Zniechęcenie/zbrzydzenie

…to jest dokładnie to uczucie, które zaczyna autorowi niniejszych słów towarzyszyć, gdy myśli o napisaniu kolejnego posta. Minął oto bowiem długi weekend; ileż – okazało się – jest ważniejszych rzeczy na świecie od polityki i mediów! Spacer do pięknie rozwijającego się parku, choćby; albo szklaneczka whisky; albo zmontowanie półek w piwnicy czy rozmowa z psem… To motywacja pozytywna do przerwy w pisaniu; była i negatywna.
Oczywiście, w polityce działo się bowiem co nie miara, jak to w tym chorym umysłowo kraju zazwyczaj bywa nawet wówczas, gdy teoretycznie wypadałoby „dać se siana”. Ot, afera z Barbarą Blidą, w której prokuratura kręci na potęgę – ale przecież przerżnie i umoczy tyłek swojego oberszefa bez wątpienia, bowiem mec. Piotrowski ma chwyt buldoga i nie popuści, choćby miał „niepatriotycznie” skatować pisowskie towarzystwo w Strasburgu czy gdziekolwiek. Ot, kretyński projekt ustawy „dezubekizacyjnej” (cóż za słowo!), który ma w oczywisty sposób mniej szans w Trybunale Konstytucyjnym – nie mówiąc już o Trybunale Praw Człowieka – niż ja w „Tańcu z gwiazdami”. Ot, kolejne majaczenia niewykształconych prowincjonalnych przygłupów i kurdupli na temat nazw ulic i lokalizacji jakichś pomników… Ot, ten od weszpolaków znowu się nadął i zaprotestował przeciw europejskiemu podręcznikowi historii, bo mu za mało było bozi…

Czy oni muszą marnować moje podatnicze pieniądze na te wszystkie głupoty?

Tak wygląda polska norma, silnie niestety wspierana przez media – nie z przekonania, jak sądzę, wspierana, ale dlatego, że jest to jedyna padlina, którą się można pożywić; obrzydliwość. Zaczyna być widoczne gołym okiem coś szalenie niepokojącego: oto nawet w do niedawna dość spokojnych programach typu dyskusyjnego (powiedzmy, w „Loży Prasowej”) obecni tam coraz częściej i coraz bardziej masowo prawicowi dziennikarze – w wielu wypadkach: sztucznie wylansowane gwiazdki, młode i bez doświadczenia, warsztatu ani wiedzy, ale za to bardzo pewne siebie – nie rozmawiają już, lecz warczą na przeciwnika i odymają pogardliwie usta na wypowiedź rozmówcy – nie mając argumentów ani inteligencji, pozwalającej choćby wybrnąć z sytuacji bon-motem…

A propos bon-motów: dla Przemysława Edgara są to „bomonty”. I to stworzenie robi za gwiazdę na pisowskim podwórku! I „to” ma być wicepremierem!

Powracając do dyskusji: nieliczni przedstawiciele nieprawicy (bo przecież autentyczna lewica pojawia się w tych programach w ilościch homeopatycznych…) gubią się i pozwalają zakrzyczeć. Nie potrafią – to przykład z ostatniej niedzieli – na szantażowe „bo stąd wyjdę” jednego z braci Karnkowskich, który mniej wiecej tak zareagował na kłopotliwą dla siebie sytuację, odpowiedzieć na przykład: „a dla mnie idź pan w cholerę” – tylko pokornie przerywają swoją wypowiedź…

Doprawdy: traci sens oglądanie tego i komentowanie. Z ekranu leją się głupota, chamstwo i hucpa tak straszne, że słychać tylko tupanie: to ludzkie pojęcie przechodzi.

Więc coraz prawdopodobniejsze jest, że ten blog zaniknie. Coraz bardziej rozumiem Oliveirę.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Zniechęcenie/zbrzydzenie

  1. Szanowni państwo,
    a czy to nie jest tak, że media wykorzystują tylko boom na sprawy polityczne? Przecież gdzyby oglądalność programów politycznych by spadła- zniknęłyby z anteny (przynajmniej w komercyjnych). Gdyby ludzie przestali się tym interesować- to umarłoby śmiercią marketingu.

    Nie tylko nie można sobie odpuszczać, ale i trzeba walczyć. Żeby przy następnych wyborach było inaczej.
    Trzeba budować społeczeństwo obywatelskie, trzeba budwać demokrację, kapitał społeczny i przede wszystkim kreować świadomość.

    A czyja to rola? Nasza- wykształciuchów, ludzi nie zgadzających się na taki porządek świata.

    Polubienie

  2. Pewnie, że nie warto odpuszczać.
    To już ja narażam się na wywalenie ze szkoły pisząc do gazetki polityczne artykuły niekoniecznie przychylne władzy.
    Tym bardziej takie strony nie powinny znikać.

    Polubienie

  3. To prawda, wróciłem. Ale… pominąwszy najobrzydliwsze podłości, jakie wyczynia koalicja ewolucji moralnych… jednak nie mam nastroju do pisania. Męczy mnie niezwykle ewolucja (to takie coś, co nie istnieje ;)) sposobu, w jaki media podają informacje, oraz treści owych: przez weekend na przykład gazeta.pl ekscytowała się tym, że „Marszałkiem jednak Gosiewski”, „Ujazdowski marszałkiem Sejmu?” „Kalisz: niepewności wokół marszałka dowodem na rozłam w PiSie” etc. A cóż to za „ważne” wiadomości? W jaki sposób na poziom życia Polaków, na bezrobocie, na ilość aborcji, na poziom wykształcenia czy inne podobne tematy zastępcze wpłynie to, kto będzie marszałkiem Sejmu, skoro do dyspozycji mamy dwóch panów, a obaj z PiS (to takie ugrupowanie, gdzie jest tylko jeden prezes)?

    Z innych ciekawych wiadomości: otóż podobno Sławomir Sierakowski ma poprowadzić godzinny program w TVP. (To kolejny ważny artykuł z gazeta.pl.) Ma to służyć pokazaniu, że prezes Urbański jest zwolennikiem pluralizmu mediów. A teraz pytanie: czy jeśli lewica ma do dyspozycji 1 godzinę czasu antenowego tygodniowo, a prawica 167 godzin tygodniowo (no dobrze, odliczmy 56 godzin ciszy nocnej. 111 godzin tygodniowo), to czy można mówić o wolności słowa?

    Cieszę się, że nie widziałem programu ze zdankiem „bo stąd wyjdę”, mógłbym rzucić butem w telewizor. I martwię się tym, że mając lat 29 czuję się starym, zgorzkniałym dziadem, który nie widzi dla siebie miejsca w świecie, w którym informacja o pięciuset ofiarach w Iraku musi ustąpić miejsca Paris Hilton w areszcie. Ale tak się składa, że nie mam pod ręką świata alternatywnego…

    Polubienie

  4. Panie Bogdanie, Olveira nie zanknal – jest w sieci… Przylaczam sie do Fraglesi… nie mozna odpuszczac, a Panski monitoring mediow jest jedna z wazniejszych rzeczy w sieci…

    W sprawie B. Blidy – uruchomilem mini bloga, http://bblida.tumblr.com , gdzie zamieszczam wszystko, co sie w tej sprawie dzieje…zapraszam…
    I jeszcze raz – NIE WOLNO MILCZEC…

    Uklony

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.