Odszedł Jan Zakrzewski

Coraz częściej wypada mi tu odnotowywać odejścia wybitnych ludzi pióra. Dziś chcę kilka słów poświęcić człowiekowi, którego młodzież z pewnością nie kojarzy: sędziwy był, a od lat nie udzielał się „na łamach”. Ale cóż to był za dziennikarz wspaniały! Zmarły 22 kwietnia w pięknym wieku 87 lat Jan Zakrzewski był jednym z najlepszych korespondentów zagranicznych (w Paryżu i Nowym Jorku), jakich miała Telewizja Polska. Był też wspaniałym publicystą, autorem bardzo niegdyś popularnego magazynu spraw międzynarodowych „Persykop” TVP – a i niebywale sprawnym człowiekim pióra…

Jan Zakrzewski urodził się 24.02. 1920 r. w Skierniewicach. W 1949 ukończył Akademię Nauk Politycznych w Warszawie (była taka uczelnia!). Ma piękną kartę wojenną: uczestniczył w kampanii wrześniowej, walczył w Norwegii, w latach 1940-45 był oficerm PSZ na Zachodzie (kapitan); wróciwszy do Polski po studiach poświęcił się dziennikarstwu, m. in. współpracował z legendarnym „Po Prostu”. Cztery lata pracował jako redaktor książkowy w „Czytelniku”, aby od 1957 roku związać się z radiem i (specjalnie) powstającą telewizją. W telewizji był jednym z pierwszych twórców teleturniejów; to on ściągnął do TVP Ryszarda Serafinowicza, z którym w parze zdobył kolosalną na tamte czasy popularność. W 1961 wyjechał jako korespondent do Paryża; tu pracował 6 lat. Następne 6 lat spędził „w centrali” (wspomniany „Peryskop”), aby w 1972 objąć korespondenturę w Nowym Jorku. Wrócił stąd w roku 1976 i od tego momentu – z nieznanych mi przyczyn – nie pojawiał się już w zasadzie na małym ekranie; do przejścia na emeryturę pracował już tylko jako komentator radiowy. I pisał.

Był autorem paru książek, z których najbardziej lubię dwie; pewno nie najważniejsze, ale jakie to dziennikarstwo! Są to „N.Y.N.Y” z 1979 roku i „Notatnik korespondenta”, 1983. Zwłaszcza ta ostatnia jest błyskotliwa i niezmiernie zabawna.

Był też świetnym tłumaczem: Hemingwaya, Caldwella, Steinbecka, Wouka i Mailera; kawał najlepszej literatury amerykańskiej znamy dzięki niemu!

Nagród – jak rzadko zasłużonych – wziął w życiu co nie miara. Miał niebywale piękną żonę, Ewę Krasnodębską, która – aby mu towarzyszyć w dziennikarskich peregrynacjach – rzuciła wielką karierę sceniczną. Aha: mieszkał na warszawskim Żoliborzu. To on właśnie był modelowym żoliborskim inteligentem, nie kto inny.

TVP oczywiście nawet się o śmierci Janka nie zająknęła. Już go żadne plugawce nie zlustrują. Chwała mu.

Advertisements

One thought on “Odszedł Jan Zakrzewski

  1. no, szkoda; ale.

    i więcej:
    (o ile pamiętam) na tym lepszym, willowym żoliborzu…
    a wiec – w pewnym sensie – nie był „modelowym żoliborskim inteligentem”…
    modelowy to – jednak – tradycje WSM, kolonii, pps, niestety też powojennej „lewicy”…
    a nie wańkowicza, ktory też – z żoliborza (= willowego).
    nie ma modelowych.
    (moim nieskromnym.)

Możliwość komentowania jest wyłączona.