Nie będzie autolustracji Passenta

Nie będzie autolustracji dziennikarza i b. polskiego ambasadora w Chile Daniela Passenta, gdyż w rozumieniu ustawy lustracyjnej nie pełnił on funkcji publicznej, ani na nią nie kandydował – orzekł w środę Sąd Lustracyjny. Od tej decyzji Passent (zob. blog DP) może się jeszcze odwołać.  Były ambasador wystąpił z wnioskiem o autolustrację po tym, jak na początku grudnia ubiegłego roku, w programie „Misja Specjalna” w TVP1, wymieniono go wśród dziennikarzy, którzy mieli współpracować z SB.

Miał być Tajnym Współpracownikiem o pseudonimie „John” lub „Daniel” – od początku tym informacjom jednak zaprzeczał. Podczas posiedzenia sądu Passent przekonywał, że wprawdzie nie pełnił funkcji publicznej w rozumieniu ustawy lustracyjnej, ale jego rola i pozycja w społeczeństwie są nie mniejsze niż osób w niej wymienionych. „O pozycji człowieka w społeczeństwie decyduje nie tylko stanowisko, które zajmuje – w moim przypadku 50-letni dorobek dziennikarski oparty na zaufaniu czytelników” – wyjaśnił.

Skoro TVP uznała, że jestem osobą tego kalibru, którą należy sprawdzić, skompromitować to wychodzę z założenia, że przysługuje mi prawo do oczyszczenia” – podkreślił Passent. Jak powiedział, w jego opinii jest to możliwe jedynie przed sądem lustracyjnym.

Sąd uznał jednak, że obecnie obowiązujące regulacje prawne nie pozwalają na wszczęcie takiego postępowania lustracyjnego. Powołał się też na decyzję Sądu Najwyższego, z listopada 2005 r. w sprawie niedoszłego ambasadora Polski w USA, szefa departamentu w MSZ Henryka Szlajfera. Również w jego przypadku TVP podała, że mógł być on agentem SB. Sąd Lustracyjny zadał wówczas pytanie prawne SN o sytuację osób, które ustawie formalnie nie podlegają, a chcą autolustracji – a ten uznał, że „nie można wszczynać procesu lustracyjnego osoby, która nie pełni funkcji publicznej w rozumieniu ustawy lustracyjnej, nie pełniła jej bądź na nią nie kandyduje”.

Jak podkreślił w środę przewodniczący składu sędziowskiego Zbigniew Kapiński w obu przypadkach – Passenta i Szlajfera zachodzą te same okoliczności, nie można więc było pominąć tego rozstrzygnięcia.

Dodał, że chociaż skład sędziowski nie miał możliwości by w sprawie Passenta inaczej interpretować obowiązujące przepisy, zgadza się z podnoszonym przez niego moralnymi kwestiami. „Uważamy, że każda osoba publiczna pomawiana o współpracę ze służbami specjalnymi PRL powinna mieć prawo do obrony i oczyszczenia” – podkreślił sędzia Kapiński. Zaznaczył, że taką szansę daje jedynie tryb karny w którym obowiązuje zasada domniemywania niewinności – oskarżany jest niewinny, dopóki nie udowodni mu się winy.

Sędzia powiedział też, że szansą dla Passenta jest znowelizowanie uchwalonej przez Sejm 18 października 2006 r. ustawy „o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944- 1990 oraz treści tych dokumentów” (jej zapisy mają wejść w życie w pierwszych dniach marca br. – PAP) likwidującej Sąd Lustracyjny i urząd Rzecznika Interesu Publicznego.

Prezydencki projekt nowelizacji przywraca oświadczenia lustracyjne, które badałby nowy pion lustracyjny IPN w procedurze karnej. Rozszerza też krąg osób, które mogą podlegać lustracji m.in. o ambasadorów.

Passent nie chciał w środę komentować decyzji sądu ani powiedzieć, czy będzie się od niej odwoływać.

Daniel Passent to wieloletni felietonista tygodnika społeczno- politycznego „Polityka”. Zarzucano mu m.in. w mediach, że w latach 80. wielokrotnie bronił na łamach tego tygodnika decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego oraz polityki represji ówczesnych władz PRL. Funkcję ambasadora w Chile pełnił od 1996 r. do 2001 r. (Źródło: PAP)

Mój komentarz:  W świetle obowiązującego prawa można więc zgnoić bezkarnie każdego niewygodnego dziennikarza (oraz dowolną osobę publiczną – aktora, piosenkarza, pisarza…) urodzonego przed 1972 rokiem. Piszemy – lub mówimy – bez dowodu, że był on TW i mamy klienta z głowy. Jakie to stwarza pole do nadużyć, także politycznych – nie trzeba mówić. Nie rozumiem, dlaczego uniemożliwia się tej kategorii ludzi autolustrację (jeśli im, naturalnie, na tym zależy…), zapewniając taką opcję urzędnikom.  Passent – w mojej opinii – jest jednym z największych mistrzów polskiego dziennikarstwa, autorytetem w dziedzinie warsztatu i niedościgłym wirtuozem logicznych rozumowań. No i ma niebywałe poczucie humoru. Prawdę mówiąc – myślę, że z taką pozycją i autorytetem może po prostu napluć na lustrację; i tak będzie miał wiernych czytelników. Najwyżej go obszczeka jakiś prawicowy tłusty pismak z nieogoloną mordą, ale osobiście nie radzę: pan Daniel (podobnie jak Jerzy Pilch) potrafi się odwinąć i zrobić z adwersarza kompletnego idiotę bez trudu. Tylko czy warto dyskutować z nikim?

Reklamy

7 uwag do wpisu “Nie będzie autolustracji Passenta

  1. Mnie też w zasadzie mało takie sprawy obchodzą. Nie cierpię za to Czwartej Brygady, która jest najprawdopodobniej pojęciem ponadczasowym, równie żywotnym w II, jak i IV RP – tych wszystkich gówniarzy, którzy teraz chcą wystawiać świadectwo moralności, choć w gacie szczali, jak ludzie po więzieniach siedzieli. Jak widzę jakieś wyszczekanego bęcwała z elpeeru, który z mównicy sejmowej wygłasza „pryncypialną krytykę” Leszka Balcerowicza, to tylko przez oszczędność nie cisnę wazonem w telewizor. Byłoby mi żal, gdybym tego samego dnia nie mógł sobie obejrzeć Discovery Science. 🙂

    Lubię to

  2. A wiesz, Pawle, że z pewną taką ciekawością bym ją jednak przeczytał, tzn. nie odmówiłbym, gdyby ją ktoś przyniósł; choć w sumie mam to gdzieś.
    Przed laty bywałem „wrogiem ludu”, bywałem też uważany za jego przyjaciela. Dziś tylko terminologia się zmieniła, bo gdy chodzi o poglądy – to z grubsza biorąc miałem takie same w roku 1956 jak w pół wieku później. Ale sam się nie schylę: trzeba chodzić, coś tam załatwiać… Czasu szkoda. Wolę pójść do ZUS (też się czas traci) zanieść kolejny świstek do emerytury – przynajmniej z tego jakaś korzyść finansowa wynika. A co o mnie mogli mówić i pisać wtedy – albo i teraz – mniej więcej wiem. Nihil novi. Przymiotniki inne, sens ten sam. Ciekawe tylko, że i teraz i wtedy pyskowały na mnie głównie jakieś podejrzane kwadratowe gęby i w ogóle dżentelmeni „niewyjściowi” o niejasnej proweniencji i takimże wykształceniu. W sumie – jak w tym ruskim dowcipie – „i smieszno, i straszno”.

    Lubię to

  3. Tłusty nieogolony zlustrował nam Misia w Newsweeku – widać BM mocno niektórych uwiera.
    Ciekawe, Bogdanie, co tam masz w swojej teczce 🙂

    Lubię to

  4. Makowski, nie będzie jaśniej…

    Problem ze wszystkimi papierami polega na tym, że trzeba mieć wiedzę do ich odczytania. Takiej wiedzy nie ma większość tych, którzy takie papiery czytać będą — to po pierwsze. Już dziś jest problem w wyjaśnianiu ludziom różnicy między „donosił–donosili na niego”, co będzie po upublicznieniu setek tysięcy akt?

    Po drugie: same papiery nic tak naprawdę nie dadzą, bo trzeba do nich znać tło. O tym zapominają „młodzi dzielni” z IPN, zapominają też o tym dziennikarze czy politycy.
    Bez znajomości ówczesnych realiów, psychologii, socjologii i paru dodatkowych nauk oraz bez dogłębnego poznania środowiska osoby oskarżanej o bycie TW nie da się o jej (ewentualnej) współpracy nic sensownego powiedzieć. Wszak żeby było uczciwie, to osobnik z własnej woli informujący o złodzieju dyrektorze powinien być inaczej oceniony od osobnika z własnej woli donoszącego na wszystkich sąsiadów, a oni obaj jeszcze inaczej od opozycjonisty, któremu w areszcie zasugerowano rozwiązanie „worek+Wisła”. Śmiem twierdzić, że wielu by się w tej sytuacji znalazło, którzy nie tylko kamieniem by pierwsi rzucili, ale wręcz całą lawiną by szczodrze sypnęli.

    Trzeba pamiętać, że odtajnienie wszystkich zapisków wprowadza pewnego rodzaju nierówność, bo papiery jednych spłonęły, zaś papiery innych ocalały w stanie doskonałym. Last but not least należy pamiętać o możliwości istnienia sfabrykowanych materiałów.
    Choć historycy IPN twierdzą, że to niemożliwe i oni nigdy się na takie papiery nie natknęli, to nikt ich nie zapytał, po czym mieliby odróżnić prawdziwą teczkę pana X. od fałszywej teczki pana Y., gdy obie były sporządzone przez tego samego esbeka, na tych samych papierach i według tych samych zasad. I pal licho wątpliwą sprawę Gilowskiej, ona miała dobrych adwokatów i była osobą stojącą na świeczniku.

    Lubię to

  5. jest jeszcze dewaluacja. (= oskarżeń. ostatnio przyspieszyła.)
    ps.
    nie przepadam za p. Passentem; od lat.
    ps2.
    Pisuarodeolodzy mogą powiedziećsprytny Komuch przewidział taką ewentualność; i sobie robi reklamę…;-)
    ps3.
    otworzyć wszystko; bezwarunkowo.
    (moim zd.)
    i choć (prawie) nikomu już to nie jest (dziś!) potrzebne; ale będzie jaśniej.
    nieco.

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.