Kolejna draka w sali. Demoniczne WSI na tapecie.

Ledwo ciut odetchnęliśmy od afery samorządowej, ze szczególnym uwzględnieniem okiwania przez pisiorki Naszej Hani Kochanej – a tu, masz babo placek: Wojskowe Służby Informacyjne desantowały się w Przenajświętszych Mediach III RP. Są nazwiska. Całą sprawę nadała (dosłownie i w przenośni) Telewizja Publiczna; oto dość szczegółowy opis wydarzeń i kilka komentarzy WirtualnychMediów.pl…

Wojskowe Służby Informacyjne na początku lat 90. próbowały przejąć kontrolę nad mediami w Polsce – podały sobotnie „Wiadomości” TVP, powołując się na raport komisji weryfikacyjnej WSI. Według „Wiadomości”, WSI miały pozyskać 115 agentów spośród przedstawicieli mediów, a także korzystać z pomocy jeszcze większej liczby nieformalnych współpracowników.

Wśród agentów – jak podano – miał być m.in. Grzegorz Woźniak, popularny prezenter TVP w latach 70., występujący pod pseudonimem „Zezar”. Inni wymieni przez TVP to: Sławomir Prząda, b. szef „Teleexpressu”, Piotr Nurowski, współtwórca Polsatu. Raport ma też potwierdzać, że agentem WSI był Milan Subotić, przez lata pracownik TVP, a potem TVN.

Antoni Macierewicz, dziś szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, który kierował komisją weryfikującą funkcjonariuszy zlikwidowanych WSI powiedział, że pod koniec lat 90. wojskowe służby dysponowały agenturą we wszystkich centralnych telewizjach, a agenci byli tam rozlokowani na kluczowych pozycjach.

To bzdura, że Wojskowe Służby Informacyjne chciały w początkach lat 90. przejąć kontrolę nad TVP – uważa natomiast b. szef WSI kontradmirał Kazimierz Głowacki. Podkreślił, że w 1993 r. ówczesny prezes NIK Lech Kaczyński kontrolował WSI i „nie stwierdził żadnych uchybień”.

Szefowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krystyna Mokrosińska powiedziała PAP, że potrzebne jest jak najszybsze i jednorazowe ujawnienie wszystkich agentów wśród dziennikarzy. Zapowiedziała, że zwróci się w tej sprawie do prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego oraz dyrektora IPN Janusza Kurtyki. „Trzeba to zrobić dla dobra demokracji” – podkreśliła, dodając, iż jedną z jej podstawowych zasad jest niezależność prasy.

„Błagam, proszę prezydenta RP, prezesa IPN, Rzecznika Praw Obywatelskich – ujawnijcie wszystko od razu” – zaapelowała szefowa SDP.

Zainicjowana przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego i przyjęta przez parlament pod koniec grudnia zeszłego roku nowelizacja ustaw likwidujących WSI dotycząca ujawnienia raportu z weryfikacji żołnierzy Wojskowych Służb Informacyjnych powstałego po likwidacji tych służb wejdzie w życie 31 stycznia. Prezydent zapowiedział, że 1 lutego raport zostanie przekazany opinii publicznej.

W raporcie mają być podane m.in. nazwiska żołnierzy i agentów WSI, jeżeli ich działania naruszały prawo lub nie dotyczyły obronności państwa i bezpieczeństwa wojska. Raport ma też zawierać informacje o osobach współdziałających z żołnierzami WSI przy wymienionych działaniach, oraz o osobach, które nakłaniały, ułatwiały lub polecały wykonanie takich działań, a także o osobach zajmujących kierownicze stanowiska państwowe, które miały informacje na ten temat, ale nie zrobiły nic, by tych działań zaprzestano. Za nieprawdziwe wyjaśnienia podczas weryfikacji grozić będzie kara od pół roku do 8 lat więzienia.

Dziennikarze o przecieku z raportu nt. WSI

Jedną z najważniejszych informacji z raportu na temat WSI, który w najbliższy czwartek ujawni prezydent, będzie to, czy łamały one prawo, działając niezgodnie ze swoimi zadaniami – mówili dziennikarze-goście „Loży prasowej” w TVN24.

W rozmowie na temat tego przecieku Michał Karnowski zapowiedział, że podczas ujawniania raportu będzie czekał na informację, „czy WSI złamały prawo”.

Tym, czy służby działały niezgodnie ze swoimi zadaniami, jest zainteresowany także b. redaktor naczelny „Przekroju” Piotr Najsztub. „Jeśli w czwartek prezydent ujawni fakty – oczekuję, że odpowiedzialność przez Trybunałem Stanu poniosą ministrowie i premierzy”, którzy odpowiadali za służby w tamtym okresie – powiedział.

Najsztub zastanawiał się, „w jakich grach operacyjnych ci dziennikarze (zwerbowani do współpracy przez WSI – PAP) uczestniczyli, i które fakty medialne czy wydarzenia przez nich opisywane były inspirowane przez służby. Może się okazać, że były to te reportaże, które zmieniły bieg historii” – spekulował b. naczelny „Przekroju”.

Według Karnowskiego, warto zwrócić uwagę, jaki obraz służb wyłoni się z raportu. „Jeśli by się potwierdziło, że nawet połowę swojej energii WSI kierowały na odcinek medialny krajowy, a w dużo mniejszym stopniu zajmowały się ochroną kontrwywiadowczą, wojskową – to pokazuje, dużo więcej, niż kolejne listy nazwisk (współpracowników służb -PAP)” – mówił.

Dziennikarz nie wyklucza, że potwierdzą się najgorsze teorie, że WSI były „państwem w państwie – być może powiązanym z Moskwą, i z określonymi grupami interesów w Polsce, które miało zdolność kreowania życia politycznego”.

Z kolei Piotr Semka z „Rzeczpospolitej” zwrócił uwagę na sprawność WSI, o której świadczy to, że „w prawie niezmienionej formie przetrwały one do bardzo niedawna”.

Natomiast Ewa Milewicz z „Gazety Wyborczej” zastrzegła, że nie budzą jej zaufania działania Antoniego Macierewicza po 1989 r. Dziś jest on szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego, a bezpośrednio przedtem kierował komisją weryfikującą funkcjonariuszy zlikwidowanych WSI.

Sobotni przeciek na temat służb jest już kolejnym – zwróciła uwagę dziennikarka. Przypomniała b. szefa kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, członka kolegium IPN w latach 1999-2006, Andrzeja Grajewskiego. W styczniu „Życie Warszawy” napisało, że jego nazwisko znajduje się w dokumentach, które sejmowa komisja ds. służb specjalnych dostała od komisji likwidujących WSI. Z dokumentów miało wynikać, że Grajewski zgłosił się do WSI na ochotnika na początku lat 90.

Milewicz podkreślała, że Grajewski „działał na rzecz niepodległego państwa, współpracował ze służbami po 1990 r., dochował wszystkich procedur, powiadomił wszystkich ministrów – a mimo tego w jego sprawie został wyciągnięty jakiś tajemniczy przeciek”.

Dziennikarkę zbulwersowała też – jak przyznała w programie – sprawa Milana Suboticia – przez lata pracownika TVP, a potem TVN. O tym, że Subotić to agent WSI, napisała na początku października „Gazeta Polska”, powołując się na informacje z Komisji Weryfikacyjnej WSI.

Bez względu na to, „z kim Subotić współpracował i w jakiej sprawie”, okoliczności i sposób ujawnienia jego współpracy sugerują – zdaniem Milewicz – zemstę polityczną. „Teczki zwykle do tego służą” – dodała dziennikarka.

Szokujące plany WSI dot. przejęcia mediów”

Źle się stało, że przed ujawnieniem przez prezydenta raportu z weryfikacji żołnierzy Wojskowych Służb Informacyjnych nastąpił wyciek informacji o działaniach WSI w mediach – ocenili politycy, niedzielni goście Radia Zet oraz TVN24. Jeśli jednak te informacje się potwierdzą, to są „szokujące” – mówili niektórzy.

„Jeżeli przecieku dokonał funkcjonariusz publiczny, to powinien ponieść konsekwencje i odpowiedzialność karną” – powiedział dziennikarzom po wyjściu ze studia „Zetki” szef Kancelarii Prezydenta Aleksander Szczygło. Zastrzegł jednocześnie, że nie wie, czy podane informacje na pewno pochodzą z raportu z weryfikacji żołnierzy WSI.

Europoseł Michał Kamiński (PiS) ocenił, że źle, jeśli „tajne dokumenty, które nie powinny przed ujawnieniem dostać się do osób postronnych – do nich trafiają”.

Odnosząc się do informacji z przecieku – jeśli są one prawdziwe, Kamiński uznał, że „mamy do czynienia z monstrualnym skandalem”, a Polska lat 90. „była dużo bardziej odległa od europejskiego standardu państwa prawa, niż mogliśmy przypuszczać”.

„Jeżeli prawdą jest, że prowadzono całą grę, by kontrolować obieg informacji w telewizji publicznej, jeżeli próbowano tej gry w celu przejęcia kontroli również nad jedną z telewizji prywatnych – to oznacza, że żyliśmy w państwie, które niebezpiecznie zbliżało się do standardów państwa policyjnego” – ocenił polityk PiS.

Jan Rokita (PO) zastrzegł, że nie ufa „przeciekom z kręgów Antoniego Macierewicza”. „To wielokrotnie wypróbowane, złe źródło przecieków. Poczekałbym z ocenami do publikacji raportu przez prezydenta” – powiedział.

Rokita zaznaczył, że „wszędzie na świecie praca dla wywiadu krajowego jest powodem do dumy”, i że będzie bronił ludzi, którzy w wolnej Polsce, dla dobra kraju i jego bezpieczeństwa podjęli współpracę z wywiadem. Dodał jednak, że odpowiedzialność powinny ponieść te osoby, które „przekroczyły prawa etyki”.

Również Waldemar Pawlak (PSL) powiedział, że w demokratycznych krajach zdarza się, że przedstawiciele mediów wykonują różne zadania na rzecz służb specjalnych i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Warto zadać pytanie, czy większe zagrożenie wynika z takiej działalności, czy z wpływów kapitałowych w mediach, decydujących o tym co piszą gazety – mówił. Zwrócił też uwagę na to, że chociaż upłynęło „wiele miesięcy od rozpoczęcia działań polegających na likwidacji służb”, to wciąż nie słychać konkretnych zarzutów o nieprawidłowościach i ile z takich spraw skierowano do prokuratury.

Ryszard Kalisz (SLD) ocenił, że ujawnienie informacji z raportu „to działanie wymierzone przeciwko prezydentowi RP, który zapowiedział, że ujawni raport 1 lutego”. Cała sprawa jest według niego „żałosna i śmieszna” i – jak sugerował, „wygląda na to, że ktoś chce wywołać celowe zamieszanie”.

Komentując sprawę w programie „Kawa na ławę” w TVN, wicepremier Andrzej Lepper (Samoobrona) uznał pojawienie się przecieków za „karygodne”. Jednocześnie, odnosząc się do ich treści uznał, że „jeśli miało to na celu przejęcie władzy i kontroli, jest to niedopuszczalne”.

Dla Tadeusza Cymańskiego (PiS) „szokujące” są informacje, że w WSI do zadań kontrwywiadowczych związanych z flanką wschodnią był jeden oficer, natomiast dla przygotowywania działań w obszarze mediów – co najmniej kilkudziesięciu. Jeśli rzeczywiście tak było, „to nie będzie przesłanka, tylko dowód na temat charakteru działania tych służb” – powiedział Cymański.

Komentarze dla Wirtualnemedia.pl

Tomasz Wróblewski, wiceprezes Polskapresse
Obraz WSI wydaje się bardziej żałosny niż sądziłem. Jeżeli ktoś wierzył, że może tak łatwo przejąć kontrolę nad mediami to znaczy, że niczego nie nauczył się obserwując latami wolne media na Zachodzie Europy. Jeżeli to prawda, to decyzja o rozwiązaniu WSI wydaje się bardziej zasadna niż sądziłem, ale nie z uwagi na ich szkodliwość co ich bezużyteczność.

Michał Kobosko – redaktor naczelny tygodnika Newsweek
Ktokolwiek przekazał te informacje do TVP, zrobił krzywdę tylko jednej osobie: prezydentowi RP. To on jest depozytariuszem raportu o WSI i tylko on ma prawo 1 lutego ten raport opublikować – co zresztą wielokrotnie zapowiadał. Ktoś chciał pokazać, że Lech Kaczyński nie jest wiarygodną osobą. Dlatego myślę, że prezydentowi powinno szczególnie zależeć na ustaleniu źródła przecieku i wyciągnięciu wobec tych osób konsekwencji. Tym bardziej, że nie jest to pierwszy, kontrolowany przeciek o raporcie dot. WSI, którym żywili się co bardziej bezkrytyczni dziennikarze.

W odróżnieniu od zwolenników spiskowej wizji dziejów wiem, że świat nie jest czarno-biały i nie jest kontrolowany przez ogólnoświatowy spisek służb specjalnych. Jest jasne, że WSI, podobnie jak UOP a wcześniej SB, próbowały być obecne także w mediach. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby nacisk został położony na agenturę w stacjach telewizyjnych, które są medium najbardziej masowym i najłatwiej dostępnym – a tym samym najbardziej wpływowym. Mogę się domyślać, że służby posługiwały się zarówno drogą werbowania dziennikarzy do współpracy jak i poprzez podsuwanie dziennikarzom, zwłaszcza śledczym, atrakcyjnych informacji. Te ostatnie mogły być zmanipulowane, ale mogły być też prawdziwe – a ich ujawnienie służyło popchnięciu lub zablokowaniu wielu karier i transakcji. Nie mam poczucia, że media szły w latach 90. na pasku tajnych służb. Ale w przypadku potwierdzenia informacji o sprzeniewierzeniu się przez niektórych dziennikarzy zasadom swojego zawodu, powinni być z niego usunięci.
Teraz najważniejsze jest poznanie całej treści raportu i zakończenie okresu dzikiej lustracji i wyciągania na światło dzienne wybranych nazwisk osób, które są z różnych powodów niesłuszne lub niewygodne.

Mój komentarz: po co ujawnia się co pikantniejsze szczegóły dokumentu dosłownie na kilka dni przed spodziewanym opublikowaniem całości przez Lecha Kaczyńskiego? Główkuję i główkuję i wychodzi mi wyłącznie na to, że ktoś kradnie kaczekscelencji show. Czyżby jakaś frakcja wśród pisiorków, bo tylko one – zdaje się – miały dostęp do tego arcydzieła?

Jednakże z jakichkolwiek powodów zrobiono ten przeciek – jest on komiczny i żałosny. O ile wiem, prawo nie zabrania służbom specjalnym – także wojskowym – werbować współpracowników tam gdzie chcą – i jak chcą. Nie ma także zakazu współpracy; można co najwyżej powiedzieć, że dziennikarzowi niezbyt wypada. Ale i to wątpliwe, jesli wspomnieć kariery Johna Le Carre, Fredericka Forsythe’a, Iana Fleminga, całego pułku ruskich z niejakim Suworowem na czele… Oczywiście, pani Mokrosińska może mówić, że jej się ten czy ów z „ujawnionych” i jego postępowanie nie podoba; ale onże ma pełne prawo wskazać jej precyzyjnie najmniej chwalebne miejsce swego korpusu do ucałowania – i nic z tego nie wynika więcej jak to tylko, że państwo sobie pogadali.

W sumie jest to, naturalnie, element w starannie prowadzonej kampanii zbrzydzania III RP. Powiedzmy sobie jednak: kiepsko wyścibolony. Ci państwo, którzy w 1989 roku byli w co najwyżej siódmym rzędzie opozycji (albo zanieczyszczali różne naczynia w przedszkolu) i nie załapali się w III RP na żadną specjalnie eksponowaną posadkę – teraz odreagowują swoje osobiste nieudacznikostwo fizyczne i umysłowe. Oto cała prawda na ten temat, jak sądzę.

Rozmawiałem o tym z pewnym bardzo inteligentym i świetnie wykształconym młodzieńcem, dość typowym przedstawicielem modnego zresztą biznesu .

– Co się tak wkurzasz? – spytał (jesteśmy po imieniu, tak się składa) – nie szkoda ci zdrowia? Zaręczam ci – mówił – że w moim środowisku, środowisku ludzi sukcesu, wykształconych za granicami, mającymi dziś od 25 do 40 lat, w miarę zamożnych – otóż w tym środowisku wiele osób po prostu w ogóle nie wie, kto to jest jakiś Kaczyński, Gosiewski, Tusk czy inna Rokita, nie mówiąc już o Lepperach, Giertychach czy Olejniczakach… Nas ich majaczenia wcale nie obchodzą i w ogóle nie dotyczą, tak samo jak mamy w nosie nauki moralne jakichś kardynałów czy biskupów. Mogą sobie mówić co chcą, a Lalka – to jedna z kumpelek – i tak jak zajdzie, to się wyskrobie, tyle że nie w Polsce. A to, że dziadek Małego – to inny kumpel – był jakimś tam aparatczykiem, zaś matka Fai – jeszcze inna panna – namiętnie słucha Rydzyka, to nam generalnie wisi i powiewa. Lejemy na politykierów i „liderów”. Jak nam zalezą za skórę, to jutro jesteśmy w Nowej Zelandii – i niech nam skaczą na plecy. Znamy angielski i parę innych języków, dyplomy są ważne na całym świecie, uznany dorobek – jest, a przydrożne wierzby niech bierze cholera. Poniatno?

Może to i racja?

Reklamy

2 myśli na temat “Kolejna draka w sali. Demoniczne WSI na tapecie.

  1. guzik pragnie wykonac akt solidarnosci z cytowanym kolezka – wprawdzie sledze poczynania samokaczej weszwladzy, ale jak mi sie znudzi, albo za bardzo beda natarczywi, pakuje woreczek i reszte pieniazka inwestuje w bilet do londynu. i tyle. nie wiem, czy skonczyly sie czasy patriotow – na pewno skonczyly sie czasy, w ktorych mozna bylo sledzic njusy bez poczucia deja-vu na zmiane z wrazeniem kompletnego obciachu.

    i tyle.

    pzdr
    guzik

Możliwość komentowania jest wyłączona.