Zorientowali się…

„Ten, kto tym wszystkim zarządza” i jego kumple z ferajny (zwróćcie uwagę: nie nazywam po imieniu, bo sam nie wiem – naprawdę! – o kim personalnie mówię) skumali wreszcie, że danie w postaci bójki między pisdzielcami a platformarsami, zaprawione awanturą z „Samoobroną”, czyli bitwą chamów z warchołami, i dosmaczone idiotyzmami giertychów – otóż, że danie owo może się okazać smaczne tylko dla rodzącej się koalicji centrolewicowej. Oni się pięknie wystrzelają między sobą, niektórym jeszcze dołożą rydzyki – a skorzysta na tym SLD, SDPL i Demokraci. Bo inaczej być nie może. Skoro zaś tak, to jedynym logicznym wnioskiem jest dyrektywa: pora przyp… czerwonemu. Zlecenie dostał „Dziennik”, no i…

 

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadzi śledztwo w jaki sposób czołówka polityków SLD za grosze wykupiła od miasta mieszkania w warszawskim Wilanowie – dowiedział się „Dziennik”.

 

Nieoficjalnie gazeta ustaliła, że kłopoty mogą mieć Aleksander i Jolanta Kwaśniewscy, Leszek i Aleksandra Millerowie, Józef Oleksy i Jerzy Szmajdziński. Jak podaje „Dziennik” Kwaśniewscy za 1235 zł wykupili w 1998 r. 77-metrowe mieszkanie. Aleksander Kwaśniewski był wówczas prezydentem RP.

 

Rok wcześniej, w czasie gdy był szefem MSWiA wykupił mieszkanie Leszek Miller. Za 93 metry zapłacił 1378 zł. W 1994 r. wykupił mieszkanie ówczesny marszałek Sejmu – Józef Oleksy. 113 metrów kosztowało go 1803 zł. Jerzy Szmajdziński nabył w 1997 r. 84-metrowy lokal za 1340 zł. Był wówczas wiceszefem SdRP.

 

Mieszkania zostały sprzedane według cen z 1990 r. Politykom lokale te zostały przyznane jako służbowe, jeszcze w czasach PRL, przez Urząd Rady Ministrów. Wszystkie znajdują się na prestiżowym w Warszawie osiedlu, które w latach 80. warszawiacy określali złośliwie „Zatoką Czerwonych Świń”, bo mieszkali tam peerelowscy prominenci i oficerowie SB.

 

ABW prowadzi śledztwo dotyczące sprzedaży 41 mieszkań, bo uważa, że urzędnicy gminy Warszawa – Wilanów, sprzedając te lokale, narazili gminę na wielomilionowe straty.

 


Mój komentarz: ten numeras może wyjść tylko z bardzo młodymi ludźmi (Jacuś Kurski pewno powie dobre i to…). Każdy, kto był w tym czasie dorosły, wie, że w tamtych latach – w związku z występowaniem galopującej inflacji oraz gwałtownych ruchów kursów walut, a także z wprowadzonym akurat prawem, pozwalającym z ogromnymi upustami wykupić na własność mieszkania spółdzielcze – każdy mógł nabyć sobie mieszkanie dosłownie za psi grosz. Znam dziesiątki ludzi, którzy skorzystali z okazji i mając w pończosze albo w banku parę dolarów kupowali 3, 4, 5-pokojowe mieszkania za cenę… średniej jakości telewizora, to jest koło 100-300 dolarów. Zrobili to prawie wszyscy moi koledzy dziennikarze na przykład, w tym ja sam; ale także i wielu naukowców i innych najzupełniej normalnych ludzi: artystów, kupców, robotników – kto tam był w spółdzielni. Prawdę mówiąc, tylko zupełnie bezmózgi najemca mieszkania spółdzielczego nie zauważył tej okazji i z niej nie skorzystał. No, ale na Kwacha, Szmaję i Millera & Co znowu napluto. Tylko dlaczego inne media kupiły to kretyństwo od „Dziennika”? Nawiasem mówiąc, ta gazetka nadal jedzie na tej samej statycznej witrynie, zmieniając tylko zrzut pierwszego grzbietu, dziadostwo…
Nowość:koal.gif

Reklamy

9 uwag do wpisu “Zorientowali się…

  1. Ja sobie nie zdawalem sprawy ze to taka manipulacja, chociaz moi rodzice kupili miszkanie w 1990 i nie wiem jakie pieniadze za nie dali. Natomiast jak patrze ile juz ciezko haruje na wlasne mieszkanie i nadal nie widac perspektywy, to mysl ze ktos je sobie kupil za kilka tysiecy zlotych, rzeczywiscie budzi we mnie podejrzenia.

    Swoja droga jak widze te nazwiska z SLD to jakos latwiej mi sie wierzy w to ze byl jakis przekret. Moze to juz skrzywienie po tylu latach interesowania sie polityka.

    Glupio sie przyznac, ale zabranie im tych mieszkan wydaje mi sie jakos sprawiedliwe. Moze zaczynam byc elektoratem, nie daj Boże, Koalicji?

    Lubię to

  2. Okazuje się, że numeras jednak wyszedł. Dziś w „Trójce” towarzysz Karnowski Michał wykazał się w rozmowie z Millerem. Z tępym uporem usiłował doszukać się kantów i jakoś nie docierało do niego, że ludzie wtedy płacili taką cenę, jaką im przedstawiono. Echhh…

    [I jakoś wcale się nie zdziwię, gdy towarzysz Karnowski zostanie za czas jakiś przedstawiony jako świetny i fachowy dziennikarz, zaś za prowadzenie porannych rozmów zostanie wynagrodzony jakąś statuetką czy innym tytułem.]

    Lubię to

  3. Nie było to ograniczone od Warszawy, znam wielu ludzi, którzy na kompletnym zad… tzn. w mieście powiatowym poniżej 20 tys. mieszkańców też kupili spółdzielcze i zakładowe mieszkania za ułamek wartości. Byli wśród nich także członkowie NSZZ „S”.

    Nie mówiąc już o 99% rabatach dla kościoła katolickiego na zakup nieruchomości od państwa – nieruchomości znacznie większych i bardziej wartościowych niż jakieś tam mieszkania. Jeśli komuchów za to ścigają, paru biskupów także by należało. 😉

    Lubię to

  4. I jeszcze jedno: podejrzewam, że następny cios pójdzie w Demokratów. Wcale się nie zdziwię, gdy „okaże” się, że Bronisław Gieremek miał niślubną córkę z Tadeuszem Mazowieckim, który kiedyś wziął w supersamie za dużo reszty…

    Lubię to

  5. @Makowski: Z tym każdy to oczywisty – pardon – mój „skrót myślowy”. Trzeba rozumieć „każdy ówczesny członek spółdzielni mieszkaniowej”; co więcej, nie jestem pewien – już nie pamiętam – czy nie dotyczyło to tylko Warszawy. W każdym razie w mojej (jednej z największych w stolicy) spółdzielni kolejki do wykupu się ustawiały.
    Oczywiście, że w PRL była możliwość dostania mieszkania poza kolejką. Także samochodu, lodówki czy telewizora: bo rynek nie był nasycony (przy ręcznie sterowanej gospodarce tzw. socjalistycznej nasycenie rynku – okazuje się – w ogóle nie jest możliwe). Powstawał problem: czy jedynym kryterium dostepności ma być zasobność (wówczas natychmiast powstanie czarny rynek, ceny poszybują w górę i w efekcie tymi rzadkimi dobrami będą dysponować wyłącznie gangsterzy i handlarze walutą), czy też – na przykład – przydatność danej osoby dla Państwa. Wybrano to drugie. W niektórych wypadkach prowadziło to do wypaczeń (nagradzanie urzędników władzy za lojalność, czy też kupowanie czyjejś przychylności); w wielu wypadkach nie mogło budzić żadnej wątpliwości: „dawanie” (w cudzysłowie, bo jednak trzeba było za to płacić, choć mało) mieszkań czy nawet willi artystom, naukowcom o światowej renomie czy wybitnym kierownikom gospodarki jest chyba w porządku? Mnie to w każdym razie nie oburza; tym bardziej, że znam wielu ludzi, którzy takiie dobra dostali nie tylko nie będąc sympatykami „reżymu”, ale jego jawnymi przeciwnikami.

    Lubię to

  6. panie Bogdanie!
    oczywiście jest to „szukanie Haków” — przed (= przypadkiem) Wyborami.
    oczywiście oszołomy z PiS-u — walą na oślep; na „Prawo” i „Lewo”
    ale.
    ale — skoro mówimy o (i do) Młodych Ludziach — to POWIEDZMY (im) DO KOŃCA.
    nie: „każdy
    np. ja (roczn. 1952) — nie.
    nie każdy bowiem w PRL „dostawał” mieszkanie; a sporo z tych, którzy dostali — dostało je po kilka razy…
    (= kiedy inni „czekali w kolejce” — wyjaśniam Młodszym. albo emigrowali…)
    ja swoje PIERWSZE mieszkanie kupiłem dopiero w połowie lat 90.
    za WŁASNE ZAROBIONE pieniądze.
    nie małe pieniądze…
    więc — nie każdy.
    pamiętajmy o tym; przy wszystkich żalach i pretensjach do PiS-u.
    skądinąd słusznych.

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.