„Gazeta Polska” = szmatławiec

Gazeta Polska„, kierowana przez niejakiego Sakiewicza (swoją drogą – skąd się „to” wzięło w dziennikarstwie? Gdyby było w zawodzie czymkolwiek, powinienem o tym słyszeć, bo nie jest znowu takie młode…), zaatakowała abp S. Wielgusa, zarzucając mu wieloletnią i – ponoć – owocną dla PRL współpracę z SB. Przyznam, że nic z tego nie rozumiem: Wielgus uchodzi za konserwatystę i w dodatku jeśli nie przyjaciela, to co najmniej nie wroga „Radyja”; czyżby o ataku na niego zdecydowało to tylko, że niezbyt pochlebnie wyrażał się o projekcie IV RP? Ale mniejsza z tym; z punktu widzenia warsztatu niesłychane jest to, że szmatławiec nie podaje żadnych dowodów, nie powołuje się na żadne dokumenty! Rozumiem, że ich ujawnienie musiałoby automatycznie spowodować interwencję prokuratorską: IPN oświadcza, że nikt oficjalnie o nie nie występował, przeto mogły trafić do „GP” (jeśli to się w ogóle stało) tylko w wyniku przestępczego naruszenia obowiązków przez któregoś z jego pracowników; a świadomość tego byłaby i dla IPN i dla całego prawicowego establishmentu okropnie kompromitująca…

Poczytajmuy komentarze do tej sytuacji, przygotowane przez PAP, a upublicznione m. in. przez „Wirtualnemedia.pl„.

W opinii medioznawcy prof. Macieja Mrozowskiego, publikacja „Gazety Polskiej”, która napisała, że abp Stanisław Wielgus współpracował ze służbami specjalnymi PRL „ma się nijak do dziennikarskich standardów”, bo gazeta nie udokumentowała publikowanych oskarżeń.

„O ile prawo prasowe pozwala dziennikarzowi chronić osobowe źródła swych informacji, to jasne jest, że posiadane przez redakcje dokumenty powinny być publikowane – tu zaś mamy taką sytuację, że ktoś coś wie, nie z pierwszej ręki, zaś IPN – organ powołany do badania takich spraw – wyraźnie się od tego dystansuje” – powiedział PAP prof. Mrozowski, wykładowca Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej. Uważa on, że taka praktyka „na dłuższą metę jest demoralizująca, bo relatywizuje co jest dobrem, a co złem”. „Raz rzucone w ten sposób oskarżenie może nigdy nie zostać zmazane, to trochę takie grzebanie ludzi żywcem” – dodał Mrozowski w rozmowie z PAP.

Odnosząc się do zachodnich standardów dziennikarskich Mrozowski przyznał, że nikt tam nie zmagał się z problemem pisania o lustracji, ale np. gdy gazety publikowały kompromitujące władze doniesienia na temat wojny w Wietnamie, zawsze publikowano wszystkie posiadane dokumenty.

Według „GP”, abp Wielgus współpracował ze służbami specjalnymi PRL przez ponad 20 lat jako TW Adam – od końca lat 60. do stycznia 1990 r. Na początku „miał być prowadzony przez wydział IV bezpieki, zorientowany na walkę z Kościołem. Później kuratelę nad duchownym miał przejąć wywiad”. Zdaniem „GP”, arcybiskup nie podjął próby odcięcia się od SB – „przeciwnie, cieszył się zaufaniem bezpieki”.

Według naczelnego „GP” Tomasza Sakiewicza, Instytut Pamięci Narodowej „na pewno posiada dokumenty na temat współpracy. Tymczasem rzecznik IPN Andrzej Arseniuk powiedział, że „GP” nie zwracała się do IPN o żadne dokumenty dotyczące tej sprawy.
Szefowe Rady Etyki Mediów (REM) Magdalena Bajer i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP) Krystyna Mokrosińska uważają, że jeśli dziennikarze nie mogą udokumentować informacji, nie powinni ich publikować.

Zdaniem szefowej REM publikacja „Gazety Polskiej” „to nadużycie wolności słowa”. „Jeżeli dziennikarze nie mogą udokumentować tak ciężkiego zarzutu, to muszą się powstrzymać z publikacją” – powiedziała. Także szefowa SDP uważa, że „jeżeli nie można udowodnić informacji, nie należy o nich pisać”. „Nie wolno w ten sposób robić” – podkreśliła.

W opinii Bajer, „sprawa jest zbyt poważna, żeby pisać bez podania źródeł”. Zwróciła także uwagę na oznajmujący tryb informacji; „nie napisano, że są pewne przesłanki do podejrzeń, ale, że abp Wielgus współpracował”.

Według „GP”, Wielgus współpracował przez ponad 20 lat jako TW Adam – od końca lat 60. do stycznia 1990 r. Na początku „miał być prowadzony przez wydział IV bezpieki, zorientowany na walkę z Kościołem. Później kuratelę nad duchownym miał przejąć wywiad”. Zdaniem „GP”, arcybiskup nie podjął próby odcięcia się od SB – „przeciwnie, cieszył się zaufaniem bezpieki”.

Bajer zwróciła też uwagę, że IPN twierdzi, iż nikt się do nich nie zwracał o materiały na ten temat, więc powstaje pytanie skąd „Gazeta Polska” ma informacje.

Według naczelnego „GP” Tomasza Sakiewicza, Instytut Pamięci Narodowej „na pewno posiada dokumenty na temat współpracy. Tymczasem rzecznik IPN Andrzej Arseniuk powiedział, że „GP” nie zwracała się do IPN o żadne dokumenty dotyczące tej sprawy.

Według Mokrosińskiej, „jeśli redakcja Gazety Polskiej chce zachować powagę, to powinna natychmiast pokazać jakieś dokumenty, dowody”. „Jeżeli są dokumenty, to trzeba wyłożyć je na stół” – podkreśliła.

Dodała, że „nawet ślad jakiegoś dokumentu, do którego redakcja dotarła, uprawdopodobniałby sprawę”.

Szefowa SDP zaznaczyła, że „»Gazeta Polska« do tej pory wyskakiwała z takimi materiałami, po czym w jakimś stopniu później je udokumentowywała. Ale tu jest szczególna postać, szczególny człowiek i zastosowanie tu takiej dramaturgii nie przystoi”.

Mój komentarz do tej sprawy jest w sumie dość banalny: powtarzam – nie rozumiem. Episkopat jednoznacznie odrzucił insynuacje „GP”; Watykan dziś też wyraźnie powiedział, że dokładnie wie, co zrobił. O co tu chodzi, zatem? Czyżby obóz Kaczyńskich chciał wojny również z Kościołem? Przecież to samobójstwo! A może jest to – przepraszam, że ulegam tej dziwnej poetyce – prowokacja? Ale czyja i przeciw komu? Najprawdopodobniej jednak to objaw choroby umysłowej.

Reklamy

16 uwag do wpisu “„Gazeta Polska” = szmatławiec

  1. od 1989 GW udowadnia ze nie ma tajnych, agentów, agentur. Są tylko cykliści.Dobrze że broni Wielgusa, skoro zawsze broniła agentów.

    Polubienie

  2. Panie Bogdanie Miś. Dzisiaj jest 04.01.2007. Po przeczytaniu Pana artykułu zadaje Panu pytanie „czy nie lepiej Misiu gdybyś w mateczniku siedział, nigdy by się o Tobie nikt nie dowiedział??”

    Polubienie

  3. Dyskusja z panem Misiem jest bezpodstawna bo czas odpowiedział na jego pytania.
    Cały jego tekst jest smutnym pytaniem o właściwości umysłowe autora i jak mi się wydaje, nie pomoże mu nawet bystre spojrzenie na siebie w lustrze.
    Tak już po ludzku, żal mi pana, panie Miś!

    Polubienie

  4. Jak tu z AW dyskutować, skoro on udaje, że nie rozumie?

    Jest taka znana anegdotka, że przed sądem stanął człowiek oskarżony o pobicie innego. Powołał się na wolność swojej pięści. Na co sędzia miał odpowiedzieć, że ‚wolność pięśći kończy się na nosie bliźniego’.

    Wolność mediów kończyć się powinna tam, gdzie zaczynają się kłamstwa.

    To o czym mówi red. Miś, to kwestia dobrego warsztatu dziennikarskiego, którego celem jest eliminacja kłamstw, a przynajmniej ograniczenie ich do minimum. I red. Sakiewicz tych wymogów warsztatowych zwyczajnie nie spełnia. O tym był wpis w blogu.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.