Zanik kolejnego obyczaju

Zmienia się w oczach ten nasz zawód dziennikarski. I nie o to mi chodzi (choć o to też), że w ogóle psieje: coraz słabsi są ci nowi dziennikarze warsztatowo, coraz mniej wiedzą o świecie, coraz gorzej wychowani – za to są coraz bardziej pewni siebie. Tym razem o czymś innym. Otóż – słusznie, jak sądzę – jeszcze całkiem niedawno były nie do pomyślenia przemarsze z „prawdziwego” dziennikarstwa (obojętne: pisanego, czy medialnego) do tzw. public relations czy reklamy i z powrotem. To znaczy takie przemarsze były możliwe i zdarzały się, ale na zasadzie biletu w jedną stronę; jak ktoś z żurnalisty stawał się pijarowcem czy rzecznikiem prasowym albo copywriterem, to już powrotu nie było…

Tymczasem oglądam ja dziś przypadkiem TP3 i cóż widzę: damę, która przed laty robiła tu za gwiazdę, potem gdzieś tam rzeczniczyła – i oto jest z powrotem. Oczy mi ze zdumienia wyszły na wierzch, bo jest to złamanie zasady, którą uważałem i uważam za jedną z najbardziej elementarnych: jak ktoś brał pieniądze za wciskanie kitu kolegom z prasy jako rzecznik (a w końcu na tym wciskaniu kitu rzecznikowanie polega), to nie może być już nigdy w życiu wiarygodny jako dziennikarz. Podobnie jak ktoś pracował w reklamie, to jego zadaniem było – również za pieniądze – skłanianie ludzi do kupna określonych produktów – rzecz znowu nie do pogodzenia z uprawianiem potem dziennikarstwa.

Dobrze się zrozumiejmy. Nie mam nic przeciw pijarowcom, rzecznikom czy copywriterom. Są w oczywisty sposób niezbędni społecznie. Co więcej, dziennikarze się w tych rolach sprawiają całkiem nieźle, bo znają środowisko; chyba nie ma co tego uzasadniać. Chodzi mi tylko o niemieszanie ról: jak zrezygnowałeś z uprawiania żurnalistyki, to już – niestety – na dobre.

Ale znów wychodzi na to, że jesten staroczesny.

Reklamy

18 uwag do wpisu “Zanik kolejnego obyczaju

  1. ciekaw jestem czy ostawiałeś sie w kolejce do całowania jego (Urbana) reki 😉

    intelekt umysł, rozum, inteligencja (w odróżnieniu od uczucia, woli, zmysłów), suma zdolności umysłowych, doświadczenia, wiedzy człowieka.
    intelektualista człowiek pracujący (twórczo) w dziedzinie nauki a. sztuki; odznaczający się kulturą umysłową; oddający się studiom, rozważaniom, obszernym lekturom.
    intelektualizm filoz., psychol. pogląd przypisujący intelektowi podstawowe a. wyłączne znaczenie w procesie poznawczym.

    Etym. – łac. intellectualis ‚umysłowy’ od intellectus p.p. od intellegere ‚wybierać; rozumieć; znać’; zob. inter-; legere, zob.legenda.

    Jak inteligencja to i poglądy, moralność, dobroć charakteru……
    Jak kultura umysłowa to: poglądy, moralność, dobroć charakteru…..
    To również przedstawianie swoich racji a nie narzucanie ich, to także reprezentowanie swojego widzenia świata ale nie dyskryminowanie innych którzy maja czelność myśleć inaczej (Oszołom)
    „górna półka” zobowiązuje. Nikt z tej półki (jeśli przyjąć takie nazewnictwo) nie będzie narzucał swoich poglądów (brutalnie i po chamsku ) innym. Nie będzie obrażał myślących inaczej etc…..
    Intelektualiści III RP w dużej mierze tak czynili. Dlaczego?
    Ponieważ byli fałszywymi intelektualistami tak nazwali się a własnego nadania. ( w skrócie)

    Polubienie

  2. Nie mam pojęcia,czy swego rodzaju „złośliwością” można byłoby sobie także wytłumaczyć radiowy felieton,bodajże Wieczorkiewicza, w dzisiejszej Trojce (III PR ) w godzinach przedpołudniowych,omawiający znane Postaci …
    …(podaję z pamięci)
    ” wieloletni medialny spektakl, z umierającym,bełkoczącym starcem,nie kojarzącym ani miejsca ani sytuacji”
    …któż to mógłby być?
    Wieczorkiewicz w końcu wyjaśnił,że był to Breżniew!
    … a ja,”naiwnie”, sądziłem,że omawia innego bełkoczącego,także nieżyjącego już starca…
    Takie jest czasami to dziennikarstwo…

    Polubienie

  3. >> A.W.: Oczywiście: ma. A czasami: również narzuca. Czasami zaś: nie ma. Bo intelektualista, to po prostu człowiek pracy twórczej „z najwyższej półki”. I z poglądami nie musi to pojęcie mieć na dobrą sprawę nic wspólnego. Tak jak z moralnością, dobrocią charakteru, religijnością lub jej brakiem, płcią i upodobaniami seksualnymi, do kompletnych zboczeń włącznie.
    A w sprawie Urbana (i jego fana, którym – nie ukrywam – jestem): nie macie pojęcia, jak mnie bawi i cieszy to, że niektórzy w pewnych sytuacjach czują rozdrażnienie. Więc jeśli ktoś sobie podkłada petardę pod siedzenie, to jednak nie ja… Ja bowiem też jestem złośliwy.

    Polubienie

  4. >> Gnebon Puczymorda
    …tudziez posrednio, ceniacemu Urbana autorowi…
    coś w tym jest!;-)
    i pozdrawiam Serdecznei (no, niech będzie:wszystkich…;-)

    Polubienie

  5. Bylo tak wiele reakcji na wpis bo Polacy sa z natury zlosliwi i nawet jesli rzeczywiscie uwazaja, ze dziennikarz umoczony w polityke traci na wiarygodnosci, to spostrzegli swietna okazje, by uzyc tego argumentu aby dolozyc Urbanowi tudziez posrednio, ceniacemu Urbana autorowi. Jak mawiaja anglosasi, you got hoisted by your own petard.

    Polubienie

  6. Zabawne… Nawet nie sądziłem, że ten wpis okaże się tak kontrowersyjny. Naprawdę, wydawało mi się z niejakim zawstydzeniem, że piszę o sprawach oczywistych; stąd lekko mnie zdumiała reakcja Puczymordy. Doprawdy, nie miałem zamiaru nikogo gnębić chwytami erystycznymi; po prostu, zdawało mi się, że „koń jaki jest – każdy widzi”; okazuje się, że nie. Cóż, całe życie człowiek się uczy, zaś westchnienie – nie pamiętam, niestety, czyje – „Boże, jak rozmaita jest twoja menażeria” – pozostaje aktualne…
    Zdumiał mnie też AW. Jeśli pan rzecznik rządu AWS – przepraszam, nie pamiętam nazwiska, zdaje się Gugulski – pisuje dziś teksty w tej samej poetyce, którą uprawiał, i jest (zakładam, bo nie czytuję) prokaczyński, to jest to też OK. Chodzi o to, by nie zmieniać poglądów jak chorągiewka; tylko taka zmiana oznacza utratę wiarygodności. Ale też do pewnego jeno w sumie stopnia; tylko krowa ponoć nie zmienia poglądów i dlatego nie można potępiać nikogo, kto – powiedzmy – 60 lat temu pisał wiersze o niejakim Dżugaszwilim; zwłaszcza, jeśli wiersze były formalnie niezłe…
    Co nie znaczy – znowu – że nie mamy prawa się temu-czy-owemu dziwić. Jak były sekretarz KC PZPR robi skrajnie prawicowe pismo, na przykład, albo były bardzo aktywny działacz tejże nieboszczki sekuje w radiu wszystkich, którzy istnieli w PRL. Ale w tym wypadku nasz (tj. mój) negatywny stosunek do tych poczynań wynika z ich ocent „tu i teraz”, a nie z samego faktu zmiany pozycji.
    Co zaś się tyczy „autorytetów”…
    Bardzo nie lubię tego słowa. Za ogólne. I w żadnym wypadku nie uważam za autorytety najwybitniejszych nawet dziennikarzy (poza sprawami stricte warsztatowymi). Jak również oczywiste jest, że z samego faktu uprawiania dziennikarstwa nie jest się intelektualistą. Intelektualistą był Kapuściński czy Giedroyc; intelektualistą jest Michnik albo Żakowski. Nie jest intelektualistami wielu głośnych dziś żurnalistów; to są mniej lub bardziej zręczni wyrobnicy pióra, rzemieślnicy zawodu. A niektórzy z nich są po prostu najemnikami; też bywa. Masa zaś jest po prostu masą, także w odniesieniu do tego zawodu. Jak i w odniesieniu do zawodu lekarza, inżyniera czy księdza. Tu też są tacy, którzy dla szmalu zrobią wszystko.
    Więc: sprzeciw wobec jakichkolwiek sądów uogólniających. Poważnie myślę niekiedy, że duży kwantyfikator warto by było skreślić z logiki. Coraz bardziej jestem zdania, że istnieją tylko indywidua, każda zbiorowość zaś jest w pewnej mierze mitem, bytem kosntruowanym – nie zaś rzeczywistym.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.