Spotkanie na UW w mediach

rdd-010.jpgNiezmiernie ciekawe są relacje medialne z wczorajszego spotkania. Jedną poznałem z drugiej ręki – i przyznam, że opowieść o tym wtarła mnie w podłogę: okazuje się, że TVN24 nadała live tylko wstępne wystąpienie Olechowskiego, mowę Kwaśniewskiego i i finalny speech Wałęsy; a opuściła całe meritum, tj, wystąpienia profesorskie! Gorzej: pokryła je – relata refero, piszę tak, bo doprawdy trudno mi w to uwierzyć – głupawą rozmową Marciniaka z jakimiś prawicowymi komentatorami! Wiele smaczków zniknęło też w innych mediach…

 

Oto pierwszy: Witek Osiatyński (piszę tak familiarnie, bo przed czterdziestu laty wspólnie przepuściliśmy przez nerki jakieś dwie cysterny czegoś mocnego na cowtorkowych spotkanich w knajpie SDP) zaczął swoje wystąpienie od stwierdzenia, które mnie osobiście przyprawiło o zjeżenie wszystkich włosów swą wymową – a i większość obecnych też tak to chyba odebrała, bo szmerek po sali przeszedł niezły. Otóż Witek zaczął mniej więcej tak: ostatni raz zabierałem w tej sali głos w sprawach publicznych 11 marca 1968 roku… Zastanówcie się, co ten niebywale mądry człowiek w ten sposób faktycznie powiedział – i komu. Oczywiście, nigdzie słowa na ten temat.

Przepuszczono też wszędzie jadowity żart Wałęsy, który – mówiąc o tym, że sami jesteśmy winni publicznemu istnieniu bliźniaków i wyrażając opinię, że mimo wszystko damy sobie z tym tałałajstwem radę – ostrzegł, że w Polsce istnieje… kilka par pięcioraczków. Swoją drogą, przy wielu zastrzeżeniach do Lecha jednego nie sposób mu odmówić: wspaniałego poczucia humoru, a dziś także bardzo sympatycznego dystansu do samego siebie; też dał wczoraj temu kilkakrotnie wyraz.

Media wyraźnie nie zrozumiały także (albo nie chciały zrozumieć, ale osobiście stawiam na to, że reporterzy byli po prostu za głupi) ironii Kwaśniewskiego. Dziś wszędzie pełno informacji, że dziękował Kaczorom za ich wkład w Okrągły Stół; otóż w istocie nie dziękował: ze złośliwą premedytacją – najzupełniej słusznie – wypomniał im radykalny zwrot ideowy i cyniczną amnezję. Ubrał to w wytworne i grzeczne słowa, ale przesłanie, pełne pogardy, było całkowicie jasne. I sala to bezbłędnie wychwyciła.

Był Karol Modzelewski, Andrzej Wielowieyski, Henryk Samsonowicz, Janina Paradowska…

A jakaś jedna ósma ćwierćinteligenta nazwała tych ludzi w programie Lisa „Targowicą”…

Reklamy