz jasna, do pracy w radiu czy TV nadaje się góra 1-2 osoby na 2000 ludzi z pełnym wyższym wykształceniem) ludźmi „znanymi z tego, że są znani” -np. z telewizji (lub sprzyjania władzy) – jest z góry skazana na niepowodzenie.

No, ale o tym nie mogą wiedzieć politrucy, którzy sami są amatorami.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “I po co było żreć tę żabę?

  1. Przyjemnie jest zgadzać się z Panem.
    Radzę zwrócić uwagę na takiego Grzegorza Ślubowskiego.
    Kiedyś mój mechanik samochodowy skarżył się jak to w/w groził mu jakimiś konsekwencjami, bo niezadowolony był z naprawy auta. To drobnostka, ale w grę weszły argumenty „Pan nie wie kto ja jestem”, „ja Pana opiszę”. Oczywiście wyszedł na „wała”, bo nic nie udowodnił, a na dodatek coś tam nie zapłacił.

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.