Zlustrowali Cesarza

Zgodnie z moimi przewidywaniami, przyszła kolej na Ryszarda Kapuścińskiego. W ostatnim numerze „Newsweeka” ukazał się obszerny artykuł „Teczka pisarza” (przeczytajcie koniecznie). Napisano w nim, że wielki reporter współpracował z wywiadem SB jako tzw. kontakt operacyjny. Oto cytat: z dokumentów w archiwum IPN wynika, że w latach 1965-1972 – a może nawet do 1977 r. – utrzymywał kontakty z wywiadem, przez który był traktowany jako kontakt operacyjny.

W teczce w IPN jest kilka sporządzonych przez Kapuścińskiego analiz sytuacji politycznej w krajach, do których jeździł. Jest parę charakterystyk osób, z którymi miał kontakt. Są trzy pokwitowania na 350 pesos. Wypada jednak zwrócić uwagę, że „Newsweek” Cesarza nie potępia jednoznacznie. Mętnie, bo mętnie – ale przyznaje, że działalność pisarza nikomu szkody nie przyniosła. Tytuł tekstu też jest w miarę neutralny. Zupełnie inaczej w „Dzienniku”; już tytuł tej gazety nie pozostawia czytelnikowi żadnego miejsca na myślenie: Kapuściński współpracował z SB – i tyle. Zdanie ale z dokumentów, jak twierdzi „Newsweek”, wynika, że pisarz nikomu nie zaszkodził pojawia się dopiero w trzeciej kolejności; i zwróćcie uwagę na to wytłuszczone przeze mnie zastrzeżenie…

Mój komentarz nastąpi bez dalszych cytatów. Komuś – komu, kaczuszko kochana, zgadnij: komu? – zależy w sposób widoczny na deprecjonowaniu elit intelektualnych, pozbawianiu ich autorytetu. Jeśli oplujemy nieżyjącego Kapuścińskiego, to kto się ujmie za obrzuconym wyzwiskami – dajmy na to, Żakowskim czy Michnikiem? Michalkiewicz też publicysta, Gosiewski też autorytet moralny, Rydzyk – wybitny etyk; tak będzie można mówić. Dodając, że w dodatku „oni nie współpracowali”.

Reklamy

25 uwag do wpisu “Zlustrowali Cesarza

  1. jak można dyskutować z kimś, kto sukcesy w piłce nożnej stawia w jednym szeregu ze strzałami z pistoletu w tył głowy?

    Lubię to

  2. Slucham i czytam wypowiedzi o „sluzeniu totalitarnemu panstwu”, jakim mial byc PRL i mam wrazenie, ze autorzy niewiele rozumieja. Czy powinnismy wstydzic sie za sukcesy „orlow Gorskiego” i czy pilkarze wraz z trenerem sluzyli totalitaryzmowi? Czy odkrycie freskow w Faras to byla „woda na mlyn” Gomulki, a prof. Michalowski wybral niewlasciwie, bo powinien siedziec w domu, protestujac w ten sposob przeciwko niedemokratycznemu panstwu? Czy sukcesy polskich olimpijczykow to bylo wylacznie dzialanie propagandowe na rzecz PRLu? Guzik prawda. Wielu ludzi chcialo po prostu „robic swoje”, a jesli byli sprawni, zdolni, wytrwali, to osiagali szczyty. Niekiedy byly to wydarzenia glosne na caly swiat. To nam dawalo wielka satysfakcje, poczucie, ze jeszcze sie nie dalismy, ze Polska w uscisku wielkiego brata, ale „jeszcze nie zginelismy”, jeszcze potrafimy pokazac swiatu.
    A z wygranej bokserow polskich nad radzieckimi szalenczo cieszyli sie rowniez ci, ktorzy bili brawo na zebraniach partyjnych.
    Poza tym jakie rozpracowywanie obcych band? Wiekszosc tych analiz dotyczyla spraw gospodarczych, w wyniku czego polskie przedsiebiorstwa handlu zagranicznego opracowywaly atrakcyjna oferte i Polska na wiele lat stawala sie glownym dostawca maszyn ciezkich do Indii np.

    Lubię to

  3. Poza tym, panie Andrzeju: osobiście żałuję mnóstwa działań i decyzji w moim życiu i bez oporu się do nich przyznam; nie sądzę, bym z tego powodu miał czuć się wielkim. Tylko krowa nie zmienia poglądów; to całkiem normalne, że człowiek ewoluuje. Przy tym fakt uznawania czegoś za błąd nie oznacza – a w każdym razie: nie zawsze oznacza – że się tego wstydzę. Ani że zrobiłbym inaczej nie mając dzisiejszej wiedzy o tym i owym.

    i to jest panie Bogdanie ta wielkość.
    Ale może pan przecież iść w zaparte. Łgać, kłamać, minimalizować, spłaszczać etc..ze wstydu lub dla zasady. Przyznać sie do błędu jest rzeczą wielką i nie wówczas kiedy jesteśmy „pod ścianą”

    a co do „mojego państwa” czy nie jest tak, że ta ochota przynależności do „takiego” państwa nie jest równoznaczna z państwem jako „moją własnością”? Przecież w państwie totalitarnym (a o takim -chyba- mówimy) zawłaszczanie „całości” jest jednym z jego „atutów”

    Przecież Hitler nie tylko dlatego mógł z państwem robić co chce, że posiadał aparat terroru ale również dlatego a może przede wszystkim, że ogromna „rzesza” obywateli chciała do takiego państwa przynależeć.

    Lubię to

  4. I jeszcze w sprawie imprezy w Audimaksie. Panie Andrzeju, Gebert ma w dużej mierze rację, w każdym razie emocjonalnie: ja też bym wolał, żebyśmy się mogli tam wypowiedzieć. Ale wtedy byłby wiec; a jak znam życie i wiece (a w paru brałem udział – m. in. w słynnym wiecu na PW w Październiku 1956), skończylibyśmy rano, zaś w tzw. międzyczasie trzeba by lać wodę na głowy kilku młodzieniaszków, którz bez wątpienia chcieliby zainaugurować jakiś marsz na pobliski Pałac Namiestnikowski… I po cholerę nam to? Więc: żałując – akceptuję. I obiecuję sobie ciąg dalszy; BTW pewne grono spotyka się w tej sprawie za tydzień…

    Lubię to

  5. A. W.: Widzę (i doceniam…) Pana dobrą wolę, ale wydaje mi się, że rozumuje Pan miejscami całkiem błędnie. W kwestii Hitlera np. myli Pan pojęcie „mojego państwa” w sensie mojej własności, z którą mogę robić co chcę, z pojęciem „mojego państwa” w sensie „państwa, do którego mam ochotę przynależeć jako obywatel”. Mnie interesuje tylko to drugie rozumienie, pierwsze uważam za chore. Jednakże jest dla mnie oczywiste, że nawet największy zbrodniarz może mieć w określonych sprawach rację, jego sądy mogą być prawdziwe (sąd prawdziwy = sąd zgodny z rzeczywistością); tym samym nie wolno zakładać, że każde zdanie bandziora, totała, faszysty itp. jest „samo z siebie” fałszywe. Inna sprawa – to ocena prawdopodobieństwa wiarygodności wypowiedzi owego bandziora w odniesieniu do wypowiedzi – dajmy na to – ks. Tischnera; ta druga jest bez wątpienia wiarygodniejsza, ale tylko w sensie statystycznym.
    Poza tym, panie Andrzeju: osobiście żałuję mnóstwa działań i decyzji w moim życiu i bez oporu się do nich przyznam; nie sądzę, bym z tego powodu miał czuć się wielkim. Tylko krowa nie zmienia poglądów; to całkiem normalne, że człowiek ewoluuje. Przy tym fakt uznawania czegoś za błąd nie oznacza – a w każdym razie: nie zawsze oznacza – że się tego wstydzę. Ani że zrobiłbym inaczej nie mając dzisiejszej wiedzy o tym i owym.

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.