Casus Sobotić

Chyba nie ma sensu cytować tu jakichkolwiek mediów (napisane 22.10; następnego dnia dodałem jednak dość obszerną dokumentację, patrz niżej): sprawa Milana Suboticia jest znana ogólnie. Przypomnę tylko, że zaraz po ujawnieniu przez „Teraz My” (TVN) słynnych „taśm prawdy”, całkowicie kompromitujących prominentnych działaczy pisuaru, „Gazeta Polska” w oczywistym kontrataku odwetowym zarzuciła TVN, że sekretarz programowy tej stacji, Milan Subotić, był agentem WSI, a ponieważ jako funkcyjny „mógł mieć” wpływ na zawartość „Teraz My”, więc… sami Państwo rozumieją. No i okazało się, że „GP” miała – do pewnego stopnia – rację: Subotić rzeczywiście w roku 1984 został zwerbowany. Ale, żeby było zabawnie, również i zaprzeczenie Suboticia, jakoby był agentem WSI było… chyba zgodne z prawdą, na co jakoś nikt nie zwrócił uwagi.

Jak to możliwe? – zapytacie. A no tak, że pan Milan faktycznie był agentem, ale nie Wojskowych Służb Informacyjnych, lecz Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, czyli kontrwywiadu wojskowego nieco innego, niż WSI. Po prostu, w Polsce działają różne służby wywiadowcze, zarówno wojskowe jak cywilne, i wcale nie jestem pewien, czy już je wszystkie znamy. Nie tylko w Polsce tak jest zresztą: co najmniej od czasów ministra Fouchego przyęto, że służb takich musi być wiele i jedna ma patrzeć na łapy drugiej; również i tu bez konkurencji nie ma efektów.

Ale to szczegóły i te akurat są w całej tej sprawie nienajważniejsze. Podpuszczona umiejętnie przez media publika oburzyła się – w dużej mierze na TVN, że zatrudnia „kapusiów”, ale także na „służby”, że takie wredne i lokują agentów w redakcjach… Zresztą, wszyscy zgodnie odetchnęli z ulgą, że niedawno im tego zakazano, przy czym kładę nacisk na słowo „niedawno”; przedtem było to całkowicie legalne.

No i teraz napiszę coś wysoce kontrowersyjnego – uprzedzam, że dalej czytasz na własną odpowiedzialność.

Uwaga pierwsza: Subotić był – zdaje się – agentem organów nie tylko PRL, ale i III RP; wskazuje na to fakt, że jego dokumenty wyciągnięto ze zbioru akt zastrzeżonych, gdzie by nie trafiły, jeśli byłby tylko agentem PRL. Znaczy to, że jakiś bardzo wysokiej rangi decydent postanowił złamać najświętszą zasadę pracy wywiadowczej, jaką jest krycie własnych ludzi. Tylko po to, by dowalić w zemście TVN-owi, przy czym to „dowalenie” trafi do przekonania wyłącznie prymitywom i matołom: to co, przyjmowany do pracy agent ma pisać w podaniu o angaż, że jest agentem? Kto tu komu robi wodę z mózgu? Skąd niby redakcja ma to wiedzieć?

Zatem, wszystko wskazuje, że władze IV RP popełniły – dopuszczając do przecieku – akt zdrady wobec własnego żołnierza; przestępstwo.

Po drugie: spójrzmy na sprawę może cynicznie, ale realistycznie. Jesli ktoś myśli, że zakazanie służbom werbowania agentów spośród dziennikarzy cokolwiek załatwi, to jest idiotą. Dziennikarze, zwłaszcza zajmujący się tematyką zagraniczną, są idealnymi kandydatami na wywiadowców (jak kto woli, szpiegów) – i chyba nie ma co tej oczywistości uzasadniać. „Korespondent zagraniczny” to cudowna przykrywka dla oficera wywiadu – i zapewne zdziwilibyśmy się, kto nim był w minionych latach lub jest dziś, gdyby jakiemuś kretynowi przyszło rzeczywiście do głowy coś takiego ujawnić. Jak się zakaże „służbom” werbowania w tym środowisku – to „dwójka” albo kontrwywiad czy wywiad po prostu skierują swoich oficerów na odpowiednie studia i ułatwią im potem karierę żurnalistyczną; żadnego werbunku nie będzie, a wszystko zostanie po staremu. Więc po co to bicie piany?

Wreszcie – sprawa ostatnia, zapewne najbardziej kontrowersyjna. Otóż – wbrew ogólnemu hałasowi – wcale nie uważam służby w wywiadzie czy kontrwywiadzie, specjalnie wojskowym, za powód do jakiejkolwiek ujmy. Oświadczam niniejszym, że nigdy mi czegoś takiego nie zaproponowano; ale gdyby mi zaproponowano, pierwszym moim uczuciem byłaby duma (inna sprawa, że nadąwszy się z dumy, pewno bym jednak koniec końców odmówił, bo charakter mam słaby i wolę czytać „Obronę Sokratesa” Platona, niż się bawić w 007). I to niezależnie od tego, czy proponowano by to za czasów PRL czy III RP; bo to były moje państwa. Dla zupełnej jasności: przedstawicieli IV RP, jeśli coś takiego istnieje, spuściłbym ze schodów de la montagne.

Dodatek: oto dokumentacja sprawy, za witryną WirtualneMedia.pl

Kim jest agent służb PRL, który decydował o najważniejszych programach TVP i TVN?
Katarzyna Kolenda-Zaleska z TVN mówi, że dziennikarze stacji byli zaskoczeni i zdruzgotani informacją o współpracy Suboticia ze służbami. – Jest mi strasznie przykro. Zawiodłam się. Gdy przeczytałam tę lojalkę, poraziło mnie – mówi nam Kolenda-Zaleska.
Grzegorz Miecugow, zastępca dyrektora programowego TVN 24: – Ze zdziwieniem przyjąłem tę informację. Na razie jednak wiemy tyle, że zosta! zwerbowany. Chciałbym poznać więcej dokumentów, szczególnie tych, które dotyczą lat 90.
Nie wszyscy byli jednak zaskoczeni: – Bez zdziwienia przyjęłam tę wiadomość. O tym się w telewizji mówiło -mówi Agnieszka Romaszewska-Guzy, obecnie wiceszefowa TV Polonia, która w latach 90. pracowała z Suboticiem w TVP. – Starsi pracownicy TVP mówili mi, że Milan byl oddelegowany do .Dziennika Telewizyjnego”, by nadzorować taśmy z procesu zabójców ks. Popiełuszki. Poza tym specjalista od czołgów nie zostaje tuż po stanie wojennym zatrudniony w informacji telewizji -mówi Romaszewska-Guzy. -Pamiętam też, że gdy 5 czerwca 1992 roku premierem został Waldemar Pawlak. Subotić nie dał jednak materiału z jego wystąpieniem. Był on gotowy na trzy minuty przed startem serwisu. Powiedział, że musi trzymać dyscyplinę wśród dziennikarzy, by tak późno nie dawali materiałów – opowiada Romaszewska-Guzy. Za niepuszczenie wypowiedzi Pawlaka został zwolniony szef TAI Robert Terentiew.
Natomiast Tomasz Lis, członek zarządu Polsatu, tak widzi sprawę: – Nadal podtrzymuję swoje zdanie na temat jego profesjonalizmu. Chcę wierzyć, że chciał zmazać to, co zrobił w latach 80. Liczę, że on sam zabierze w tej sprawie glos i wyjaśni całą sytuację – mówi nam Lis. Milan Subotić od piątku nie odbiera telefonów.
– Chcielibyśmy poznać dokumenty z lat 90., zwłaszcza z okresu, kiedy od 1997 r. Milan by! zatrudniony w TVN – mówi nam prezes stacji Piotr Walter. – Mam nadzieję, że prezydent ujawni teczkę Suboticia jako pierwsza. Dodaje, że dziwią go ataki na jego stację: – Gdy inwigilowane są partie polityczne, to one zostają ofiara. Gdy inwigilowane jest medium, to ono jest winowajcą.
Milan Subotić, urodzony w Polsce syn Polki i Jugosłowianina, do telewizji trafił w latach 70. Zaczynał w redakcji wojskowej. W latach 80., po stanie wojennym, zaczął pracować w „Dzienniku Telewizyjnym”, głównej tubie propagandowej komunistycznych władz. Według dziennikarza TVP Macieja Gawlikowskiego oddelegowało go tam wojsko. – Starsi pracownicy telewizji opowiadali o jego roli w montowaniu szczególnie podłych propagandowych materiałów – twierdzi Gawlikowski.
Potem Subotić został głównym wydawcą „Panoramy dnia” w „Dwójce”. Jego kariera w TVP trwała mimo upadku PRL. Po 1989 r. został szefem wydawców „Wiadomości”. Dziennikarze pamiętają go jako apodyktycznego i wymagającego. – Nazywaliśmy go krwawym Serbem. Jeśli mówił, że masz być u niego za 30 minut, to nie mogłeś być ani minuty po, ani przed – mówi jeden z byłych dziennikarzy TVP.
Gdy telewizją kierował związany z prawicą Wiesław Walendziak, Subotić został szefem „Teleexpressu”. Wtedy zrobiło się o nim głośno. Subotić był na imprezie w warszawskim klubie Dekadent, na której szefostwo i dziennikarze „Teleexpressu” bawili się w towarzystwie gangsterów z Pruszkowa. Zastępca Suboticia zosta! zwolniony, on sam otrzymał tylko naganę.
W 1997 r. Subotić przeszedł do TVN. Współtworzył „Fakty”, ale po roku popadł w konflikt z Tomaszem Lisem i Piotrem Radziszewskim. Rękę podał mu Edward Miszczak, obecnie dyrektor programowy TVN. Jak mówi teraz – sam do telewizji przyszedł z radia i potrzebował osoby, która zna się „na wizji i obrazku”, a Subotić „był najlepszy”.
Subotić został więc sekretarzem programowym, a potem zastępcą dyrektora programowego TVN. Odpowiadał za sprawy techniczne: np. dbał o to, by program trwał tyle minut, na ile jest zaplanowany. Razem z Miszczakiem kolaudował, czyli recenzował i zatwierdzał do emisji programy – głównie publicystyczne i śledcze. Zgłaszał uwagi, ale jak zapewnia Miszczak, nigdy samodzielnie nie podejmował decyzji, czy coś puścić na antenę.
Zarząd TVN zapewnia, że Subotić nie miał też żadnego udziału w powstaniu programu „Teraz My”, w którym wyemitowano taśmy z nagraniem rozmów Renaty Beger z ministrami kancelarii premiera.

Dlaczego go nie zwolnili

Telewizja TVN obiecuje, że zbada dokumenty o współpracy Milana Suboticia ze służbami specjalnymi PRL. Postawę stacji ostro skrytykowali politycy PiS.
Rzecznik partii Adam Bielan stwierdził, że jest zdziwiony, że Subotić nadal jest pracownikiem TVN. Przypomniał, że poprzednio zaprzeczał on, by kiedykolwiek współpracował ze służbami: – Dziś mamy dowody, że Subotić kłamał. Jednak TVN nadal twierdzi, że sprawę trzeba zbadać i nie wyrzuca go z pracy – mówił Bielan. Także szef Kancelarii Prezydenta Aleksander Szczyglo jest zdziwiony. – Nie wierzę, że osoba zajmująca tak istotne stanowisko w TVN nie ma wpływu na to, co się pokazuje – powiedział Szezygło.
Milan Subotić byl od 1984 r. współpracownikiem peerelowskich służb specjalnych. Wcześniej o współpracy Suboticia z WSI pisała „Gazeta Polska”. Wtedy sekretarz programowy TVN zawiesi! swoje obowiązki. Mimo opublikowanych teraz dokumentów TVN nie zwolnił Suboticia. „Nigdy nie odnotowaliśmy, by jego przeszłość miała jakikolwiek wpływ na pracę w naszej stacji” – napisali w oświadczeniu członkowie zarządu TVN. Jednak koordynator ds. służb specjalnych Zbigniew Wassermann sugeruje, że przeszłość Suboticia mogła mieć wpływ na program TVN. Nazwa! tę stację „dziwną firmą”: – Jeśli popatrzeć, jak relacjonuje przebieg życia publicznego, to można dojść do wniosku, że to strona politycznego sporu – uzasadniał Wassermann.
Z dokumentów świadczących o współpracy Suboticia ze służbami zadowolony jest Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”. – Dziennikarzom, którzy próbowali nas wtedy zakrzyczeć, dzisiaj pewnie jest wstyd – stwierdził. „Gazecie Polskiej” zarzucano, że ujawnienie agenturalnej przeszłości Suboticia było zemstą za emisję w programie TVN „Teraz my” taśm Renaty Beger. Andrzej Morozowski, współautor programu, powtórzy!, że Subotić „nie miał nic wspólnego” z emisją taśm.

Jacek Żakowski:

Według publicysty Jacka Żakowskiego, na podstawie odtajnionych dokumentów z teczki Milana Suboticia nie można wywnioskować, czy i na ile szkodliwa była jego współpraca z PRL-owskimi służbami specjalnymi, ani czy kontynuowano ją w wolnej Polsce. „Ludzie roztropni, dysponując niedostatkiem informacji, powstrzymują się od wyciągania radykalnych wniosków wobec innych osób” – powiedział w sobotę PAP Żakowski.

Według niego, na pewno trzeba tę sprawę wyjaśnić. Podkreślił, że nie rozumie, jak minister-koordynator ds. służb specjalnych Zbigniew Wassermann może uchylać się od odpowiedzi na pytanie, czy Subotić współpracował lub współpracuje ze służbami po 1989 r. Według niego, „skoro władze doprowadziły już do przecieku, to ich obowiązkiem jest wyjaśnienie sytuacji do końca”.

Wassermann powinien odpowiedzieć, bo gdyby okazało się, że Subotić „naruszył zasadę wiarygodności mediów w wolnej Polsce, to ukrywanie tego byłoby +zbrodnią przeciwko demokracji+”. O to, czy Subotić współpracował z wojskowym wywiadem w wolnej Polsce, zapytał Wassermanna „Dziennik”. Wassermann odpowiedział: „proszę następne pytanie”.
stop.jpg

Reklamy

16 uwag do wpisu “Casus Sobotić

  1. Co to znaczy „przeciw narodowi”? Jeśliby na przykład wybuchły jakieś chuligańskie zamieszki na wielką skalę i wojsko dostałoby (tfu, na psa urok!) rozkaz strzelania, to co – nie poprzeć, choć to „naród”, a rozkaz wydały Kaczki? Bardzo wątpliwe rozumowanie. A prosty (albo i nie prosty, niektórych intelektualistów też zaczadziło) Niemiec, otumaniony propagandą Goebbelsa – cóż, odmówić mu patriotyzmu, bo złej sprawie służył? Myślę, że bywają rozmaite odcienie patriotyzmu, w tym bezsensowne. Ale nie zaliczam do bezsensownych patriotyzmu wobec PRL. „Moje państwo” – to państwo, w którym żyję, które uważam za legalne (a po Październiku ’56 legalizmu PRL odmówić się nijak nie da), i którego prawom się świadomie podporządkowuję; oraz które lubię, bo np. czuję się w nim bezpiecznie. Tak było w PRL dla milionów ludzi; rozumiem, że może to kogoś uwierać, ale tak było. We wpółdoczwartej nie czuję się ani dobrze, ani jej nie lubię; a wielu jej praw nie akceptuję.

    Lubię to

  2. @Bogdan Miś,
    Nie wiem jak to w skrócie ująć. Chodzi o to, że gdyby kaczyńscy zaczęli używać służb przeciwko narodowi, to nie uznałbym za patriotyzm dołączenie do nich. Podobnie z III rzesza albo PRL. Chociaż być może zbyt prosto to ująłem.

    Lubię to

  3. no to jeszcze to: „W tym miejscu chciałem napisać, że może nie jest ważne, że ktoś kimś tam kiedyś był, ale jak zdążył to odpracować, co dał ludziom, branży, etc. Tak chciałem zamknąć ten tekst. Ale czuję, że takie słowa nie powinny tu paść. Niestety w zawodzie, który uprawiamy (Mrozowski, Sekielski, Subotić, niżej podpisany) ponad wszystko liczy się stosunek do prawdy, i jeśli ktoś w sprawie tak elementarnej jak prawda o sobie samym jest z prawdą na bakier, to nie zasługuje na dalszą obronę. I kropka.” http://wirtualnemedia.pl/document,,1871522,Odszczekuje….html

    Lubię to

  4. „Oczywiście jasne jest, że media całkiem wolne od służb być nie powinny, łatwo sobie wyobrazić sytuację, w której media budują nagonkę informacyjno-propagandową, aby jakąś sprawę załatwić niekorzystnie dla kraju, bo mają w tym interes. Trudno, żeby wtedy służby się tym nie zainteresowały.”

    Sluzby cywilne, tak. Wojskowe niech sie trzymaja z dala od polityki.

    Lubię to

  5. @Djurban: czemu widzisz w tym coś „nie tak”? Ja osobiście nie widzę nic „nie tak” w tym, że jakiś Hans Schmidt uważa za swoją III Rzeszę, Iwan Iwanow – Sowietskij Sojuz (nawet z roku 1937!), zaś Yamamoto – Cesarstwo Hirohito. Każdy żyje w określonym czasie i warunkach, które – niejako z natury – są dla niego „swoje”, niekoniecznie na całe życie, ale w danym momencie tak jest; to raz. Po drugie – jak ktoś słusznie zauważył – jest to często kwestia okresu, na który przypada nasza młodość. Po trzecie wreszcie, jest to też sprawa poglądów i systemu wartości; niby dlaczego mniemać albo i nie mniemać, że jeden jest lepszy od drugiego? Jakież to mamy podstawy, by wartościować systemy wartości, hę? Uwaga: nie twierdzę, że nie mamy; ale może warto porozmawiać właśnie o tych podstawach raczej, niż o czym innym…

    Lubię to

  6. Ja tam widze jednak coś nie tak w myśleniu o PRL jako „moim państwie”, ale to też pewnie kwestia z jak wygodnej pozycji się ten PRL oglądało. Co do III RP, to przecież jest jasne, że jak się idzie na agenta i wie się, że będzie się łamało prawo, to się to robi na własne ryzyko, mało które służby się przejmują potem chronieniem takiego agenta. Jak się robi na własne ryzyko, to można dostać po łapach.

    Oczywiście jasne jest, że media całkiem wolne od służb być nie powinny, łatwo sobie wyobrazić sytuację, w której media budują nagonkę informacyjno-propagandową, aby jakąś sprawę załatwić niekorzystnie dla kraju, bo mają w tym interes. Trudno, żeby wtedy służby się tym nie zainteresowały. No ale rolą służb jest pracować dla kraju a nie dla chwilowo rządzącej partii. Jeśli tak nie jest, to nie ma co się oburzać, że kogoś ujawnią i dostanie po twarzy.

    A co do Bestrego, to szczerze mówiąc obchodzi mnie jak najmniej, przynajmniej jeśli chodzi o istotę sprawy w porównaniu do Subotica. Też mi głupio, bo jednak wolałem żyć w kraju, o którym przynajmniej naiwnie myślałem, że służby nie działały aż tak źle. Z drugiej strony jak miałbym wybierać między ufaniem Miodowiczowi, a ufaniem Wassermanowi, to chyba bym nie powstrzymał odruchów żołądkowych.

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.