Groźne służby się czaiły…

Wojskowe Służby Informacyjne penetrowały środowiska medialne, oddziałujące i kształtujące świadomość społeczną. Tak twierdzi szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Antoni Macierewicz w wywiadzie dla „Naszego Dziennika”.Według Macierewicza, WSI inwigilowała Radio Maryja, „Nasz Dziennik” i Telewizję Trwam, a także wiele innych redakcji. Werbowano tam lub umieszczano agentów, a także starano się inspirować media do zajmowania określonych stanowisk w różnych sprawach.

Macierewicz – piszą WirtualneMedia.pl – nie ujawnia żadnych szczegółów; mówi tylko, że ludzie wprowadzeni przez WSI sięgnęli po kierownicze stanowiska w jednym z mediów. Działania Służb miały przede wszystkim służyć zwalczaniu polityków o poglądach antykomunistycznych. Macierewicz powtarza, że w WSI istniał odpowiednik „grupy Lesiaka” z Urzędu Ochrony Państwa. Łącznikiem między obiema grupami była grupa kilku osób.

Szef kontrwywiadu wojskowego nie odpowiedział na pytanie, kto był inicjatorem działań wobec partii politycznych. Podkreślił tylko, że WSI była szczególnie aktywna w działaniach prowokacyjnych.

Mój komentarz: AM mocno się dziwi, że środowisko radiomaryjne było inwigilowane. Ja sie nie dziwię. Z chęcia bym znał odpowiedź na pytanie – jak to się stało, że program tej dziwnej rozgłośni był transmitowany przez rosyjskie nadajniki? Pytanie to padło dawno; dotychczas nie ma na nie odpowiedzi. A jest to odpowiedź dla polskiej polityki zagranicznej ważna – i skoro sam p. Rydzyk nie chce jej udzielić, to trzeba ją – tak czy inaczej – zdobyć. A co do „agentów wpływu”… Doprawdy, czy oni sądzą, że ktokolwiek w redakcjach o tym nie wiedział? Że tym samym da się środowisko podzielić lub skompromitować w oczach opinii publicznej? W oczach głupków i zacietrzewionej ciemnoty  – może i tak, ale komu na tej hołocie zależy? Najczęściej dokładnie wiadomo było (a przypuszczam, że i jest) kto „ulega inspiracji”; nie zawsze tylko było wiadomo, czyjej (tj. której z „słuzb”). Nie żartujmy: jak Kowalski przynosi do redakcji kwity z gryfem „tajne”, to co – znalazł je na ulicy? Osobiście wykradł z pilnie strzeżonych sejfów przebiarając się za kaczora? Jasne, że „został zainspirowany”, czyli pracuje dla „ministerstwa nie-poczt-i-nie-telegrafów”, jak mawialiśmy przed laty…

stop.jpg

Advertisements

6 thoughts on “Groźne służby się czaiły…

  1. Mogę tylko zacytować Karola Olgierda Borchardta („Znaczy Kapitan”):
    „Birbante Roca!”.

  2. […] – Tatusiu czy gdybyś chciał tobyś mi załatwił pracę w twojej Wielkiej Zagranicznej Firmie? – nie Smoczku. jesteś Za Mały. – a Dziadziuś już mi załatwił! – no ciekawe jaką?!? – Dziadziuś mówi, że jestem już odpowiednio dorosły aby zostać tajnym współpracownikiem. na razie mam współpracować z nim. ale później nawet z Panem Sąsiadem Szafiakiem będę. jak się sprawdzę. no i co!?! głupio ci! – głupio. […]

  3. A ja nie wiem, czy AM wierzyć. Dla tych środowisk bycie ‚inwigilowanym przez WSI’, to coś w rodzaju orderu otrzymanego za zasługi w walce o niepodległą i wolną od układów i WSI Polskę. To swoisty komplement, którym AM obdarował przeprowadzającą z nim wywiad redakcję. A już widziałem tyle jego nieodpowiedzialnych wystąpień…

    PS.
    Jako Kowalski zapewniam, że ja żadnych kwitów nie przynosiłem 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.