Trybunał Praw Człowieka: wyrok ważny dla dziennikarzy

rzepa.jpgDzisiejsza „Rzeczpospolita” drukuje na swoich żółtych stronach bardzo interesujący artykuł adw. Marka Antoniego Nowickiego, omawiający ważne dla dziennikarzy orzeczenie strasburskiego Trybynału Praw Człowieka w kwestii granic swobody wypowiedzi. Jak można się było spodziewać, Trybunał jest zwolennikiem bardzo szeroko rozumianej wolności słowa; omawiany werdykt mówi mniej więcej to, że można upowszechniać subiektywne oceny historii bez wyraźnego anonsowania, że są one właśnie subiektywne. Poniżej cytat z „Rzepy”, wytłuszczenia w tekście pochodza ode mnie.

Wolność wypowiedzi to także poszukiwanie prawdy historycznej

Art. 10 ust. 2 konwencji pozostawia niewiele miejsca na ograniczenia wolności wypowiedzi w debacie politycznej lub w kwestiach dotyczących ogólnego interesu

Niezadowolenie widzów z programu telewizyjnego nie może usprawiedliwiać ingerencji władz. W marcu 1997 r. francuskojęzyczny kanał telewizji szwajcarskiej SSR dwukrotnie nadał w programie informacyjnym „Dzisiejsze czasy” krytyczny film dokumentalny „Utracony honor Szwajcarii”. Film przypomniał wojenną historię tego kraju, przeżycia jego mieszkańców oraz wersję historii tego okresu nauczaną przez wiele lat w szkołach. Według niej, niezależnie od swojej neutralności, Szwajcaria odważnie stała po stronie demokracji i aliantów. Tymczasem w programie różne osoby publiczne w ostry sposób przeczyły tej wersji. A pamiętający tamte czasy wygłaszali ścierające się ze sobą opinie. W audycji zabrał głos także jej autor, Daniel Monnat, przedstawiając postawę Szwajcarii i jej liderów, podkreślając ich związki ze skrajną prawicą i wysiłki na rzecz zbliżenia z Niemcami. Była też analizowana kwestia antysemityzmu i ekonomicznych relacji Szwajcarii z Niemcami, koncentrująca się na praniu pieniędzy nazi i roli banków szwajcarskich oraz firm ubezpieczeniowych w sprawie pożydowskiego mienia.

Program poruszył widzów; wielu z nich wniosło skargi do Niezależnej Komisji Skargowej RTV.

27 sierpnia 1999 r. komisja orzekła, że program naruszał regulacje prawne, z których wynika, że programy informacyjne muszą przekazywać informacje obiektywnie, w sposób odzwierciedlający pluralizm i rozmaitość opinii, a poza tym autor powinien uprzedzić widzów, że wyraża swoje osobiste poglądy. W rezultacie SSR została zobowiązana do naprawienia naruszenia prawa.

Dziennikarz, historyk współpracujący przy programie, oraz SSR wystąpili do Trybunału Federalnego o uchylenie tej decyzji. Sędziowie pozew oddalili, twierdząc, że Monnat wyjątkowo energicznie bronił jednego tylko punktu widzenia. Nic nie zarzucili treści programu, lecz nie zaakceptowali użytej metody, mianowicie, że widzowie nie zostali uprzedzeni, iż mają do czynienia z dziennikarstwem politycznie zaangażowanym. Według nich dziennikarz powinien poinformować widzów, że przekazuje tylko jedną z możliwych interpretacji stosunków między Szwajcarią i Niemcami.

W skardze do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu Monnat wykazywał, że kontrola programów wprowadzona przez ustawodawcę szwajcarskiego oraz decyzja Komisji Skargowej RTV, utrzymana w mocy przez Trybunał Federalny, ograniczyły możliwość korzystania przez niego ze swobody wypowiedzi (art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności).
Misja mediów

Szwajcaria dowodziła w Strasburgu, że dziennikarz nie mógł się uważać za pokrzywdzonego. Trybunał odrzucił jednak tę tezę i stwierdził, że doszło do ingerencji. Ale czy była ona konieczna? Skargi zostały uwzględnione tylko dlatego, że – zdaniem władz szwajcarskich – Monnat miał obowiązek poinformować widzów, że w reportażu nie chodziło o przekazanie niekwestionowanej prawdy, ale jednej z możliwych interpretacji stosunków między Szwajcarią i Niemcami.

Poszukiwanie prawdy historycznej stanowi integralną część wolności wypowiedzi – odpowiedział Trybunał w Strasburgu. I wyjaśnił, że nie do niego należy przesądzanie roli odgrywanej przez Szwajcarię w drugiej wojnie światowej; jest to nadal przedmiot debaty historyków. Jego zadaniem jest rozważenie ochrony prawa widzów do otrzymywania informacji obiektywnych i przejrzystych oraz swobody wypowiedzi dziennikarza.

Sporny program był częścią debaty publicznej o roli Szwajcarii w drugiej wojnie światowej. Jego emisja dotyczyła niewątpliwie problemu wzbudzającego ogromne ogólne zainteresowanie i była wpisana całkowicie w misję mediów. Audycja była głosem w debacie publicznej na temat szeroko poruszanej przez media szwajcarskie kwestii głęboko dzielącej opinię publiczną. W tamtym okresie, a więc na początku 1997 r., dyskusje były wyjątkowo żywe, zwłaszcza gdy chodzi o pozostawione bez spadkobierców majątki. Krytyka wyrażana w programie Monnata nie dotyczyła całego społeczeństwa i jego postawy podczas wojny, lecz ówczesnych liderów tego kraju, czyli polityków, wobec których granice dopuszczalnej krytyki są szersze niż w wypadku zwykłych obywateli. W tej sytuacji swoboda oceny sądów szwajcarskich, czy istniała pilna potrzeba społeczna ingerencji, była bardziej ograniczona.
Jak dyskutować o własnej historii

Żadna z osób, których dotyczyła emisja, ani ich spadkobiercy nie wnieśli do sądów pozwów o naruszenie dóbr osobistych. Rząd również nie twierdził, że treść programu mogła rodzić zagrożenie dla bezpieczeństwa Szwajcarii lub podstaw państwa prawa czy demokracji. Nie wchodziło w grę ujawnienie informacji poufnych. Niezadowolenie lub zaskoczenie emisją niektórych widzów nie mogło stanowić wystarczającego usprawiedliwienia podjęcia przez władze ingerencji. Tym bardziej że chodziło o debatę historyczną w dziedzinach, w których pewność jest niemożliwa i które są nadal przedmiotem dociekań historyków. Chociaż takie wypowiedzi jak Monnata zawsze mogą wywoływać kontrowersje, to jednak upływ czasu powoduje, że do wydarzeń historycznych sprzed 50 lat nie należy się odnosić z taką samą surowością, jak do tych sprzed 10 lub 20 lat. Tego rodzaju wysiłek powinien podjąć każdy kraj, by móc otwarcie i szczerze dyskutować o własnej przeszłości.
W dobrej wierze

Głównym powodem uwzględnienia skarg widzów było to, że reportaż nie informował wystarczająco wyraźnie o subiektywnym charakterze treści jego przekazu. W związku z tym Trybunał przypomniał, że każdy, w tym dziennikarz korzystający ze swobody wypowiedzi, przyjmuje na siebie obowiązki i odpowiedzialność, których zakres uzależniony jest od sytuacji i użytych środków technicznych, zwłaszcza gdy w grę wchodzi telewizja publiczna. Efekt działania mediów audiowizualnych jest znacznie szybszy i silniejszy niż prasy drukowanej. W wypadku reportażu telewizyjnego władze krajowe mają więc a priori większą swobodę reakcji.

Wynikająca z konwencji gwarancja dla dziennikarzy, którzy informują o kwestiach istotnych dla interesu ogólnego, jest uzależniona od ich działania w dobrej wierze, przekazywania informacji dokładnych i wiarygodnych z poszanowaniem etyki dziennikarskiej. „Dzisiejsze czasy” był programem informacyjnym uważanym za poważny, nie można więc twierdzić, że zrozumienie zamysłu reportażu nie było możliwe. Czy można więc było, lub czy w ogóle należało, wymagać od jego autora – dziennikarza dosyć znanego w części francuskojęzycznej Szwajcarii – by zwracał uwagę, że chodziło o jego subiektywne poglądy, a nie o „jedynąprawdę historyczną”? Niepodobna więc twierdzić, że Monnat, który oparł reportaż w sposób niekwestionowany na badaniach historycznych, nie dopełnił obowiązku działania w dobrej wierze. Trybunał w Strasburgu nie został więc przekonany, że motywy przyjęte przez szwajcarski Trybunał Federalny na uzasadnienie zaakceptowania skarg przeciwko emisji „Utraconego honoru Szwajcarii” były odpowiednie i wystarczające.
To był rodzaj cenzury

Przy rozpatrywaniu kwestii proporcjonalności bierze się pod uwagę charakter i wagę wymierzonych kar. Uwzględnienie skarg widzów nie uniemożliwiło Monnatowi wypowiedzenia się, bo nastąpiło to już w audycji. Niemniej był to rodzaj cenzury mającej przekonać go, by się nie wdawał w tego rodzaju krytykę. W kontekście debaty o problemie o dużym znaczeniu ogólnym podobna sankcja rodzi ryzyko zniechęcenia dziennikarzy do udziału w dyskusji publicznej o kwestiach budzących społeczne zainteresowanie. Już tylko z tego powodu mogła ona utrudniać mediom wypełnianie a zadania informowania i społecznej kontroli. Cenzura ta zmaterializowała się później w decyzji sądowej o nałożeniu embarga oznaczającego formalny zakaz sprzedaży tego programu.

Biorąc więc pod uwagę interes społeczeństwa, zapewnienie wolności wypowiedzi, ograniczoną swobodę oceny władz w sferze informacji budzących ogólne zainteresowanie, a także poważny charakter spornego reportażu i badań, na których się opierał, zastosowany środek nie pozostawał w rozsądnej proporcji do celu. Doszło do naruszenia art. 10 konwencji (jednogłośnie). Trybunał nie zasądził na rzecz Monnata zadośćuczynienia za krzywdę moralną, uznając, że stwierdzenie naruszenia konwencji i będzie dla niego wystarczającą satysfakcją. Szwajcaria musi natomiast zapłacić mu 3,5 tys. euro jako zwrot kosztów i wydatków.


Marek Antoni Nowicki,
adwokat, prezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, były członek Europejskiej Komisji Praw Człowieka i ombudsman Kosowa
Monnat przeciwko Szwajcarii (orzeczenie – 21 września 2006 r., Izba (Sekcja III), skarga nr 73604/01)


Mój komentarz: omawiana sprawa wydaje mi się istotna. Trybunał stwierdził, że głoszenie poglądów sprzecznych z opinią publiczną nie może być tylko z tego powodu nielegalne. Można więc spokojnie obrażać tzw. najświętsze uczucia publiczności, jeśli robi się to w dobrej wierze. Zwalnia to dziennikarza od stosowania różnych kruczków i chwytów. Zawsze mnie śmieszyło, kiedy dziennikarz uciekał się do zwrotu „uważam, że to i to jest prawdą” zamiast mówić wprost „to i to jest prawdą”, bowiem pierwsza wypowiedż była jego sygnalizowaną wyraźnie subiektywną opinią (legalną), to drugie zaś – informacją o fakcie, nielegalną i być może karalną, jeśli nieprawdziwą. Trybunał założył logicznie, że jeżeli ktoś coś mówi, to widać tak uważa; w ten sposób dojść trzeba zapewne do wniosku, że każda wypowiedź jest subiektywna. Oczywiście, rozumiem, że taka konstatacja może wydać się ryzykowna. No, ale Roma locuta, causa finita…I stały element gry:nie.jpg

Advertisements

One thought on “Trybunał Praw Człowieka: wyrok ważny dla dziennikarzy

Możliwość komentowania jest wyłączona.