Odszedł Cesarz

23 stycznia wieczorem zmarł w warszawskim szpitalu Ryszard Kapuściński, zwany przez polskie środowisko dziennikarskie „Cesarzem”. Cesarzem dziennikarstwa światowego, naturalnie. Był też wielkim pisarzem – kilkakrotnie kandydował do Nobla. Najkrócej o jego dziele: nie można być w Polsce dziennikarzem, jeśli się nie czytało jego książek. Nikt w środowisku nie miał – i długo nie będzie miał – takiego autorytetu. Jego poglądy były zbliżone – tak twierdzą przyjaciele – do Nowej Lewicy. Nikomu ich jednak nie narzucał; zawsze uważał, że rzeczowa dyskusja jest jedynym sposobem uzgadniania stanowisk. Dla pamięci – garść informacji za MediaRun.pl. Zajrzyjcie też do Wikipedii.

Urodził się 4 marca 1932 r. w Pińsku, na Polesiu (dzisiejsza Białoruś). W młodości pracował jako dziennikarz, najdłużej w Sztandarze Młodych. W 1956 r. wyruszył w swoją pierwszą wielką podróż. Odwiedził Indie, Afganistan i Pakistan. W następnym roku wyruszył do Chin i Japonii.

Po powrocie odszedł ze Sztandaru. Pracował w Polskiej Agencji Prasowej. Pod koniec 1958 r. otrzymał etat w Polityce w dziale krajowym. Reportaże z podróży po Polsce sprawiły, iż nazwisko Kapuścińskiego stało się znane. Prawdziwą sławę przyniosły mu jednak relacje z ogarniętego wojną domową Konga. Podróż do Afryki prawdziwie rozbudziła zamiłowania reporterskie Kapuścińskiego. W 1962 r. z Polityki wrócił do PAP, którego został stałym korespondentem w Afryce. W tym samym roku ukazał się debiut literacki reportera „Busz po polsku” – cykl reportaży o tematyce krajowej. O sytuacji Trzeciego Świata pisał także w „Czarnych gwiazdach” (1963) i w „Gdyby cała Afryka” (1969).

Do powrotu z Afryki zmusił Kapuścińskiego stan zdrowia. Zachorował na gruźlicę i malaryczne zapalenie opon mózgowych. W 1967 r. znalazł się w szpitalu w Warszawie. Po rekonwalescencji powrócił do redakcji PAP.

W połowie 1967 r. wyruszył na Kaukaz. Efektem tej trzymiesięcznej podróży jest „Kirgiz schodzi z konia” (1968). Na jesieni tego roku został korespondentem PAP w Ameryce Południowej, przez 5 lat mieszkał w Chile, Brazylii, Meksyku i Boliwii. Relacje z tych podróży możemy przeczytać w „Dlaczego zginął Karl von Spreti” (1970) „Chrystus z karabinem na ramieniu” (1975), a także w „Wojnie futbolowej” (1978).

1974 r. powrócił do Polski, gdzie rozpoczął pracę w tygodniku Kultura (do 1980 r.) W czasie pracy w Kulturze nadal nieustannie podróżował, kilkakrotnie był między innymi w Angoli, Etiopii i Iranie. Szczególnie ważne książki związane z tym okresem to „Jeszcze jeden dzień życia” (1976), „Cesarz” (1978) i „Szachinszach” (1982).

Od początku lat 80. Kapuściński poświęcił się pisarstwu. Wyrazem tego jest zbiór wierszy „Notes” (1986) oraz „Lapidarium” (1990). W 1993 r. wydał „Imperium”, relację z podróży po byłych południowych republikach ZSRR. Książka jest opisem zmian, jakie zaszły po upadku ZSRR. Kolejną pozycją jest „Heban” (1998), w której powraca do tematu afrykańskiego. W 2002 r. ukazała się piąta część „Lapidariów”. W 2003 „Autoportret Reportera”, w 2004 „Podróże z Herodotem”.

Dodajmy, że ostatnie swoje teksty publikował w „Gazecie Wyborczej”.

Mój komentarz: za wcześnie.

Na marginesie wyrazy szacunku dla TVN24: wiadomość o śmierci Cesarza przyszła w trakcie nadawania „Szkła kontaktowego”. Zachowali się po mistrzowsku: zrezygnowali z miejsca z wszelkiego luzu i kpinek, zdjęli program z anteny, Miecugow bezbłędnie trafił w odpowiedni ton. Natychmiast odtworzyli (w czarnobieli, brawo!) wywiad Miecugowa z Kapuścińskim, potem wywiad z nim Kolendy-Zalewskiej, ściągnęli do studia godnych komentatorów, zdążyli nawet przebrać Miecugowa w odpowiedni do sytuacji garnitur i krawat. I wszystko błyskawicznie, „z marszu”, z żalem – ale bez nieznośnego w takich okazjach patosu; to jest właśnie warsztat. Warsztat wirtuozerski. Podobnie zareagowało radio TOK-FM.

Tak sobie nieładnie myślę: kiedy i gdzie się znajdzie parszywiec (bo że się znajdzie, to bank…), który spróbuje Cesarza zlustrować?A propos: prawie wszystkie dzisiejsze gazety dają wiadomość o śmierci Kapuścińskiego na pierwszej kolumnie; „Wyborcza” nawet zajmuje tym całą. Jedyny dziennik, który nie zająknął się ani słowem – to „Nasz Dziennik”. Tfu.

Reklamy

5 uwag do wpisu “Odszedł Cesarz

  1. Niestety można. Dla większości studentów dziennikarstwa jego książki są czymś abstrakcyjnym. Znikoma część z nich czyta je z własnej nieprzymuszonej chęci. Trochę więcej — bo musi. Ogromna większość nie czyta ich w ogóle…

    Jedno zdanie: bo są głupi. Dzieła Kapuścińskiego to absolutne mistrzostwo świata.

    r, ,,niedziennikarz”.

    Lubię to

  2. Żeby owe „elyty” wiedziały o istnieniu Kapuścińskiego, to musiałyby najpierw przeczytać Jego książki. Żeby cokolwiek przeczytać, musieliby maturę zdać ciut wcześniej, niż po wyborze do parlamentu…

    Lubię to

  3. Już się znaleźli ścierwonauci w Salonie24.
    Będzie chyba podobnie jak po śmierci Stanisława Lema.
    Sejm oddał hołd Kazimierzowi Górskiemu, do którego nic nie mam,
    a o Lemie cisza.
    Oto nasze „elity”.

    Lubię to

  4. Najkrócej o jego dziele: nie można być w Polsce dziennikarzem, jeśli się nie czytało jego książek.

    Niestety można. Dla większości studentów dziennikarstwa jego książki są czymś abstrakcyjnym. Znikoma część z nich czyta je z własnej nieprzymuszonej chęci. Trochę więcej — bo musi. Ogromna większość nie czyta ich w ogóle…

    Tak na marginesie — jak nazwać dzisiejsze „gwiazdy dziennikarstwa”, których pełno w gazetach, radiu i TV? Przecież nie można stawiać ich w jednym szeregu z Kapuścińskim, to byłaby dla Niego obelga.

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.