Piękny, idealistyczny pomysł

Piotr Najsztub w doskonałej rozmowie (świetnie zatytułowanej Insynuokracja, poczytajcie koniecznie) z Tomaszem Lisem w ostatnim numerze „Przekroju” zgłasza propozycję, by dziennikarze – spotkawszy się np. na konferencji prasowej z oświadczeniem, że ktoś tam coś coś zrobił lub kimś był – żądali dowodów. I nie publikowali takiej wiadomości, dopóki niepodważalne i oczywiste dowody nie leżą na stole.

Zachwyca mnie szlachetność tego pomysłu. Sam kiedyś taki miałem. Więcej, myślałem przez chwilę o tym, by niektórych ludzi – przede wszystkim polityków, ale nie tylko – karać za ich postępki „śmiercią medialną”, tj. całkowitym, nieodwołalnym i bezwzlędnym przemilczeniem wszystkiego co robią lub co mówią.

Tyle, że krótki namysł nakazuje stwierdzić, że pomysł ten jest całkowicie nierealny; cóż bowiem przyjdzie np. TVN z tego, że z jego ekranów zniknie jakiś Gosiu, Cymańszczak czy inne podobne indywiduum? Tyle tylko, że widzowie tej stacji nie będą mieli się z kogo nabijać i przerzucą się na inny kanał, który akurat będzie miał inne poglądy niż Walterownia. Co więcej, chyba jednak takie działanie – tzn. owa „medialna kara śmierci” – jest sprzeczna z zasadami dziennikarstwa. Bo zadaniem dziennikarza jest opisać każdy rzeczywisty fakt, który może lub powinien zainteresować opinię publiczną; a wydarzenie, polegające na tym, że ten czy ów polityk łże publicznie jak pies i rzucając na ludzi niegodne insynuacje zachowuje się haniebnie – otóż owo wydarzenie, gdy już nastąpi, staje się właśnie takim faktem. I musi być upublicznione, choćby opisujący je dziennikarz skręcał się w wymiotach.

Czy więc nie ma wyjścia? Czy kłamliwy – lub po prostu głupi – polityk ma gwarancję, że jego poronione pomysły zawsze będą upowszechnione? Oczywiście: wyjście jest. Nazywa się komentarz. To straszna broń. Tym straszniejsza, im większe nazwisko ma używający jej dziennikarz. A polityk na ogół nie przyjmuje do wiadomości, że od pewnego momentu ich kariery – powiedzmy – Kapuścińskiego nie można już „odwołać z Kapuścińskiego”, Lis będzie już zawsze Lisem, Żakowski zaś Żakowskim. A premier? Albo wicepremier? Wymieńcie po kolei nazwiska wicepremierów z ostatnich 10 lat! Większośc z nich, to dziś postacie nieistniejące, tacy panowie Niktowie. A to, że urzędujący dygnitarze na ogół o tym nie wiedzą, że mają wrażenie, że już na zawsze mają liaison z historią – to ich potworna słabość.

Oni zresztą rzeczywiście mają liaison z historią. W tym sensie, że historia ich koniec końców, pardon, p…
nie.jpg

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Piękny, idealistyczny pomysł

  1. Problem w tym, że taki statystyczny wyborca czyta pewnie 0.95 faktu i 0.30 GW (żeby zobaczyć, co też tam ten Michnik znów nakłamał i sprawdzić, co w telewizyjnej piszczy) i 0.01 innych tytułów dziennie… (dane oczywiście pochodzą z głowy).

    Polubienie

  2. ja przepraszam, ale ja poważnie (bo już mam dość — tych pomylonych pojęć):
    to WYBORCY powinni weryfikować Polityków; a nie dziennikarze.
    tak tylko przypominam…

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.