Dobrze o kobiecie

Niektórzy – ale dodam natychmiast: znający mnie dość pobieżnie – posądzają mnie nie tyle o antyfeminizm, co wręcz mizogynizm. Faktycznie, czasem o niektórych paniach mówię i myślę nienajlepiej; z drugiej strony sądzę jednak – zgodnie z Klasykiem – że jak się któraś Panu Bogu uda, to klękajcie narody. Czasami zaś mój stosunek do danej damy bywa dynamiczny: częściej zmieniam zdanie z dobrego na złe, rzadziej odwrotnie. No i teraz będzie o tym odwrotnie. Czyli o pani Elizie Michalik.

Nie ukrywam, że z początku za nią nie przepadałem (choć  gdy chodzi o tzw. warunki i predyspozycje, to uznawałem ją zawsze za osobę atrakcyjną, taką co to „kamera ją lubi”; zauważałem też rzecz u osoby występującej w telewizji wręcz kluczowo ważną: fascynujący i ogromnie wyrazisty timbre głosu). Nie przepadałem, bo – przyznaję – ulegam pewnemu stereotypowi: jak ktoś jest z „Gazety Polskiej” lub „Gościa Niedzielnego”, czy „Ozonu”, to mam do niego stosunek jak pies do jeża.

No i coraz  bardziej mi się ta Eliza podoba. Okazała się inteligentna (co w gruncie rzeczy było widać od zawsze, ale mój przyćmiony uprzedzeniem umysł nie bardzo chciał to przyznać), oryginalna w sądach, jadowicie złośliwa (lać przeciwnika pałą po oczach – jak powiedzmy – jakiś Putra czy inny Dorn, to byle Gosiu potrafi; strzelić zgrabnym, a zabójczym bonmotem z biodra, to wyższa szkoła jazdy…). Okazała się – mimo, że reprezentuje poglądy raczej różne od moich – niezależna i wolna od uprzedzeń: jak się odwinie, to z równą pasją przyładuje SLD, jak PiS-owi. Na dodatek wszędzie jej pełno i ma całkiem sprawne pióro. Czegóż chcieć więcej?

Może się trzeba by martwić, że „przeciwnikowi” wyraźnie przybył duży talent dziennikarski. Ale mnie przede wszystkim cieszy samo pojawienie się tego talentu i wyrazistej osbowości w obszarze, w którym brylują z reguły pryszczate niedokształceńce; dopiero później przyjdzie zatem pora na zastanawianie się nad polityką. Tym bardziej – piszę te słowa z niejakim strachem, co by nie złożyć na urodziwym policzku pani Elizy swoistego „pocałunku śmierci” – że obiekt mojej deklarowanym niniejszym sympatii wydaje się jakoś znacząco oddalać od prawej ściany…

Reklamy

18 uwag do wpisu “Dobrze o kobiecie

  1. Strasznie mi pan trudne pytanie zadał. Madame Eliza – jeśli z tymi plagiatami to prawda, a wszystko wydaje się wskazywać, że tak – najzupełniej zasłużenie wyleci z obiegu dziennikarskiego. Ale powiem, że szkoda mi jej trochę, bo w odrobinę tylko innej sytuacji mogli z niej być ludzie. Pewno uległa chciwości i stąd taka masowa produkcja niezbyt oryginalnych tekstów. A mogła – między nami mówiąc – robić niemal to samo, tylko… wyłącznie w TV, w mowie, nie w piśmie (cynicznie: znacznie trudniej przyłapać…). Ale z drugiej strony – nigdy by nie trafiła na szkło, gdyby nie wyrobiła sobie marki, jako „kontrowersyjna publicystka”. Słowem: klasyczny przykład „siłowego przyspieszania biegu dziejów”; zazwyczaj się to tak kończy.
    A szkoda mi – bo żal tego fascynującego głosu i niewątpliwej atrakcyjności fizycznej, a także pewnej bezczelności ekranowej i lekkości bycia; takie cechy psychofizyczne zdarzają się łącznie dość rzadko. W dobie królowania urody „schymallowsko-wysockiej” EM stanowiła niewątpliwą atrakcję telewizyjną.
    I, żeby zamknąć temat: kiedy się ma wątpliwości, jak się w danej sytuacji zachować – należy się zachować po prostu przyzwoicie. Tylko tyle – i aż tyle. Nie starczyło charakteru, albo rozumu.

    Polubienie

  2. Cóż, ten pean na cześć Michalik napisany został dość dawno, więc mogę przyjąć, że pewne sprawy nie były wtedy do końca wyjasnione. Jakie jest Pańskie zdanie o pani Michalik dziś, gdy wiemy więcej?

    Polubienie

  3. >> 13. Oj, niedobrze. Chyba rzeczywiście coś z tą panną jest nie tak. Może lepiej, żeby skupiła się na gadaniu (nadal twierdzę, że idzie jej to nieźle) niż na pisaniu? Zastanawia mnie w tym wszystkim tylko jedno: moment, w którym cała sprawa wybuchła i kierunek ataku na madame Elizę: z prawej. Uderzono dokładnie wtedy, gdy zaczęła jakby zmieniać front polityczny (czyli, po mojemu, mądrzeć). Nie jestem miłośnikiem teorii spiskowych, ale…
    Przypominam, że za czasów rządów pewnego gruzińskiego kleryka imieniem Józef najgroźniejszym wrogiem był nie rzeczywisty przeciwnik, ale dysydent z własnych szeregów. Prawdziwy, albo urojony.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.