Przedświątecznie

Wszędzie wokół już choinki i girlandy. White Christmas płynie z głośnika radiowego bez względu na wybór stacji, aż chce się rzygać. Gazety dołączyły już sianko (jeden z moich przyjaciół zatroskał się: ileż to mózgów naszych polityków na to poszło…). Za parę dni od rana do wieczora będzie królować – rdzennie polska, jak wiadomo –  Heilige Nacht, czyli Cicha noc. Słowem – tydzień do Wigilii. Nie mogę być gorszy. Wszystkim Czytelnikom tej witryny, którym na tym zależy, składam zatem z tej okazji najlepsze życzenia; tym, którym nie zależy – również dobrze życzę, a może nawet jeszcze lepiej, jako że bycie w mniejszości jest, moim zdaniem, w najlepszym tonie. Na koniec roku rezerwuję sobie też prawo pewnego zmniejszenia aktywności gdy chodzi o pisanie w tym miejscu; te święta są dla mnie dość specjalne, ponieważ akurat w samą Wigilię wypadają mi okrutnie okrągłe urodziny. Siedemdziesiąte, tfu. I nie o to chodzi, że pojawia się jakaś tam smuga cienia. Nic z tych rzeczy; ta już pojawiła się dawno i dawno także należy do doznań zapomnianych. Nie w tym rzecz również, że przywiązuję jakąkolwiek wagę do okrągłości liczb; jako matematyk z wykształcenia mam to w nosie. Chodzi o to, że po raz pierwszy w tym dość długim życiu odczuwam tak szalenie wyraźnie inność i wręcz obcość otaczającego mnie świata. Człowiek myślący musi zawsze czuć się troszkę wyobcowany; dziś jednak – w moim w każdym razie wypadku – to wyobcowanie jest dotkliwe. To, co widzę wokół – jest po prostu totalnym zaprzeczeniem niemal wszystkiego, czego uczono mnie w domu, szkole i na uniwerystecie, do czego przywykłem i co akceptowałem. Zarówno rzeczy złych, jak i dobrych zresztą.
Być może to wynik samego upływu czasu. Być może, jest to doznanie właściwe dla każdego człowieka wkraczającego w zimę życia. Ale dlaczego pojawia się ono tak dotkliwie teraz – a nie pięć lat wcześniej, albo za pięć lat?

Sądzę, że naprawdę żyjemy w okresie przełomowym jako cywilizacja. Popatrzcie na taki drobiazg: już nie ma drużyn narodowych w sporcie; są drużyny, reprezentujące korporacje. I wszyscy to jakby zaakceptowali. Jest jakaś Orange-Extraklasa, jakiś Prokom Trefl, jakaś grupa kolarska CCC, w której obok rodaka pedałuje Ukrainiec czy Afrykanin… Czy umielibyście się entuzjazmować Wyścigiem Pokoju, w którym akurat prowadzi jakiś Era Team? Bo ja – nie.

Nie mówię, że to całkiem źle. Może nawet i dobrze, bo zwiastuje nadchodzący koniec nacjonalizmów. Ale dobrze, czy źle – z pewnością inaczej. Dziwnie.

Popatrzcie wokół siebie. Znów maleńki i nieistotny przykład. Co młodsi z was nie mają najmniejszych problemów ze związaniem się z dowolną osobą; nikt wam nie miauknie, gdy zamieszkacie wspólnie z jakąś dziewczyną (czy chłopakiem) albo wręcz wejdziecie w jakąś – wstyd powiedzieć – komunę  w jakimś squocie. A tak niedawno jeszcze wyjeżdżając ze mną na wakacje Baśka, nieżyjąca już od ponad 30 lat, musiała łagać przed swoją matką, mieszkaliśmy zaś przez ten miesiąc wspólnie nielegalnie, bo nosiliśmy inne nazwiska. Zmiana – w sumie cudowna. Ale obyczaj – całkiem inny.

Więc – świat zmieniony. I kraj też zmieniony. Cywilizacyjnie, kulturowo – mimo wejście do Europy – cofa się. Jednak – choć nas to burzy – Kaczyńskim udało się zbudować ową IV Rzeczpospolitą. Moja nieustanna chęć wymiotowania o tym świadczy dowodnie.

Pewno to wszystko prawidłowość. Ale dziwnie.

Wybaczcie tę chwilę nieco niezbornej i bardzo uproszczonej refleksji. Za miesiąc wszystko wróci do normy. „Gwardia umiera, ale się nie poddaje” – powiedział jakoby generał Cambronne; naprawdę, jak wiadomo, rzekł on na propozycję kapitulacji „Merde”, czyli „a gówno”. To właśnie mówię zmienionemu światu i ja. Pozdrawiam.

Advertisements

11 thoughts on “Przedświątecznie

Możliwość komentowania jest wyłączona.